{"numero_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_sha256": "13bc002ccb4cf757ce4141a7284c5cf470b2a39b2d21933add772b851748db67", "source_tei": "https://github.com/Princeton-CDH/bluemountain-transcriptions/blob/main/periodicals/bmtnabm/issues/1921/11_01/bmtnabm_1921-11_01.tei.xml", "source_mets": "https://github.com/pulibrary/BlueMountain/blob/main/metadata/periodicals/bmtnabm/issues/1921/11_01/bmtnabm_1921-11_01.mets.xml", "url_numero": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01", "articles": [{"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c001", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c001", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "couv. 2", "page_fin": "couv. 2", "image_debut": 2, "image_fin": 2, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.1", "titre_corps": "ZESZYT PIERWSZY „NOWEJ SZTUKI\" ZAWIERA:", "titre_sommaire": "ZESZYT PIERWSZY „NOWEJ SZTUKI\" ZAWIERA:", "signature_source": "", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 2, "page_imprimee": "couv. 2", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.2", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 785, "texte": "ZESZYT PIERWSZY „NOWEJ SZTUKI\" ZAWIERA:\nWstęp od Redakcji . . . . . . . . . . . . .3 4\nSkaczące reflektory świata—ANATOLA STERNA . . . . . . 4 7\nSalome. Dym GUILLAUME APOLLINAłRE’A . 7 8\nZapałki. Na rzece BRUNO JASIEŃSKIEGO . . . . . . B—lo8—10\nZagadnienia architektury współczesnej: I. Część teoretyczna. 11. Część praktycz-\nna. 111. Zagadnienie konstrukcji LEONA CHWISTKA. . . .10— 16\nObłok w spodniach WŁADIMIRA MAJAKOWSKIEGO . . . . .16 —2O\nBaterja. Wyspy -—JEANA COCTEAU . . . . . , , . .21 —22\nPodstawy psychlogiczne malarstwa współczesnego HENRYKA TASTEYIN . 23 —23\nGwiazdy spadające. Cyrk BRONISŁAWA IWANOWSKIEGO .... 26\nZegarek. Lalka (telefon) TYTUSA CZYŻEWSKIEGO 26-28\nPłodzenie ALEKSANDRA WATA . . . . . . . . . 29\nLudzie i artyści. Przegląd książek . . . . . . . . .30 —32"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c002", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c002", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "3", "page_fin": "4", "image_debut": 5, "image_fin": 6, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.2", "titre_corps": "WSTĘP OD REDAKCJI", "titre_sommaire": "WSTĘP OD REDAKCJI", "signature_source": "", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 5, "page_imprimee": "3", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.5", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 3490, "texte": "WSTĘP OD REDAKCJI\nGdy z jednej strony do społeczeństwa dochodzą odgłosy podmywającego Polskę\nze strony Zachodu płomiennego Golfstromu uniesienia, który rzuca człowieka\nwspółczesnego w objęcia Nowej Realności, każąc mu przestąpić rozwalony dzie-\njami lat ostatnich mur dawnych tradycji, z drugiej, wciąż jeszcze przyciąga go\ndo siebie olbrzymie, bo na przestrzeni wieków rozlane, bagno symbolizmu i zmo-\ndernizowanego naturalizmu i impresjonizmu, które powstały czasu wojny. I mimo\nżyczliwości z jaką masy czytające odnoszą się zwykle do starych zrozumiałych\ndla nich i przeto bliskich im doktryn, nieuprzedzony widz spostrzega jednak\nw nich nawet tutaj, w Polsce, coraz gwałtowniejszą wolę szerszego oddechu.\nAnaliza psychologiczna i opisowość naturalistyczna Bowiem przestała już wy-\nstarczać. Olbrzymia większość artystów polskich jednak nie rozumie tej tak\nprostej, zdawałoby się rzeczy, że spisując swe uczucia, że starając się skopiować\nświat widzialnej rzeczywistości, i obracając się w granicach uzasadnionych przez\nlogikę i przez „widzialność“ zależności jest mniej twórcza, niżli aawtbftąoy negr;\nDahomey u, któremu wewnętrzny nakaz każe przetwarzać naturę, konstruować\nją w pewien sposób, a nie podporządkowywać się niewolniczej chęci naśladow-\nnictwa. f Niewątpliwie, kopjowanie natury, zaprawione tanim sentymentem, naj-\nmniej przedstawia trudności, lecz jednocześnie demoralizuje masy czytające, nisz-\ncząc w nich wolę idealnego, a raczej „nierealnego\" które posiada jednakże\nwszystkie cechy świata zmysłów i jest źródłem nowych rozkosznych życio-\ntwórczych możliwości. Należy walczyć z przekonaniem, że . wszystko jest dane\nw sposób raz na zawsze ustalony, z dogmatyką każącą wierzyć, że można wszystko\notrzymać, zanurzywszy głowę w bogatym basenie świata.\n„Nowa Sztuka\" nie ma pretensji do głoszenia nowych haseł, lub t najnowszego\nkierunku. Pragnie być jedynie polem nowej syntezy sztuki, która uprawnia artystę\ndo użycia jaknajszerszych środków w celu stworzenia innych sensacji w sztuce,\nniżli te, które były używane dotychczas. Nie zrywa ze sztuką przeszłości o tyle,\nże uważa ją za część martwego materjału, który może jej być potrzebny dla\njej celów. Nie wysuwa programu politycznego, ani hasła pożyteczności lub nie-\npożyteczności sztuki, twierdząc, że problematy owe mogą być roztrząsane w sto-\nsunku do pewnych szkół lecz nie są wprost rzeczowe, gdy chodzi o sztukę\nnową, powszechną, a więc demokratyczną, będącą pokarmem dla wszystkich, i nie\ncofającą się przed użyciem dla swych efektów żadnych środków ekspresji. Oto\nczemu w swym wstępie nie chcemy przedstawiać świata jako wielkiego zagmatwa-\nnego hieroglifu, jak to czynili polscy ekspresjoniści, ani też nie chcemy zająć się\n''wyławianiem symbolów, niby figlarnie trzepocących ryb z powierzchni „dnia\npowszedniego\", jak to czynią ich przeciwnicy. Jedni i drudzy są ponurymi łow-\ncami. O panowie! któż jest ciekaw, czy jesteście objuczeni powszedniością, czy\nteż ona zawrotnie galopuje z wami na grzbiecie? Jest to uczuciowe traktowanie\nświata, mające, być może, wiele wspólnego z etyką, ale mało ze sztuką. Jest rzeczą\nkonieczną, by sztuka była traktowana nie tylko jako jedna z form uspołeczniających,\nw rodzaju filozofji, religji, socjologji etc. Każda z tych form oparta najzwyklej\nna analizie i będąca pasorzytem doświadczenia jest pozbawiona przecież moż-\nności owego szalonego skoku w niewiadome, a cudowne jutro, wyrwania się\nz jwięzów fatalizmu, który nakłada na nas doświadczenie. Pozostawcież cośkol-"}, {"page_pdf": 6, "page_imprimee": "4", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.6", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 2403, "texte": "wiek człowiekowi dzikiemu, który mieszka w każdym z nas i który krzyczy,\npozostawcie coś intuicji.\nNie znaczy to, by należało się oddać w phallicznym niemal porywie żywiołowi.\nWie wysuwamy tych żądań co niektórzy z pośród ekspresjonistów niemieckich,\nlub futurystów włoskich, że widz lub słuchacz winien być Dorwany przez dzieło\ni stać się jego częścią. Nie propagujemy ~I'art abstrait“ rdaclaistów francuskich\ni niszczenia sztuki dadaistów niemieckich. Ale chodzi nam o taką syntezę sztuki,\nktóra wyzwoliwszy się z pętów metąfizyczności, wyzbywając się balastu senty-\nmentalności i symboliki, stałaby się wreszcie nadbudową, nie trzymającą się\nściśle wzorów rzeczywistości i wystarczającą samej sobie jedynie na podstawie\nswych walorów: nowych, rozumowo niemożliwych do przedstawienia sobiefjprze-\nnośni, i wartości formalnych, bez których istnienie treści empirycznej w dziele\nsztuki nie byłoby usprawiedliwione. Nie zrywamy jednak, jak to czynią wyznaw-\ncy polskiego formizmu, z ideową treścią w sztuce. Światopogląd bowiem, wy-\nznanie wiary artysty jest tem, dzięki czemu staje się dzieło sztuki wszechludz-\nkiem i demokratycznem. Treść owa musi jednak wyzwolić się z szablonu formy\ni znaleźć w niej ścisły odpowiednik, choćby to miało doprowadzić do nieoczeki-\nwanych ekstrawagancji. Chodziłoby jednem słowem o przerwanie tam logiczności\nprzedewszystkiem—zależn&tSiTwyŚających się niezbędnemPsamemu rozsądkowi,—\nale najzupełniej zbytecznych dla nieuprzedzonego intelektu. Musimy w sztuce raz\n,na zawsze skończyć z kwestią żądań, które jej stawia rozsądek, gdyż z natury\nswej nie obejmuje on < się zOgólnychs,ram, koncepcji:\nOto jest najbliższe zadania „Nowej Sztuki“ praca przesunięcia wartości twór-\nczych i kompozycyjnych dzieła sztuki, zmodernizowanie psychiki społeczeństwa,\nzrealizowanie nowych i ekstatycznych perspektyw, które przed nami otwiera sztuka,\nsię w granicach zrozurmałóJci. Czyi niejestoczy wistem, że sztuka\ntaka będzie zawsze narażona na napaści krytyków starego Do\nwalki z nimi, do odparcia ich zarzutów, o ile nie będą zbyt błahe, jesteśmy\nprzygotowani.\nNa zakończenie udzielmy głosu uczonemu, i o ileż bardziej płomiennemu, niż\nniejeden ze współczesnych artystów:\n„...w teorji jest to rodzajem niedorzeczności chcieć poznawać inaczej niższa po-\nmocą umysłu; ale jeżeli śmiało przyjmujemy niebezpieczeństwo, może czyn prze-\ntnie ten Węzeł, który rozumowanie zawiązało i nie “."}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c003", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c003", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "4", "page_fin": "7", "image_debut": 6, "image_fin": 9, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.3", "titre_corps": "SKACZĄCE REFLEKTORY ŚWIATA", "titre_sommaire": "SKACZĄCE REFLEKTORY ŚWIATA", "signature_source": "Anatola Sterna", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 6, "page_imprimee": "4", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.6", "debut_caractere": 2405, "fin_caractere_exclue": 2820, "texte": "SKACZĄCE REFLEKTORY ŚWIATA\nAnatola Sterna\no piękni bracia bogowie\n0 moi śmiali silni towarzysze\nmężczyźni\nniosący aureole na głowach\nnegrzy ciężkie kosze z ciastem bananów\nw portach\ngdzie słońce czerwonym językiem lśniące ciała liże\njak was kocham, ustami tego nie powiem!\nledwo dyszę\nwidziałem jankowskiego jak śnieżnym porankiem\npłonące jak żużle połykał papierosy\n1 wybiegł z krzykiem na ulicę w kalesonach bosy,"}, {"page_pdf": 7, "page_imprimee": "5", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.7", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 1036, "texte": "było to wilno zima 1920\ngdy w zielonej od słońca skwaru równinie też rankiem\nz nad skrzydeł się wychyliwszy ekranu\nmarinetti błyszczącą śmigę aeroplanu\npieścił rękami jak nagą śmiejącą się z rozkoszy\nszybko kręcącą biodrami kochankę\nchodź chodź do mnie przyjacielu\ni ty cocteau i ty majakowskij\nboccioni cąrra arp tzara\ni wy i oni\nfuturyści dadaiści niema różnic\nwszyscy\ntrzeba dusić obywatela\ndziś!\n100 miljonów chamów\nbez różnicy wyznań i narodowości\ngdziekolwiek są-\nprzez atlantyk podają sobie ręce nasze głoski!\ngalopują szybciej od australijskich koni\nspieszcie ręce mi drżą\nprzyjaciele\njuż dłużej nie mogę sam!\nmelancholijny krwawy\nprzewalający się na miejscu cham\nszarpie mi usta\ngwałci mnie jak Józefa\nrozpusta!\ngruby człowiek ślinę głośno łyka\ni po dymiącym sutym obiedzie\nmyczy akacji bzów\nsłowika\ntępe oczy *\nwbił we mnie jak młotkiem ćwieki\nczemu nie śpiewasz tak samo\njak śpiewano przez wieki?\nja nie chcę śpiewać\nzrozumiano\nJA NIE JESTEiI 00 ŚPIEWANIA\npatrzcie!\nbrzuch jego na mnie, na nas\njak tank się toczy!\ngniecie ach"}, {"page_pdf": 8, "page_imprimee": "6", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.8", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 1568, "texte": "rozpłaszczony trup chlebnikowa\ndługi o zapadłej piersi trup\ni tylko\nw baobabach wśród kraśnych ptaków\npyszna sama dzwoni wciąż żywa głowa!\nguillaumie pantero z pyskiem rannym\nz obandażowaną lazurami głową\njuż nie krzyczysz do mnie żadną mową\ni już nie pieścisz w okopach swej jeanny\n0 guillaumie apollinaire\nz jakich nadmorskich jeszcze sfer\ndajesz mi płomień ust i ramię brata\nz jakiego morza z jakiego nieba z jakiego świata?\nwięc jesteś jeszcze chociaż cię niema\nach masz rację kobieto pobożna\nkrzyczy i chodzi nogami obiema\n1 mówi tak głośno że głośniej nie można!\njakie szczęście że nie może nikt w świecie\nwypłakać nosa w chustkę na naszym pogrzebie\nkto żył na ziemi ten się zbudzi o świcie\ni będzie z nami mocował się w niebie!\nnie wiei*zę w śmierć\nŚMIERĆ TO BLAGA\n0 ciała płonące i drugie życie\nktórem oddychać będziemy zaraz\nszeleszczące niebo gwiazd złoto błękitne\npchać do kieszeni jak pugilares\nzębami rozdzierać soczyste obłoki\npożerać upajać się obłocznych krwią mięsiw\nrzuca nas na kobiet śmiejących sie boki\nniebo gdy jak fura się toczy i trzęsie\n1 kogóż wreszcie mam prosić gdy tak\nblado prosi przy mnie ten który klęka\nażeby pod niebem płonących płacht\ntwarz moja kiedyś nie spojrzała mi w oczy\njak czarny pusty rękaw?\nach czyż nie ciebie rozskakana krwi\nach czyż nie tak mój słodki reflektorze\narmato która strzelając przez drzwi\nzmieniasz mi świat w czerwone dygocące morze\npozwól mi jeszcze głowę jak spadochron\nwydąć niech się hałasem ma czaszka zbogaci\ni niech oczy me świat ten nawylot jak pogrom\nprzestrzelą! oczy moje i reflektorów mych braci"}, {"page_pdf": 9, "page_imprimee": "7", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.9", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 659, "texte": "ach póki jest nas bracia stu czy tylko dziesięciu\nsłodkie chorągwie rozdzieranych serc\nwywieśmy nad dachami! i niechaj wciąż brzęczy\ngalop ludzi wyrwanych z wędzidła i lejc!\n\\\nnas wszystkich ma w sobie wieczny szum\nnami zielony strzela w niebo glob\no słowa wyśnione których nie zna um!\n0 ręce wzniesione związane jak snop!\nten drgający miljardogłowy cham\nten wznoszący policzki w śmiechu tłum\nktóry ze swych płonących czarnych miast\noklaskuje snoba z ufryzowanym ogonem\nkłaniającego się d’annunzia w rjece\nnie może ujrzeć i nie chce módz\nże przed nim rozcięty niebem napoły\nJA\npłonę\n1 świecę\ni krzyczę\nkrwią\nz rozdartej szeroko\nze swej czerwonej głowy\ni płuc!"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c004", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c004", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "7", "page_fin": "8", "image_debut": 9, "image_fin": 10, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.4", "titre_corps": "SALOME", "titre_sommaire": "SALOME", "signature_source": "Guillaume Apollinaire’a", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 9, "page_imprimee": "7", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.9", "debut_caractere": 661, "fin_caractere_exclue": 1420, "texte": "SALOME\nGuillaume Apollinaire’a\nAby się uśmiechnęła raz jeszcze Jana głowa\nZapląsam wam przepięknie jak Serafiny ninie\nDlaczego powiedz matko nie rzekniesz ani słowa\nStojąc w książęcej sukni tak smutna przy Delfinie\nMe serce gdy słuchałam słów jego drżało drżało\nKiedym słuchając drżąca kmin wonnych traw deptała\nI haftowałam szarfę wpinając lilję białą\nKtóra na końcu laski Jana trzepotać miała\nDla kogóż mam więc dzisiaj haftować o Herodzie\nRozkwita jego lilja ponad Jordanu wybrzeże\nI wszystkie białe lilje uwiędły w mym ogrodzie\nOdkąd mi go zabrali twoi mocni żołnierze\nPójdźcie ze mną wy wszyscy w drzewne cienie słodkie\nNie płacz błaźnie królewski z twarzą gładką\nPląsajźe i weż tę głowę sobie za grzechotkę\nNie tykaj tego czoła już zimne jest moja matko"}, {"page_pdf": 10, "page_imprimee": "8", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.10", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 231, "texte": "0 panie najjaśniejszy zbierz swoje trabanty\nWydrążymy gdzieś jamę głowę zakopiemy\n1 zatańczymy później ronda a kuranty\nAż do godziny w której ja zgubię podwiązki\nKrólowa różaniec wązki\nKról tabaki odrobinkę\nKsiądz kanonik pelerynkę"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c005", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c005", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "8", "page_fin": "8", "image_debut": 10, "image_fin": 10, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.5", "titre_corps": "DYM", "titre_sommaire": "DYM", "signature_source": "Guillaume Apollinaire'a", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 10, "page_imprimee": "8", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.10", "debut_caractere": 233, "fin_caractere_exclue": 820, "texte": "DYM\nGuillaume Apollinaire'a\nI kiedy wojny bieg skory\nTryska krwią przez wsze pory\nJa wchłaniam dymu kędziory\nNie dym! Prawie smak i kolory\n1 ku\nrzę\nty\ntoń\nmar\n“NE\nKwiaty jedwabne poprzez kłębów spoglądają chmury,\nLoki woni rozplecione płyną przez twe ręce drżące,\nLecz znam groty także, groty aromatem dziwnym tchnące\nGdzie w lazury pogrążony, nie znający dna ni góry,\nSłodszy niźli nocy cisza, nad dzień wznosząc się czystością\nPośród smug się w nich wyciągasz, jak bóg co znużył się miłością.\nPłomienie przez cię zaklęte,\nPadają ci do stóp.\nTe nonszalanckie kobiety\nKartki twoich prób."}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c006", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c006", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "8", "page_fin": "10", "image_debut": 10, "image_fin": 12, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.6", "titre_corps": "ZAPAŁKI", "titre_sommaire": "ZAPAŁKI", "signature_source": "Bruno Jasieńskiego", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 10, "page_imprimee": "8", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.10", "debut_caractere": 822, "fin_caractere_exclue": 1030, "texte": "ZAPAŁKI\nBruno Jasieńskiego.\nGłodomory, którzy wałęsacie się głodni i obdarci\nOd rana do wieczora, długo, jak dzień wielki.\nMiętosząc wątłych spodni kieszenie dziurawe,\nBogabyście sprzedali za półmisek żarcia,"}, {"page_pdf": 11, "page_imprimee": "9", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.11", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 1591, "texte": "A żaden nie wie nawet,\nZe w dolnej kieszeni od kamizelki\nNosi całą Warszawę.\nGdyby się każdy nad tem zastanowił,\nNie byłoby warjatów i szpitali,\nWszyscyby chodzili obłąkani,\nMordowaliby się nawzajem i okradali\nI nosili w złotych futerałach,\nOd których tylko oczy załzawione bolą,\nOprawionych delikatnie w szkiełko,\nSześćdziesiąt Jeden łysych, wysuszonych potworków\nW maleńkim kieszonkowym pudełku\nOklejonym popielatą banderolą.\nJakiś elegancki pan z baczkami blond\nPyta się mnie, obserwując mnie bacznie z ukosa,\nDlaczego blednę strasznie i cofam się w kąt,\nKiedy ktoś poprostu zapala papierosa.\nPłomienie cytrynowe palących się świec!\nPomarańczowe ognie gorejących gmachów!\nPo nocach purpurowych, jak letnie zachody.\nOd których muszę ze snu zrywać się i biec\nI uciekać naoślep precz, zakrywszy głowę!\nZ prawej, i z lewej, i z tyłu, i wprost\nFajerwerkowe łuki strzelających dachów!\nNa czarnych cielskach rzek, płonące mosty!\nPompy wyrzucające z wodą I’Origan!\nGigantyczne, dymiące, oszalałe miasta!\nW zygzakach białych ogni ponsowe rakiety!\n1 domy, wywalające się z uwięzi ścian,\nJak świeże, z formy wykipiałe ciasto!!\n0 malutkie, nieżywe stworzonka\nZ bronzowemi i z żóltemi główkami,\nTe pomalowane i te białe.\nNieraz malcem, parząc sobie palce,\nZapalałem zapałkę po zapałce.\nDzisiaj muszę śpiewać waszą chwałę!\nRaz na łące w gorące południe\nZłowrogimi, długimi rzędami\nSpoczywały usmażone trupy,\nPozbawione zapachu padliny,\nZamiast twarzy mieli czarne skorupy,\nZamiast oczu mieli puste szczeliny.\n1 leżeli poważni i straszni,\nJak figurki wyciosane w drewnie,\nZasłuchani w mijający gwar dni,"}, {"page_pdf": 12, "page_imprimee": "10", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.12", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 307, "texte": "Jakby Bóg sam ich strąbił na rewję\nGrenadjerów archanielskiej gwardji.\nA u jednej nerwowej dziewczynki,\nKtórą rano zastali na łóżku\nZ nabrzmiałymi sinymi wargami\nI z oczyma szklistymi, jak u martwych tylko,\nZnaleziono podobno pudełko\nStrasznych, okaleczonych zapałek,\nKtórych łebki były pozdzierane szpilką*"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c007", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c007", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "10", "page_fin": "10", "image_debut": 12, "image_fin": 12, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.7", "titre_corps": "NA RZECE", "titre_sommaire": "NA RZECE", "signature_source": "Bruno Jasieńskiego", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 12, "page_imprimee": "10", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.12", "debut_caractere": 309, "fin_caractere_exclue": 636, "texte": "NA RZECE\nBruno Jasieńskiego\nna rzece rzec ce na cerze mrze\npluski na bluzki wizgi\nw dalekie lekkie dale że\nponiosło wiosłobryzgi\no trafy tarów żyrafy raf\nren cerę chore o ręce\nna stawie ta wie na pawie staw\no trące tren terence\nna fale fal len na leny lin\nnieczułem czołem czułem\nod doli dolin do Lido lin\nzaniosło wiosła mułem"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c008", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c008", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "10", "page_fin": "16", "image_debut": 12, "image_fin": 18, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.8", "titre_corps": "ZAGADNIENIA WSPÓŁCZESNEJ ARCHITEKTURY Leona Chwistka", "titre_sommaire": "ZAGADNIENIA WSPÓŁCZESNEJ ARCHITEKTURY Leona Chwistka", "signature_source": "Leona Chwistka", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 12, "page_imprimee": "10", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.12", "debut_caractere": 638, "fin_caractere_exclue": 1268, "texte": "ZAGADNIENIA WSPÓŁCZESNEJ ARCHI-\nTEKTURY Leona Chwistka\nLeona Chwistka\n\nI. UWAGI TEORETYCZNE.\nCała współczesna sztuka rozwija się pod hasłem formy. Jest to objaw zupełnie\nnaturalny w wieku, który pod względem ścisłości analizy przewyższa o głowę\nwieki übiegłe. Forma była i jest istotą wszelkiej sztuki. Ale dawniejsi twórcy\nposługiwali się formą do realizowania pewnych celów praktycznych, podstawia-\njąc je w miejsce tego, co osiągali naprawdę, i stąd zrodziły się różne teorje,\nktóre kazały sztuce służyć wypowiedzeniu ducha religijnego it. p. Teorje te\noddziałały nawet na niektórych współczesnych reformatorów np. Kandinskiego"}, {"page_pdf": 13, "page_imprimee": "11", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.13", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 4359, "texte": "(mistyka kolorów), lub Ignacego Witkiewicza, który pojmując wprawdzie formę,\njako jedyną treść istotną dzieła sztuki, zdaje się nie mniej uważać sztukę za\nśrodek na objaktywizację wzruszeń metafizycznych, które mają rozwijać się,\nz poczucia jedności naszego ja w „tle zmięszanem“ innych jakości. Nie wcho-\ndząc w analizę tych teorji, zaznaczyć muszę, że teorja sztuki nie może zależeć od\nuczuć artysty, a temsamem widza, bez względu ną to, czy te uczucia są niez-\nmiernie wzniosłe (metafizyczne), czy też pospolite („życiowe\"). Jeśli godzimy się\nna to, że w sztuce chodzi o formę i tylko o formę, to nie pora nam zastanawiać\nsię nad metafizycznem znaczeniem tego pojęcia, ani też analizować łączące się z niem\nwzruszenia. Pojęcie to nie jest wprawdzie pozbawione wieloznaczności, ale może\nbyć, z zakresu każdej sztuki, sprecyzowane przy pomocy konkretnych przykła-\ndów. Jeśli chodzi o odróżnienie kolumny korynckiej od jońskiej, lub formy obrazu\nIngres a od obrazu Cezanne a, to chyba do tego nie potrzeba odwoływać się do\ntak zawiłych i ciernych zagadnień, jak jedność osobowości.\nOpierając się na tej uwadze, starałem się zawsze z moich rozważań o sztuce\nusuwać to wszystko, co z zagadnieniem formy nie łączy się bezpośrednio. Ró-\nwnocześnie jednak starałem się zawsze podkreślać te momenty, które stanowiąc\nistotną zaporę w poszukiwaniu nowych kształtów, muszą jako takie zaintereso-\nkażdego twórcę. Takim elementem w poezji jest sens zdania, w malarstwie stosu-\nnek kształtów do przedmiotów świata rzeczywistego. Lekceważenie tych ele-\nmentów prowadzić może do tego, że rozgoszczą się w dziele sztuki z tern\nwiększą siłą, spychając formę na plan drugi. Ten stan rzeczy sprawia w wielu\nwypadkach, że na obrazie spotykamy mniej lub więcej naturalistyczne kompo-\nzycje o charakterze egzotycznym, które nie dając wiele nowego pod względem\nformy, frapują jedynie swoją treścią. Podobnie wielu nowatorów poezji zastę-\npuje sądy prawdopodobne paradoksami w tem prżekonaniu, że w ten sposób\npokonują treść, w rezultacie zaś powstają z tego utwory różniące się od natura-\nlistycznych jedynie groteskowością i niezwykłością przedstawionych wydarzeń.\nLiczne przykłady tego zjawiska spotykamy w plastyce i literaturze ekspresjoni-\nstycznej. Przeciwnie, uświadomiona walka z elementami rzeczywistości i sensu\nnadaje zagadnieniu formy właściwe znaczenie, nie pozwalając mu zejść na bez-\ndroża abstrakcyjnej kombinatoryki barw i kształtów i prowadząc równocześnie\n(jako rezultat üboczny) do nowego pojmowania rzeczywistości.\nW architekturze zagadnienie formy przedstawia się w sposób o wiele mniej skom-\nplikowany ze względu na jej zasadniczą niezależność od elementów rzeczywisto-\nści. Ażeby sprawę postawić jasno, zestawmy następujący szereg przedmiotów:\nI. obraz olejny, 2. rzeźba, 3. katedra gotycka, 4. lokomotywa Pullmannowska lub\nautomobil Forda. Zwróćmy naprzód uwagę na elementy graniczne tego szeregu.\nZ jednej strony mamy przedmiot, złożony z płótna napiętego na prostokątnym\nblejtramie, na którem znajduje się nieregularna warstwa zeschłych farb olej-\nnych, oraz z ram wykończonych stosunkowo starannie, ale mniej więcej banal-\nnych, Z drugiej strony mamy przedmiot wykonany z niezmierną starannością , w ka-\nżdym szczególe i tworzący jednolitą, w sobie zamkniętą całość. Jest jasne, że jeśli\nrozpatrywać będziemy oba przedmioty z tego właśnie punktu widzenia, będzie-\nmy musieli uznać pierwszy za zupełnienie nie interesujący (co zgadza się w zupeł-\nności z obojętnością ludzi nie zajmujących się malarstwem), drugi natomiast\noglądać będziemy z zachwytem (zupełnie niezależnie od jego użyteczności) i wbrew\nrozpowszechnionym jeszcze przesądom będziemy musieli w wielu wypadkach\nuznać za dzieło sztuki. Jeśli natomiast poddamy obraz dłuższej kontemplacji\nz odpowiedniej odległości, narzucą nam się pewne zestawienia kształtów i barw,\nnic wspólnego nie mające ani z płótnem ani z olejem, które wywrą na nas wra- -\nżenie specyficzne i jako takie uznane być muszą za produkt dzieła sztuki.\nWidzimy, że w obu wypadkach mamy do czynienia z zasadniczo odmiennem\nodniesieniem się do przedmiotu. Chwila zastanowienia się wykaże, że rzeźby\ni dzieła architektury stanowią pod tym względem elementy przejściowe. .\nWydaje mi się, że powyższy szereg określa lepiej niż wszelkie dyskusje nad\n„istotą sztuki\" właściwy charakter architektury i jej stosunek do świata rzeczy-"}, {"page_pdf": 14, "page_imprimee": "12", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.14", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 3882, "texte": "wistego. Równocześnie, jeśli zważymy, że powyższy szereg nie jest nieciągły,\nale uzupełniany być może elementami przejściowemi, będziemy mogli zrozumieć,\ndlaczego pogarda dla dzieł przemysłu w przeciwstawieniu do pomników archi-\ntektury nie jest tak uzasadnioną, jakby tego wielu estetyków pragnęło. Przesąd\nten propagowany swojego czasu przez Ruskina nie zdołał wywrzeć zasadniczego\nwpływu na uprzemysłowioną Anglję, natomiast znalazł niezwykle podatny grunt\nw zaniedbanej przemysłowo Polsce, nie pociągając jednak bynajmniej osobliwego\nrozwoju sztuki u nas.\nPraktyczny cel, do jakiego służą dzieła architektury i materjał, z którego mają\nbyć wykonane, stanowią jedyne ograniczenia formy budynku. W ostatnich cza-\nsach wprowadzenie żelazo-betonu zredukowało trudności wykonania kształtu do\nminimum. Kwestja użyteczności pozostała w dalszym ciągu aktualną, ale trzeba\nto odrazu stwierdzić nie może odgrywać roli zasadniczej z tego prostego po-\nwodu, że postulaty praktyczne nigdy nie mogą wyznaczać w zupełności kształtu\nbudynków. Przeciwnie, jest łatwo sprawdzić, że przy tych samych danych pra-\nktycznych, można osiągnąć, kształty zasadniczo odmienne. Stąd to bierze się\npozorna dowolność, którą każda epoka stara się usunąć przez szereg reguł teo-\nretycznych, objętych nazwą stylu.\nReguły te wchodzą z czasem w krew architektów, prowadząc do błędnego\nmniemania jakoby posiadały charakter bezwzględny. W tym punkcie występuje\nuderzająca analogja architektury z muzyką. Jeśli zechcemy reguły te odrzucić,\nstaniemy natychmiast przed teoretyczną pustką, którą wypełnić może jedynie bez-\npośrednie narzucenie się takiego a nie innego kształtu.\nW ten sposób występuje na jaw pozorny paradoks polegający na tem, że utwory\nbudowane dla celów praktycznych nastręczają pod względem formy mniej\nograniczeń niż obrazy lub rzeźby, których cel jest wyłącznie artystyczny.\nW rzeczywistości w obu wypadkach pole twórczości jest nieograniczone, tylko na\nczem innem polega trudność, którą należy pokonać. Malarz lub rzeźbiarz musi\npokonać opór rzeczywistości przez wysiłek równający się rzuceniu podstaw pod\nnową rzeczywistość, architekt musi pokonać bezwład nieokreśloności przez na-\nrzucenie takiego właśnie, a nie innego kształtu. Jest niewątpliwe, że zasadnniczą\ndrogą do tego aktu jest nie co innego, jak właśnie uświadomienie sobie jas-\nno celu, do jakiego budynek ma służyć i dążenie do osiągnięcia go jak naj-\nprostszymi środkami. Stądto trudno się dziwić architektom, że nieraz więcej mó-\nwią o przekrojach poziomych niż o fasadach. W rzeczywistości oba te czyn-\nniki łejczą się w nierozerwalną całość i tylko równomierne ich uwzględnienie\npozwala stworzyć pełny organizm, za jaki można uważać doskonałe dzieło archi-\ntektury.\nZ powyższych uwag wynika, że jeśli mamy mówić o nowej architekturze, mu-\nsimy przedewszystkiem zająć się temi zagadnieniami praktycznemi, które są\naktualne. Sprawie tej poświęcimy paragraf następny.\n11. ZAGADNIENIA PRAKTYCZNE.\nDążenie do zerwania ciężaru gniotącego współczesną architekturę jest widoczne\nw literaturze tego przedmiotu. Dzięki naturalnemu instynktowi zaczyna ono od\nkrytyki pojęcia użyteczności, nie sięga jednak dotychczas do jądra rzeczy. Nie da się\nzaprzeczyć, że krytyka taka jest niezmiernie ważna, gdyż tylko wtedy, jeśli\nsię okaże, że reforma architektury jest wynikiem koniecznej potrzeby, można\nliczyć na jej zrealizowanie. Jest pewne, że warunki życia uległy w ostatnich cza-\nsach zasadniczej zmianie, i że one właśnie, a nie co innego, zadecydują o po-\nwstaniu nowej architektury. Chodzi mi o trzy zasadnicze sprawy: 1° centralizacja\nadministracji domowej, 2° higjena z jej postulatem: maximum świeżego powie-\ntrza i słońca, 3° walka z koszarowością, jako czynnikiem deprymującym,\nad I. Dawna mieszczańska kamienica, zarówno jak domek z ogrodem stają;; się\nprzeżytkami z tego powodu, że administracja ich jest już dziś zbyt kosztowna."}, {"page_pdf": 15, "page_imprimee": "13", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.15", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 4204, "texte": "Coraz jaśniej występuje potrzeba skupienia wielkich ilości ludzi na stosunkowo\nmałych przestrzeniach celem scentralizowania administracji. Według pojęć panu-\njących jeszcze u nas postulat ten może wydawać się powrotem do barbarzyń-\nstwa. 1 rzeba pomiętać, że mamy tu do czynienia z przesądem. Tęsknota za\nnaturą zrozumiała u ludzi mieszkających w Londynie lub Manchestrze, musi u nas\nuważana być za przesadę. Zwłaszcza, jeśli uciekamy na wieś przed „kulturą\"\nnaszych miast.\nad 2. Postulat higjeny jest ściśle związany z potrzebą budowania olbrzymich gma-\nchów w rodzaju amerykańskich drapaczy nieba. Trudno uważać za higjeniczne np.\nwille zakopiańskie z ich brudem, prymitywnemi urządzeniami i t. d. Urządzenia\nhigjeniczne w całem tego słowa znaczeniu nie są luksusem tylko w wielkich\nhotelach.\nProblemat powyższy jest obecnie w wysokim stopniu aktualny we Francji, gdzie,\njak wiadomo, chodzi o odbudowanie departamentów północnych. Znalazł on ar-\nchitektów tamtejszych nieprzygotywanymi i stąd to powstała tam wielka debata\nnad tern, co należy budować, jak to wynika z artykułów p. La Corbusier-Saugnier\np. t. „Trois rappels a M. M. les architectes\" (L esprit nouveau N° 1, 2, 4).\nW artykułach tych znajdujemy opis projektu p. Augusta Perret, zatytułowanego:\n„Miasta wieże\". Projekt ten rozwiązuje w zasadzie zagadnienie objęte dwoma\nwymienionemi punktami. Reforma polega na usunięciu przeładowania poziomu przez\nwyzyskanie linji pionowej. Miasto składa się z olbrzymich graniastosłupów 60-pię-\ntrowych, z których każdy może pomieścić około 10 tysięcy osób. Pomiędzy\ntymi gmachami znajdują się obszerne place-ogrody z urządzeniami przeznaczo-\nnemi dla sportu it. p. Na dachach umieszczone są kawiarnie, restauracje i t. p.\nŻycie podziemne, które zdawało się zmorą przyszłości (por. Wells: „The Time\nmachinę) staje się w nowem mieście nieaktualne przęz podniesienie właściwego\npoziomu miasta na kilka pięter ponad teren. Piętra znajdujące się pod tym po-\nziomem zawierają rury wodociągowe, kanały, metro i t. d. Nie wchodzę w dal-\nsze szczegóły. Jest jasne, że jeśli chodzi o łatwość administracji i czyste powie-\ntrze, miasta-wieże Perreta dają maximum tego, co obecnie może być osiągnięte,\nad 3. Inaczej się jednak przedstawi się sprawa, jeśli zwrócimy się do 3-go z wy-\nmienionych punktów, a mianowicie do problemu usunięcia koszarowości. Jeśli\nchodzi o higjenę, element ten jest zasadniczym. Każdy kto chodził do szkoły,\nzdaje sobie sprawę, jak bardzo szkodłiwem dla systemu nerwowego jest jedno-\nstajne, aż do bezmyślności otoczenie, jakiego dostarcza dzisiejszy budynek szkolny.\nWstręt wielu uczniów do szkoły da się wytłumaczyć tym właśnie faktem.\nOtóż zadawanie sobie stale przymusu przebywania w nieznośnem otoczeniu jest\nniewątpliwie równoznaczne z osłabianiem systemu nerwowego. Przeciwnie oto-\nczenie pełne niespodzianek, zakamarków, schodków i t. p., jakiego dostarcza\nwiele starych budynków, działa podniecająco i wypełnić może samym faktem\nswego istnienia niejedną beznadziejnie pustą chwilę. Z tego powodu sądzę, że\nbudownictwo przyszłości nie może przeprowadzić konsekwentnie linji wytkniętej\nprzez p. Perret a. Przeciwnie, nie rezygnując ze zdobyczy już uzyskanych przez\nnowożytne budownictwo, musi wyrwać starym gmachom tajemnicę rozmaitości\ni niespodzianki i przystosować ją do nowych rysunków.\nW tym punkcie znajduje się jądro zagadnienia i zarazem jego trudność. Jest\njasne, że zachowując ogólną linję drapacza nieba, nie możemy myśleć poważnie\no średniowiecznych zakamarkach i przybudówkach, ani też o pokrywaniu ścian\nsiatką kamiennych koronek. Cóż więc powstaje do zrobienia?\nPewną wskazówkę znaleźć możemy w przemyśleniu problemu słońca do osta-\ntecznej konsekwencji. Niewątpliwie w mieście Perret’a będzie więcej słońca niż\nw naszych po średniowieczu odziedziczonych miastach, ale czy będzie to pra-\nwdziwe maximum? Oczywiście nie, z tego prostego powodu, że ściany domów\nPerreta są pionowe i dlatego dają mniej słońca niż ściany położone skośnie\npokryte oknami o powierzchni zakrzywionej. Ale dlaczego właściwie okna mają\nbyć pionowe? dlaczego linje werand mają być proste? Czy zachowanie linji pro-\nstej w dzisiejszych budynkach żelazo-betonowych nie jest przypadkiem automa-"}, {"page_pdf": 16, "page_imprimee": "14", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.16", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 3973, "texte": "tycztiem powtarzaniem kształtów, które podyktowane zostały swojego czasu prostą\nkoniecznością posługiwania się kamieniem lub cegłą? Pytanie to wydaje się de-\ncydujące. Pociąga ono za sobą cały szereg pytań szczegółowych, odnoszących\nsię do kształtu pokoi zwłaszcza salonów, buduarów it. p., do urządzenia we-\nwnętrzngo i t. d. Wszystko to prowadzi po chwili zastanowienia do wniosku, że\njeśli nie chcemy identyfikować wygody z tem, do czego przywykliśmy, a raczej\nżądni jesteśmy odmiany, niespodzianki i rozmaitości, musimy zerwać zasadniczo\nz linją prostą W architekturze.\nWniosek ten jest wszystkiem, co z ogólnych rozważań o użyteczności budynków\nwyprowadzić można. Reszta należy do właściwego zagadnienia konstrukcji.\n111. ZAGADNIENIE KONSTRUKCJI\nNie chcąc poprzestawać na ogólnikach, pragnę przedstawić tutaj konkretny pro-\njekt wielkiego hotelu, jaki możnaby postawić np. w Zakopanem. Chodzi o no-\nwożytny gmach z wielkiemi werandami do słonecznych kąpieli, z salą balową,\nrestauracją, kawiarnią i t. d. jest jasne, że styl zakopiański, który stworzony\nzostał na gruncie prymitywnym i jako taki posiada zakres ograniczony, musi\nchybić celu jeśli chodzi o gmachy monumentalne. Sądzę, że do rozwiązania pro-\nblemu takich gmachów nadaje się osobliwie nowy, krzywolinijny styl, o którym\ntu pragnę mówić. Trzeba tylko zerwać z przesądami takiemi jak: prawo syme-\ntrji, równoległości i t. p. Właśnie w Tatrach, gdzie szczyty gór są żywym przy-\nkładem monumentalności i niezgłębionej powagi kształtów asymetrycznych i roz-\nwichrzonych— nie trudno jest na zdobycie się na taki giest. Dziwić się raczej\nwypada, że ludzie nie zauważyli rażącego dyssonansu, jakim są w stosunku do\ngór prostopadłościany i graniastosłupy dzisiejszej architektury. Z tym stanem rze-\nczy należy zerwać stanowczo. Oczywiście, to, co ma powstać, musi być głęboko\nprzemyślane i przedyskutowane. Nie mam pretensji, ażeby mój projekt uważany\nbył za ostateczne słowo w tej sprawie. Przedstawiam go tylko jako punkt wyj-\nścia dyskusji.\nPunktem wyjścia konstrukcji jest wielka wewnętrzna hala, wysoka na 5 pięter,\notoczona półkolistym płaszczem pokoi z oszklonemi werandami, zwężającym się\nku górze. Zasada ta musi być przeprowadzona na zewnątrz w ten sposób, żeby\nbudynek tworzył zwartą,’jednolitą bryłę oplecioną z linji krzywych, rzuconych\njednym rozmachem od fundamentów w górę, jakgdyby siłą wodotrysku. Linje\nte schodzą się w 3-ch punktach stanowiących 3 cyple zasadnicze. Od południa\ntrzon budynku przedstawia się jako równoboczny trójkąt sferyczny zbudowany\nz łuków żelaznych połączonych szkłem. Ponad zachodnią jego stroną wznosi się\ncypel centralny, przedstawiający równoramienny trójkąt sferyczny zbliżony do\nprzepołowionej ćwiartki pomarańczy, którego część wypukła zwrócona jest ku\nzachodowi. Wszystko razem obejmuje werandy należące do mieszkań prywa-\ntnych. Główna fasada gmachu zwrócona jest ku północy. W połowie wysokości\npodzielona jest na 2 części. W tym punkcie dokoła olbrzymich okien, oświetla-\njących z góry halę wewnętrzną, zbiegają się od góry 3 łuki cyplów zasadniczych,\nod dołu wierzchołki werand frontowych, obejmujących kawiarnie i restauracje.\nOd strony wschodniej zarysowuje się wypukła linja werand i punkt zbiegu łuków,\nstanowiących ich szkielet (cypel wschodni). Od zachodu występuje podwójna\nbaszta, oparta na 2 półkulach zwróconych wybrzuszeniem w dół, cypel zachodni,\nniższy o piętro od wschodniego. Jest to zakończenie dodatkowych werand, two-\nrzących płaszcz o kształcie wygiętego stożka ściętego. Ta strona posiada w sto-\nsunku do reszty cechy minjatury i stanowi element wypoczynku.\nW środku, ponad oknami hali występuje cypel główny, przypominając poniekąd\nszczyt Krywania, widziany z Zawratu. Werandy dolne różnią się wysokością.\nWyższa, cofnięta w tył, obejmuje olbrzymie loggie (3 piętro) i wielką salę ka-\nwiarnianą. Loggie mają kształt parabol o nierównych wysokościach, przecinają-\ncych się niemal na poziomie galerji. Ozdoby w tej części są wykluczone. We-"}, {"page_pdf": 18, "page_imprimee": "16", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.18", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 3132, "texte": "randa niższa jest balsą 2-piętrową, pokrytą kopulą szklanną w kształcie sferycz-\nnego trójkąta. Kopula ta stanowi jeden wielki witraż, którego barwy powinny\nbyć bardzo żywe. W głębi werandy znajdują się loggie, znacznie mniejsze i licz-\nniejsze niż na werandzie wyższej. Nad loggiami: cała ściana pokryta trójkątnym\nreliefem, przedstawiającym wspinanie się w górę form ludzkich. W środku ściany\nwejście centralne. Weranda w całości przeznaczona jest na salę restauracyjną.\nW średnich kondygnacjach, gdzie dolne werandy wcinają się w strop gmachu,\njakby krynolina w pas kobiety* widoczna jest przez wymienione wyżej -okna\n(tworzące razem nieregularny trójkąt sferyczny) górna część halsi głównej, która\njest rozwinięciem dzisiejszej klatki schodowej w salę zabawowrą z lożami. Poza\nwschodnią częścią dolnej werandy, w wygięciu utworzonem przez luki werand\nwschodnich, widoczne jest wielkie soczewkowate okno górne centralnego halsu,\nbiur, bibljoteki i t. p.\nZ opisu powyższego wynika, że wnętrze oparte jest na zasadzie prymatu übi-\nkacji wspólnych. Przekrój poziomy przedstawia półkole, którego jądro zajmuje\nhalla główna. Wzdłuż łuku umieszczne są równolegle: werandy, pokoje, kuryta-\nrze komunikacyjne i galerje hals. Do średnicy dołączone są z zewnątrz 2 małe\npółkola, obejmujące werandę wyższą (kawiarnia) i niższą (restauracja).\nPowyższy opis ma oczywiście charakter ogólnikowy. Ostateczna dyskusja będzie\nmogła się toczyć jedynie na gruncie szczegółowych planów, które wkrótce po-\nwinny zostać wykonane. Natomiast już obecnie można stwierdzić, że projekt\npowyższy nie przedstawia się jako fantazja literacka, ale pomyślany jest realnie\nna podstawie rzeczywistych potrzeb dzisiejszego budownictwa. Nadto widzimy,\nże wprowadzenie zasadniczo nowych form budynku okazuje się płodnem nie-\ntylko ze względów artystycznych, ale posiada również wielką praktyczną donio-\nsłość. Wykonanie w żelazo-betonie nie przedstawia zasadniczych trudności. Ko-\nszty nie powinny przekroczyć znacznie ceny 7-piętrowej kamienicy.\nJest jesna, że opisany budynek zbudowany jest w stylu nowym, który można\nuważać za dalszą ewolucję drapaczy nieba. Takie właśnie, a nie inne źródło\nnowego stylu wydaje mi się zupełnie naturalnem. Sięganie do motywów ludo-\nwych nie wystarczy żadną miarą do zaspokojenia potrzeb współczesnych. Sprawę\nstylu narodowego uważam w wieku XX za jeszcze mniej aktualną niż w śred-\nniowieczu, kiedy styl gotycki zrodzony, jak wiadomo, w północnej Francji dzięki\ngenjuszowi Francuzów, stał się odrazu własnością całej Europy i znalazł w sobie\ndość siły do oryginalnego wyrażenia myśli konstrukcyjnej wszystkich narodów.\nŚwiadome dążenie do przeciwstawienia kulturze europejskiej naszej własnej,\noryginalnej kultury,—zamiast o wiele zaszczytniejszego przyłączenia się do ogól-\nnego wysiłku i wybicia się w nim na niepośledni plan,—jest dowodem pewnego\nrodzaju braku ambicji. Zastrzegam się przeciw zarzutowi, jakobym chciał a conto\nniezupełnie może dojrzałych pomysłów prawić komukolwiek morały. Chodzi mi\ntylko o to, żeby nie potępiono mnie a limine w imię nienarodowego modernizmu.\nChodzi mi o to, żeby w Polsce powstał nowy styl."}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c009", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c009", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "15", "page_fin": "15", "image_debut": 17, "image_fin": 17, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.8.1", "titre_corps": "ILUSTRACJA DO „ZAGADNIEŃ WSPÓŁCZESNEJ ARCHITEKTURY\" LEONA CHWISTKA (CZĘŚĆ 111. ZAGADNIENIE KONSTRUKCJI)", "titre_sommaire": "ILUSTRACJA DO „ZAGADNIEŃ WSPÓŁCZESNEJ ARCHITEKTURY\" LEONA CHWISTKA (CZĘŚĆ 111. ZAGADNIENIE KONSTRUKCJI)", "signature_source": "", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 17, "page_imprimee": "15", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.17", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 103, "texte": "ILUSTRACJA DO „ZAGADNIEŃ WSPÓŁCZESNEJ ARCHITEKTURY\"\nLEONA CHWISTKA (CZĘŚĆ 111. ZAGADNIENIE KONSTRUKCJI)"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c010", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c010", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "16", "page_fin": "20", "image_debut": 18, "image_fin": 22, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.9", "titre_corps": "OBŁOK W SPODNIACH", "titre_sommaire": "OBŁOK W SPODNIACH", "signature_source": "Władimira Majakowskiego ; Przekład Anatola Sterna", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 18, "page_imprimee": "16", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.18", "debut_caractere": 3134, "fin_caractere_exclue": 3271, "texte": "OBŁOK W SPODNIACH\nWładimira Maja-\nkowskiego\n\nI.\nmyślicie to. bredzi malarja?\nto było\nbyło w Odesie.\nprzyjdę o czwartej powiedziała Marja."}, {"page_pdf": 19, "page_imprimee": "17", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.19", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 1031, "texte": "ośm.\ndziewięć.\ndziesięć.\noto i wieczór ku nocnym mgłom\nodszedł od okien grudniowy zajadły,\nw zgrzybiałe plecy śmieją się i rżą\nkandelabry.\nwidząc mnie teraz byście się zdziwili:\nżylasty ogrom jęczy i się biesi,\nczego się może chcieć takiej bryle?\na bryle wie lu rzeczy chce się.\nna nic się przecież nie zdało\ni to że bronzowy\ni to że serce jest chłodną żelazną sztabą,\nnocą dzwonienie swe takby się chciało\nschować w kobiece w miękkie słabe.\ni 010 olbrzymi garbię się w oknie\npławię czołem szkło które pęka.\nbędzie miłość tak czy nie?\njaka\nwielka czy maleńka?\nzkądżeby wielka u takiego cielska,\nchyba malutkie\nkochanie dzieweczki,\nwzdryga się słysząc aut pobudkę\ni lubi saneczek dzwoneczki.\nznów i znów z twarzą przy deszczowej\ntwarzy ospą zoranej\nczekam\ngrzmotem kosmicznego przypływu opryskany.\npółnoc szarpnąwszy w nóż zbrojną ręką\nzarżnęła go dogaała.\npadła dwunasta godzina z jękiem\njak głowa skazańca z ciała.\n*\nw szkła kropelki szare tłukąc jak siekiery\nzolbrzymiały w grymas łkań\njakgdyby wyły chimery\nparyskiej Notre-Dame."}, {"page_pdf": 20, "page_imprimee": "18", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.20", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 748, "texte": "przeklęta.\nbodaj łbem bić o ścianę.\nzaraz się usta rozedrą tęsknotą.\nsłyszę\ncicho\njak chory z tapczanu\nzeskoczył nerw.\ni oto.\nprzeszedł się wpierw\nledwo ledwo\nbez siły.\npotem zaczął biedź we wsze strony\non\ni doń się jeszcze dwa przyłączyły\nmiota się jak ptak wystraszony.\nosypała się sztukatura\npodemną tuż\nna dolnem piętrze.\nnerwy wielkie maleńkie\nbez przerwy po deskach podłogi\ngalopują oszalałe coraz prędsze\n• • •\ni juz\nuginają się pod nerwami nogi.\na noc po pokoju ściele się i ściele się błotem\nz mułu oka ociężałego nie wyciągnie ręka.\nnagle\ndrzwi zazgrzytały\njakgdyby hotel\nze strachu zębami szczękał.\n/V\nweszłaś ty\nszorstka\nmęcząc rękawiczek zamsz,\nrzekłaś\nwie Pan?\nwychodzę zamąż.\ncóż wychodź,\nnic to\nwytrzymam\nwidzisz słucham bez krzyku."}, {"page_pdf": 21, "page_imprimee": "19", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.21", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 697, "texte": "widzisz\njakem spokojny,\njak puls\nnieboszczyka.\nmówiłaś Jack London\nmiłość namiętność złota garść\na jam tylko widział\nżeś ty Giocondą\nktórą trzeba skraść.\ni ukradli.\nznów zakochany rzucę się w igrzyska\nogniem żarząc brwi wstęgi.\ncóż?\ntoć i na pogorzelisku\nmieszkają niekiedy bezdomne włóczęgi,\ndrażnisz?\n„mniej niżli groszy ma żebrak co ostatnie przejadł\nmasz pan szmaragdów szaleństwa\nzgubiłeś skarb naszych snów już“.\npamiętaj!\n9\nzginęła Pompeja\nkiedy rozdrażniono Weziiwjusz.\nej!\npanowie!\namatorzy\nświętokradztw\nzbrodni\nwojny\na najstraszniejszeście widzieli\ntwarz moją\nkiedym\nzupełnie spokojny?\ni czuję\n»ja“\nto dla mnie zbyt mało\ncoś wyrywa się z uporem ze mnie samo\nhallo!\nkto mówi!\nmama?\nmamo!"}, {"page_pdf": 22, "page_imprimee": "20", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.22", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 1075, "texte": "twój syn chory przepięknie ostro\nmamo!\nchory na pożar serca\nspójrz jak bucha wysoko\npowiedz Ludzie i Oli siostrom\nże niema już podziać się dokąd.\nkażde słowo\nnawet żart najlżejsza nutka\nktórą wyrzygnąć obgorzałe wargi mogą\nwyrzuca się jak naga prostytutka\nz publicznego domu objętego pożogą.\nludzie wąchają\npachnie spalenizną.\nnajechali całą zgrają.\nbłyszczy kasków złoto.\nnie można buciskami. •\npowiedźcie strażakom.\nna gorejące serce gramolą się z pieszczotą,\nja sam.\nbeczkami wytoczę załzawione oczy.\ndajcie się o żebra oprzeć,\nwyskoczę wyskoczę wyskoczę wyskoczę,\nrunęły.\nz serca nie wyskoczysz.\nna twarzy obgorzałej przez popękane warg progi\nzwęglony całusek rwie się do góry\nmamo!\nśpiewać nie mogę.\nw kościółku serca zajęły się chóry.\npoparzonych figurek słów i liczb świta\nz czaszki jak dzieci z domu co płonie\ntak strach kazał się za niebo chwytać\nLuzytanji gorejącym dłoniom.\nku trzęsącym się ludziom rwąc mieszkań ciszę\nstuoka łuna zrywa się z przystani bijer\nkrzyku ostatni\nniech chociaż twój głos usłyszę\no tern że płonę stuleciom wyjęcz.\n\nPrzekład Anatola Sterna"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c011", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c011", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "21", "page_fin": "22", "image_debut": 23, "image_fin": 24, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.10", "titre_corps": "BATERJA", "titre_sommaire": "BATERJA", "signature_source": "Jeana Cocteau ; Przekład Kazimierza Bukowskiego", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 23, "page_imprimee": "21", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.23", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 1276, "texte": "BATERJA\nJeana Cocteau\n\nSłońce, czczę ciebie jako ludzie dzicy\n0 płaskim brzuchu w morskiej okolicy.\nSłońce, malujesz twe jasne kolory\nTwe kosze pełne owoców, potwory,\nBrudnem, chropawem, uczyń moje ciało\nSpraw by nieszczęście ze mnie uleciało.\nMurzyn, któremu rząd kłów świeci zdrowy\nZewnątrz jest czarny a wewnątrz różowy.\nJa jestem wewnątrz czarny na odmianę\nZewnątrz różowy, uczyńże przemianę.\nOdmień mi barwę, woni aromaty\nJako zmieniłeś hyjacyntu kwiaty.\nDrzewo w południe przepojone nocą\nZwiększa ją zmierzchem własną swoją mocą\nSpraw by się wzmogły złych mych snów zasiewy\nSłońce, ty boa Adama i Ewy.\nPrzysposób zasię do tych niespodzianek\nOd których zginął mój przyjaciel Janek.\nLoterjo szykuj i przygotuj losy\nTwe wazy, kule, ostrych noźów ciosy\nCo najlepszego zostaw nam na boku\nByśmy uniknęli smutnego widoku\nBaraku w Goulue, ujeżdżania szczycie\nW lustrach, arpedźjach, w skrach i w aksamicie,\nZduś me nieszczęście i bij z całej mocy\nTy szarlatanie w złocistej karocy.\nJak mi gorąco! to południe przecie\n1 nie wiem dobrze, co mój język plecie.\nJuż się cień przy mnie nie rozściela więcej\nSłońce, ty dziki zwierzyńcu miesięcy.\nSłońce, Buffalo Bill i cyrk Barnumu\nTy oszałamiasz silniej od opiumu.\nTy jesteś klownem i toreadorem\nŚwiecisz łańcuszka złocistym wisiorem."}, {"page_pdf": 24, "page_imprimee": "22", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.24", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 268, "texte": "Jesteś murzynem, co boksuje z mocą\nZiemi równiki, zrównania dnia z nocą.\nSłońce, nad wszystko wolę cię na świecie\nTwe silne pięści na mym nagim grzbiecie.\nWszak oto ciebie nad wszechświat przenoszę\nSłońce, co piekieł wyrażasz rozkosze.\n\nPrzekład Kazimierza Bukowskiego"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c012", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c012", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "22", "page_fin": "22", "image_debut": 24, "image_fin": 24, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.11", "titre_corps": "WYSPY", "titre_sommaire": "WYSPY", "signature_source": "Jeana Cocteau ; Przekład Kazimierza Bukowskiego", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 24, "page_imprimee": "22", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.24", "debut_caractere": 270, "fin_caractere_exclue": 845, "texte": "WYSPY\nJeana Cocteau\nPrzekład Kazimierza Bukowskiego\nNa Palma Majorki\nWszyscy są szczęśliwi\nJe się na ulicy\nSorbety z cytryną\nDorożki piękniejsze\nNiźli wiolonczele\nCzekacie w przystani\nBy pójść do hotelu\nO mówcie mi jeszcze\nO Palma cTßaleares\nZnam jedyną wyspę\nW środku rzeki Marny\nMała jest i z blachy\nJak strzelnica z targu\nSerce ma jak jajo\nCo tańczy na wodzie\nPanie fotografie\nPtaszek ulatuje\nA małżeństwo wsiada\nZostaję samotny\nMarkizo Karlino\nTwe imię na karcie\nWyryj moje w drzewie\nW pobliżu huśtawki\nEkspresy parowce\nKołysząca podróż\nSą to wywiadowcy\nZbytkowne pociągi"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c013", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c013", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "23", "page_fin": "25", "image_debut": 25, "image_fin": 27, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.12", "titre_corps": "PODSTAWY PSYCHOLOGICZNE MALARSTWA WSPÓŁCZESNEGO", "titre_sommaire": "PODSTAWY PSYCHOLOGICZNE MALARSTWA WSPÓŁCZESNEGO", "signature_source": "Henryka Tastevin’a", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 25, "page_imprimee": "23", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.25", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 3937, "texte": "PODSTAWY PSYCHOLOGICZNE MA-\nLARSTWA WSPÓŁCZESNEGO\nHenryka\nTastevin’a\nEwolucja malarstwa od naturalizmu Courbet’a do dekoracyjności Matisse’a, do Pi-\ncassa i kubistów jest nader pouczająca. Naturaliści chcieli oddać naturę samą w so-\nbie, taką jaką jest naprawdę. Razem z Flaubertem mogliby powiedzieć „Thom-\nme n est rien, l’oeuvre est tout“, ale im bardziej zbliżali się oni do natury, tem\nwyraźniej występował subjektywizm naszego odczuwania, tem bardziej natura odda-\nlała się od riaturalistów. Impresjonizm sprowadzał wyobrażanie przyrody do wra-\nżenia barwy (impression coloree): linje, kształty, cienie wszystko znikało w ara-\nbeskach siedmiokolorowych. Stosownie do swego celu impresjonizm wypracował\ntechnikę analityczną, opartą na rozkładzie tonów. Zdawało się już, że znalazł w tem\nklucz od tajemnicy, ale im pełniej i dokładniej udawało mu się imitować wra-\nżenie, tem bardziej zatracało malarstwo poczucie rzeczywistości i dawało wraże-\nnia złudne lub iluzoryczne. Przedewśzystkiem impresjonizm przekonał się o nie-\nmożności odtworzenia wrażenia światła. Niemożność ta jest natury czysto techni-\ncznej: kolory zmieszane na palecie dają szarzyznę, a nie barwę białą, jaka powsta-\nje przy połączeniu kolorów spektralnych. Kubiści przeciwstawiając się impresjonis-\ntom starają się oddać wrażenie światła za pomocą kształtów linji: chcą zniszczyć\nprzestarzałą sztuczkę światłocienia. Jaknajprostsze formy, mogą nam dać, powia-\ndają oni, wrażenie światła, wrażenie ciemności zaś powstaje dzięki skomplikowa-\nniu konstrukcji. Ale przedewszystkiem, czem jest Kubizm? Sama nazwa kubistów\njest dziełem czystego przypadku i kubiści odżegnują się od niej, obwiniając Ma-\ntisse’a o to, że ją im narzucił. Za poprzednika swego kubiści uważają Cezan-\nne’a, który pierwszy wskazał, iż wyobrażenia wszystkich przedmiotów natury da-\ndzą się sprowadzić do kształtów walca, kuli, lub stożka. Ciekawą jest jednak rze-\nczą, że teorję kubizmu wypowiedział swego czasu, wówczas gdy o kubiźmie w ma-\nlarstwie nie mogło być mowy, sam Rodin. Kamil Mauclair przytacza następu-\njące słowa Rodin’a, w których określa on wszystkie zasady kubizmu, być może\nnawet z większą przejrzystością niż czynią to niektórzy współcześni kubiści.\n„Michał Anioł zrozumiał—powiada Rodin—że z ciała ludzkiego da się stworzyć\narchitektura, aby zaś określić harmonijną objętość grupy lub postaci należy ją\nwpisać w sześcian (kub), ostrosłup lub stożek. Dlaczego zapytuje Rodin—nie\nwzruszają nas malarze współcześni, natomiast zachwycają starzy mistrze holen-\nderscy? i odpowiada: dlatego że niema w nich głębi, pojemności, nauki o odle-\ngłościach. Natomiast gdy weźniemy obraz Pitera de Hoocha, lub Van der-Meera\nmożemy je nazwać malarstwem sześciennem, kubicznem. Daje ono wrażenie pełni,\natmosfery, objętości przedmiotów wśród pojemności powietrza, ogarniającego je.“\nA dalej Rodin dodaje: „A zatem twierdzę, iż zasada sześcienności (kubiczności)\na nie zasada widzialności panuje nad wszystkiemi przedmiotami.\"\nTo znaczy, że Rodin twierdzi, iż nieskończona różnokształtność form natury\nda się sprowadzić do niewielkiej ilości form twórczych. Jeżeli impresjonizm\nkompletnie zatracał formy, rozkładając świat cały na mil jony barwnych plam, to\nkubizm wziął sobie za zadanie wyrazić wszystko za pomocą niewielkiej ilości\napriorystycznych kształtów, podporządkowując barwę formie.\nW tym dążeniu metoda kubizmu zbiega się z metodą krytycyzmu, poszukującego\napriorystycznych elementów poznania.\nZ tego wynika, iż rozwój malarstwa od naturalizmu do kubizmu staje się stopnio-\nwą dematerjalizacją: impresjonizm już zachwiał był poczucie realności świata ma-\n*) Ogłoszenie gdzieindziej artykułu tego, pisanego przed kilku laty, w dniu dzisiejszym byłoby dobi-\njaniem się do otwartych drzwi. Sądzimy jednak, ze u nas poruszane w nim kwestje, stanowiące chleb\npowszedni (i dawno strawiony!) dla Zachodu, mogą dać dużo ciekawego materjału do dyskusji dla pp. arty-\nstów. (przyp. red.)"}, {"page_pdf": 26, "page_imprimee": "24", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.26", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 4185, "texte": "terjalnego, rozpylając wszystko na miljony barwnych punktów, lecz strzaskał się\n0 dogmatykę barw dopełniających; kubizm przekroczył tę ostatnią przegrodę\nzmysłów i zmienił przyrodę w dziwaczne połączenie apriorystycznych kształtów,\npoddanych zasadom geometrji. Mimo to jednak kubizm uważa siebie za pogłę-\nbienie realizmu, kreśląc sobie to samo hasło, którego się trzymał Courbet: rien\nque le vrai. W poszukiwaniu tej prawdy malarstwo zakreśliło wielki łuk i tracąc\npoczucie realności zmieniło cały nasz świat doświadczalny, napełniony nieskoń-\nczonem mnóstwem barwnych oświetleń, w jakąś ponurą abstrakcyjną algebrę\nkształtów.\nPrzypatrzmy się naprzykład kobiecemu portretowi Picassa, znanemu pod nazwą\n„Pani z wachlarzem\". Wszystkie obrazy Picassa noszą wybitne piętno mocnej\nindywidualności autora. W każdym jego obrazie czujemy olbrzymi talent, który po-\ntrafił z kubizmu stworzyć odbicie swojego „ja\". Ale jasne jest, że chodzi tu\nn\\h o kubizm, ale o osobisty genjusz Picassa. Kubizm jego streszcza się w archi-\ntektonicznej budowie, w zasadzie asymetrji, rozbijającej na części cały obraz\n1 wreszcie w podporządkowaniu barw płaszczyznom, w systematycznem unikaniu\npewnych farb (np. w obrazie „Pani z wachlarzem\" niema innych barw prócz\nszarej i zielonej). Jednak wszystkie te zasady dla Picassa stanowią jedynie\ntworzywo, ułatwiające mu wypowiedzenie się osobiste; metody jego nie stają się\nsamowystarczającemi, nie przykrywają osobowości malarza, jak to się zdarza\nu innych kubistów. Tu też się kryje ów nowy dogmatyzm, o który kubizm roz-\ntrzaska się jak impresjonizm o teorję barw dopełniających. A mianowicie, że\nopierając się tylko na zasadach powyżej wymienionych, można stworzyć obrazy kubi-\nstyczne, nie mając ani wybitnej indywidualności, ani nawet dostatecznej techniki.*)\nTym sposobem, jeżeli w naturalistycznym impresjonizmie malarz stawał się tylko\nokiem odbijającem gotowy świat w przypadkowej jego widzialności, to dla ku-\nbizmu twórczość artysty staje się przetworzeniem świata według apriorystycznych\nschematów rozumu.\nIstotne przezwyciężenie naturalizmu zawiera w sobie inny kierunek. Przedsta-\nwicielami jego są Gauguin i Van-Gogh. Jeszcze Cezanne przekonał się, że światło\nsłoneczne nie da się oddać zapomocą środków rzeczywistych. „Et alors j’ai de-\ncouvert que le soleil est une chose qu’on ne peut pas reproduire, mais qu’on\npeut representer.\"\nGauguin pojął, iż, aczkolwiek słońce nie da się odtworzyć na płótnie w całym\nswoim blasku, to jednak warunkowe oddanie wrażenia światła jest rzeczą możliwą.\nTym sposobem indywidualność poety, przygnieciona doktrynami zarówno kubistów\njak impresjonistów, znowu znalazła ujście, bowiem wrażenie swoje własne artysta\nnosi w sobie i nic nie jest w stanie przeszkodzić przelaniu tego wrażenia\nw dzieło sztuki. Gauguin potrafił znaleść gorący wyraz dla oddania wrażenia\nsłońca, a my czujemy, iż w duszy tego malarza śpiewa jego własne słońce.\nPrawie na wszystkich obrazach Gauguin’a widzimy słoneczny dzień, prawie\nwszystkie stworzył on wśród tropikalnej przyrody, zalanej oślepiającem światłem.\nJakże mocno i wyraziście zdołał odtworzyć artysta ową słoneczność samem ze-\nstawieniem czystych farb!\nTakiź wyraz malarski osiąga również przyjaciel Gauguin a Van-Gogh. Zaczął\non pod wpływem tradycji impresjonistycznych i pod wpływem Zoli, lecz siłą\nswego talentu przełamał naturalizm: malarstwo jego przekroczyło granice czuć.\nListy Van-Gogha do brata Teodora, zawierają w sobie cały szereg wskazówek,\npodkreślających znaczenie wyrazu barw. Przystępując do portretowania pewnego\nmalarza pisze: „Muszę zeń zrobić blondyna. Całą swą miłość, którą dla niego\nczuję, chciałbym włożyć w ten portret. Najprzód namaluję go takiego, jakim\njest w rzeczywistości, namaluję go bardzo dokładnie; ale to dopiero początek.\nNa tym się obrazu nie kończy. Podkreślę jasny kolor włosów: użyję pomarań-\n*) Słowa pisane przed kilku laty łatwo się sprawdziły: na tym właśnie kamieniu utknęło malarstwo\nkubistyczne. Picasso dziś odźegnywa się od kubizmu i rysuje węglem klasyczne dekoracyjne postacie,\nprzypominające Sybille Michała Anioła. Natomiast falanga bezpłciowych naśladowców zasypuje świat\nzachodni kubistycznymi obrazami (przyp. red.)."}, {"page_pdf": 27, "page_imprimee": "25", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.27", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 4356, "texte": "czowej i cytrynowo-źółtej iarby; poza mm zamiast pospolitej ściany pokoju, na-\nmaluję nieskończoność. Namaluję zwyczajne tło najjaskrawszym sinym kolorem,\njaki tylko mam. Dzięki temu prostemu połączeniu barw, jasno oświetlona głowa\nna niefaieskiem tle, działa tajemniczo, jak gwiazda w ciemnym eterze...\nAch, drogi przyjacielu, w tern podkreśleniu ludzie dopatrzą się li tylko karykatury,\nlecz cóż mię to obchodzi? Mam tylko taki wybór: albo będę dobrym, albo złym\nmalarzem. Wybieram rzecz prosta pierwsze.\"\nGauguin pojął, iż tylko sposobem przezwyciężenia w sobie kulturalnego europej-\nczyka, przezwyciężenia swojej małej kulturalnej indywidualności, możemy wejść\nna drogę odrodzenia. Zrozumiał to, że aby odmienić sposoby twórcze, aby\nstworzyć nową słoneczną sztukę potwierdzenia życiowego, w ostateczności sztuczny\nraj należy przemienić wewnętrzne wartości artysty. Gauguin propaguje nie\npowrót do prymitywizmu, ale zanurzenie się w wiecznie żywych źródłach twórczości;\ndlatego też cala twórczość Gauguin’a jest przetwarzaniem świata podług wzorów\nrzeczywistości, zawartych w duszy artysty. Gauguin jako artysta przetwarzał\nrzeczywistość „przyroda jest materją, zaś umysł nasz organem zapłódnienia\"—\npowiadał częstokroć. Gauguin dał nam istotną syntezę sztuki i obrazy jego\nraczej można nazwać płaskorzeźbami, jak rzeźby jego nazywa Charles Maurice—\nobrazami, Rzeźba jego przedstawiająca Inę, boginię krwi i śmierci, zlewa w sobie\ntyle wyrazu rzeźbiarskiego z wspaniałością barw, że śmiało może być nazwana\nsyntezą Gauguinowskiej szuki. Lecz w walce z całą europejską kulturą i cywi-\nlizacją, z sumieniem naszem słabiuchnem, z całym współczesnym pseudo-indywi*\ndualizmem, w walce, której terenem była nie tylko zewnętrzność, ale i świat\nduszy artysty, Geuguin padł, nie mogąc urzeczywistnieć swych przewodnich\nmarzeń. Lecz ginąc, dał świadectwo, że twórcza synteza sztuki prowadzi nas\nniezmiennie do wielkiej sztuki dekoracyjnej, sztuki ogólno-narodowej.*)\nO takiej sztuce ogólno-narodowej i o artyście, twórcy odmiennej rzeczywistości,\nmarzył również Van-Gogh* Ale Van-Gogh też nie miał sil na zrealizowanie\nwymarzonej sztuki przyszłości. „Przyszłego artystę pisał w listach do brata\nnie wyobrażam sobie w takiem otoczeniu jak moje: nie powinien jadać w małych\nknajpach, nie powinien mieć sztucznych zębów. Czucie mi mówi, że zjawią się\noni dopiero w jednem z przyszłych pokoleń. A myśmy powinni tylko- wszystkie\nwysiłki skierować w ich stronę.\" Artysta ten mówi dalej Van-Gogh będzie\ntakim kolorystą, jakim dotąd nie był żaden malarz.\nW tych wzruszających słowach zawarł Van-Gogh czysto-religijne uczucie wiary\n.w sztukę przyszłości, wiarę, dla której ofiarował życie.\nTym sposobem tylko podkreślenie wyrazu barwy uważać można za rzeczywiste\npogłębienie i rozszerzenie malarstwa; prądy, starające się wyjść poza czucie\nbarwne, tracą zrozumienie istoty malarstwa i dają się sprowadzić na manowce-\nnawpi martwiał rlnarnafvlci.\n*) „Obrazy Gaugumła są wyższe od artystyczno-krytycznych nieporozumień ludzi\npiszący recenzje, nieustannie przeczą sami sobie, a zapominają, że w dziełach tych cała uwaga artysty\nskupiona jest na przemianie anatomicznych funkcji ciała w piękno płaskiego ornamentu. Są tacy, którym\nsię wydaje, iż Y/yrzeczenie się naturalistycznej indywidualizacji funkcji jest rzeczą niemożliwą, jednak\nci sami ludzie prawdopodobnie zachwycają się sztuką grecką lub japońską. Żaden z wielkich stylów\ndekoracyjnych nie uznawał naturalistycznych indywidualnych ruchów mniej lub v.rięcej zbliżających się\ndo stylu rodzajowego. Jest rzeczą naturalną, że artyści tacy jak Gauguin, spotykają się z szyderstwem.\nNowe prawdy wydają się zwykle czernś zabawnem panującej większości. Jest to już prawem przy-\nrody. W każdym bądź razie ciężko jest patrzeć na pogardę, jaką okrywają tłumy takich artystów, jak\nGauguin lub Hodler, którzy przypomnieli malarstwu po kilku wiekach wielkie, wieczne zadania deKoracji\npłaszczyzn. Malar&two bowiem nanowo staje się malarstwem dekoracyjnem. Stara się ono porzucić\nbiologiczną emancypację obrazu, datującą się od czasu upadku gotyku i chce powrocie go dawnego\nmajestatycznego związania z architekturą.“ Uwagi niniejsze wyjęte z „Nagości w sztuce'’ W. Hausen-\nsteina, są niezbędnem uzupełnieniem do podanej wyżej rozprawy, w której element dekoracyjny w sztuce\nwspółczesnej został pominięty milczeniem. (Przyp. red.)"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c014", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c014", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "26", "page_fin": "26", "image_debut": 28, "image_fin": 28, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.13", "titre_corps": "GWIAZDY SPADAJĄCE", "titre_sommaire": "GWIAZDY SPADAJĄCE", "signature_source": "Bronisława Iwanowskiego", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 28, "page_imprimee": "26", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.28", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 394, "texte": "GWIAZDY SPADAJĄCE\nBronisława\nIwanowskiego\nWidziałem gwiazdy z połamanemi skrzydłami, błądzące nad oceanem zatrutych\nłez. Gdy potem znużone spadały do wonnych ogrodów, małe kwitnące zorze\npodawały im ręce.\nO, zorze, płonące kwiatami mojego ogródka, podajcie mi dłonie; jestem jedną\nz owych gwiazd, które upadły pomiędzy was. Niechaj pragnienie polotu w od-\nmęty niebios znów porośnie skrzydłami."}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c015", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c015", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "26", "page_fin": "26", "image_debut": 28, "image_fin": 28, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.14", "titre_corps": "CYRK", "titre_sommaire": "CYRK", "signature_source": "Bronisława Iwanowskiego", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 28, "page_imprimee": "26", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.28", "debut_caractere": 396, "fin_caractere_exclue": 1212, "texte": "CYRK\nBronisława Iwanowskiego\nP©łożyłem kładkę przez Ocean i dziwiłem się,.. Lądy i morza przybrały pręż*\nność w moich rękach. Świszczące tomahawki chwaliły moją zręczność.\nGdym spojrzał na połykającego szkło Derwisza, na trampolinie zmagały się\nŚmierć i Miłość. Dżokej Hałasu jak ostatnia godzina połyskiwał oczyma\nw splotach zdradziecko naprężonych lin.\nCzy zginie w tej grze moja kochanka?...\nZłoty splot jej włosów był dywanem, po którym chadzało siedem lat mej miłości.\nZniszczyłem miękkie aksamitne kroki... moje piękne, aksamitne kroki i chodzę\nstoma parami ciężkich butów, podbitych żelaznemi gwoździami. Może się natknę\nna jej rzadki naszyjnik z pereł i zdepcę go. A z setek tysięcy drobnych czą-\nsteczek wytrysną wszystkie ognie mej duszy i Cyrk zagrzmi oślepiającą fanfarą.\nNiebo położy dłoń na szaleństwa."}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c016", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c016", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "26", "page_fin": "27", "image_debut": 28, "image_fin": 29, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.15", "titre_corps": "ZEGAREK", "titre_sommaire": "ZEGAREK", "signature_source": "Tytusa Czyżewskiego", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 28, "page_imprimee": "26", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.28", "debut_caractere": 1214, "fin_caractere_exclue": 1412, "texte": "ZEGAREK\nTytusa Czyżewskiego\n21 godzinę wskazuje\nzegarek mój\nidę bokami ulicy\nzawadziłem nogą\no drzwi perukarza\nnowa sytuacja się stwarza\ni stąd nowy kierunek w poezji\n22 godzinę wskazuje\nmój zegarek"}, {"page_pdf": 29, "page_imprimee": "27", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.29", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 598, "texte": "idąc bokiem bulwaru\nzawadziłem głową\no liście suchej akacji\nz tej nerwo-sytuacji\nw malarstwie nowy kierunek się stwarza\nidąc za wzorem\ninnych wielkich przodków\npraszczurów\npleo lub ichtiozaurów\nwielkich małp jaskiniowych\nł\nich poezji\nmia u\nmi a u\nich poezji\nczi czi\nwesoło plujących\nczerwoną śliną\nślimaków\nli li li li\nszczekającego mego przodka\npśa\nhyrr rrr rrr\njestem jak hapfiarz uliczny\nnieznany\nopluty nieuznawany\nale już na moim zegarku\nGODZINA 23\nna relsach na sprężynowych szynach\nczeka mój orient-express\nPACIFIOUE COMPANY <\ngodzina 24\n(w kieszeni kamizelki)\n(smokingu)\n(sleepingu)\nzegarek"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c017", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c017", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "27", "page_fin": "28", "image_debut": 29, "image_fin": 30, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.16", "titre_corps": "LALKA (telefon)", "titre_sommaire": "LALKA (telefon)", "signature_source": "Tytusa Czyżewskiego", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 29, "page_imprimee": "27", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.29", "debut_caractere": 600, "fin_caractere_exclue": 714, "texte": "LALKA\n(telefon)\nTytusa Czyżewskiego\nzbijam wnętrze z desek\nza pomocą śrub i gwoździ\nmaluję na szkarłatno i srebrno"}, {"page_pdf": 30, "page_imprimee": "28", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.30", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 313, "texte": "umieszczam w środku\ndwa przewody telefonu\naparaty\nna wierzchu budowy\numieszczam głowę lalki\nz ruchomemi oczami\nkall® kalio\nczy pani lalka dziś przyjmuje?\nhallo hallo\njestem rozebrana\nnieuczesana\nhallo hallo\na zatem do widzenia\nhallo hallo\nmam z panią do pomówienia\ndżin dżin dżin dżin\ntrrr\nlalo lalo lalo\nLAL\nDŻIN"}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c018", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c018", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "28", "page_fin": "29", "image_debut": 30, "image_fin": 31, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.17", "titre_corps": "PŁODNOŚĆ", "titre_sommaire": "PŁODNOŚĆ", "signature_source": "Aleksandra Wata poematu część czwarta", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 30, "page_imprimee": "28", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.30", "debut_caractere": 315, "fin_caractere_exclue": 1014, "texte": "PŁODNOŚĆ\nAleksandra Wata\npoematu część czwarta\nNiech umilknie niebo, niech przestanie grać\ngdy się wtoczę jak tank na basztę świata.\nSłońcu przerażonemu ryknę: stać!\n'—w niebo płodnością ziemi plująca armata.\nO głowo ma, bębniąca jak tysiące bębnów\nwielkich armji, pędzonych na zachód i wschód!\nWybębnij marsze płodzenia\n—ogniste jak chorągwie i ostre jak głód!\nZawiele zawiele jest próżni między nami\nnad nami i za nami i dokoła nas!\nWypełnijmy rodzącemi ludzkiemi ciałami\n—religją ziemi wszystkie miejsca przestrzeni i gwiazd!\nNiech ziemia, jak w radosnych czasach swej młodości,\nzakwitnie pękami kwadriljonów dzieci swoich,\naby światy pulsowały mlekiem miłości,\naby wszechświat od ludzi się roił."}, {"page_pdf": 31, "page_imprimee": "29", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.31", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 871, "texte": "Głowy życiem dymiące jak kominy\nwyważmy w górę dźwigniami rąk!\nby były jak gwiazdy rzucone w głębiny.—\nWyłaźmy z miast jak z skurczonej łupiny\nz miast gdzie bezpłodność wali już w gong.\nOpanujmy powietrze, czasy, głębie mórz\ngdzie rojąc się jak ryby będziesz miotać ikry\nKobiety!\nbędziecie już tylko pękami róż\nna piersiach noszone czarnych jak kir.\nZalejmy smołą miasta przeszłości.\nZwalmy na ulaną w wieżę bąbel górę.\nNa szczycie posadzimy ciebie, o płodności!\nNiech ręką w przestrzeniach jamy wy krzesze\ngdzie mogłyby wykwitnąć ludzkich ciał chmury.\nTysiączne pokolenia—byki jak moloch\nzapełnią powietrze rykiem i hurrami.\nna drogach kolorowych padną im do kolan\nanioły i bogi w szatach barwionych zmierzchami.\n1 gdy godziny me w pustkach bezpłodnie grzmią\nciężkie pulsujące i wyczerpane jak ołów,\njako dzwon nalany spermą i krwią\nwołam cię płodności porykiem bawołów."}]}, {"article_id": "bm-bmtnabm-1921-11-01-c019", "article_bluemountain": "bmtnabm_1921-11_01#c019", "volume": "bmtnabm_1921-11_01", "ocr_source": "OCR Blue Mountain (ALTO), transcription TEI : lignes lb/@facs", "texte_sans_correction": true, "page_debut": "30", "page_fin": "32", "image_debut": 32, "image_fin": 34, "pages_selon": "pagination imprimée relevée dans le METS Blue Mountain (ORDERLABEL) ; [n] = page sans folio restituée", "url_article": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.2.18", "titre_corps": "LUDZIE I ARTYŚCI. PRZEGLĄD KSIĄŻEK", "titre_sommaire": "LUDZIE I ARTYŚCI. PRZEGLĄD KSIĄŻEK", "signature_source": "", "controle": "bornes données par la structure logique METS/ALTO de Blue Mountain (blocs ALTO de chaque constituant)", "pages": [{"page_pdf": 32, "page_imprimee": "30", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.32", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 6696, "texte": "LUDZIE I ARTYŚCI. PRZEGLĄD KSIĄŻEK\nipSlSOStfefl**. Powoli ale widocznie punkt ciężkości życia muzycznego Europy przenosi się z Niemiec\ni Rosji do Francji. Ciężki rozlewny impresjonizm Straussa, Maklera, czy Schónberga wreszcie uchyla\nkapelusza przed przejrzystym genjuszem Debussego, Kavela, że nazwę najgenialniejszych muzyków fran-\ncuzów-. Muzyczne dzisiaj Francji reprezentuje słynna „szóstka\"; tylko sześciu kompozytorów tworzy\nwspaniale żywotną, a zarazem umiejętnie reklamującą się grupę. Należą do niej Auric, Durey, Honneg-\nger, Milhaud, Pouieuc oraz Germaine Tailleferre (kobieta-kompozytorka). Grupa ta zrodziła się czasu wojny\nw pewnej sali przy ulicy Huyghens w Paryżu: w owych czasach nie wpuszczano jeszcze wojowniczej\nszóstki do wspaniałych apartamentów, które obecnie stoją dla nich otworem. W skromnym lokalu tym\nrozwieszano pdotna Matisse a czy Picassa, recytowano wiersze Apollinaire a, Mtaxa Jacob, Reverdy*ego,\nCendrarsa oraz Cocteau. Tam też wykonywano pierwsze utwory „szóstki\". Grupę tę w życiu charakte-\nryzuje przyjaźń łącząca jej członków; w twórczości, jako reakcja przeciw impresjonizmowi, powrót do\nfdgi, kontrapunktu, melodji, na nowo przyodzianych i wydobytych z szuflady, dokąd zapchnęli je impre-\nsjoniści. Jeżeli zaś niektórzy z krytyków francuskich obwiniają kompozytorów tych o suchość, pochodzi\nto zapewne ztąd, że biorą oni za miękkość pewne stany sentymentalne, jak za przyjaźń można wziąć\nrozczulanie się pijaka, lub za patryjotyzm podniecenie, nieodłączne od słuchania marszów wojsko-\nwych. „Cyrk, music-hall, skrót, dowcip powiada o szóstce Jean Cocteau które są przedmiotem tak\nciężkich zarzutów stawianych młodej szkole, są tylko reakcją przeciwko wiecznym podniosłościom,\nkatedrom i księżycowym światłom. A zresztą przecie można włożyć tyleż duszy w odtworzenie fajki\nco i madonny, a kto się oburza obecnie na kompozytorów tango i fox-trottów, nie myślał winić nigdy\nSzopena za to, iż komponował walce i dedykował je baronowej Rotszyld. Co do mnie uważam, że\ntylko dzięki takiej dedykacji można nazwać baronowę Rotszyld bogatą\".\nLemi Chwistek. Wielość rzeczywistości. Kraków 1921. Z zasiłkiem ministerstwa\nW. R. 1. O. P. Książki znakomitego logika (i malarza), nie można przyjąć inaczej, jak ze słowami\nnajżywszego uznania. W dziedzinie scisłej myśli filozoficznej jest to bodaj pierwsza poważna próba\nwyjścia poza Bergsonowskk intuicjonizm, nie zadawalniająca się jedynie li krytyką tego kierunku, lecz\nbudująca przy pomocy metody konstrukcyjnej niebywale śmiałą i oryginalną hypotezę wielu nieza-\nleżnych od siebie, równorzędnie istniejących rzeczywistości. W dziedzinie sztuki autor stwarza teorję\nzasadniczych typów sztuki, za pomocą której, jak powiada „będziemy mogli usprawiedliwić wszystkie\nwielkie szkoły od początku świata do chwili obecnej\". Dopiero teorja Chwistka daje podstawę wła-\nściwym badaniom metodologicznym, usuwając w nich ten zamęt, który wnosił bezład pojęć nie zgrupo-\nwanych dokoła jednej płaszczyzny pojęciowej. Mimo pewnych zastrzeżeń, które powstają np. w sto-\nsunku do formułowania przezeń poezji, jako sztuki o walorach ściśle fonetycznych, nie można się oprzeć\nzdumieniu jia widok tej schematyzacji i uproszczenia, które wnosi jego teorja. Dzieło Chwistka stoi,\nbezwątpienia, na równi z najpoważniejszemi podobnemi dziełami na Zachodzie i niewiadomo, jakiej już\nospałości kultury polskiej należy przypisać to, że poruszywszy w sposób niezmiernie rewolucyjny ogro-\nmną ilosc problematów z najprzeróżniejszych dziedzin nie wywołało ożywionej dyskusji ze strony\nfachowców filozofów, logików, psychologów i artystów. Wprowadzenie czytelnika w świat wielu\nrzeczywistości, z których każda rządzona jest autokratycznie własnemi swojemi prawami, filozoficzna\npodróż po tych rzeczywistosciach, przenoszenie się z jednej do drugiej i załamywanie się ich, w inter-\npretacji autora, składa się na ogromnie świeży doskonale przekonywujący światopogląd. Wreszcie\nChwistek wyznacza miejsce sztuce dotychczasowej i buduje szkielet sztuki nowej, jako najpełniejszego\nwyrazu twórczego sztuki uniezależniającej się od wrażeń zmysłowych.\nPrzedewszystkiem autor oddaje się pracy ustalenia pojęcia rzeczywistości, jako jedynej podstawy na\nktórej może być zbudowany jakikolwiek systemat filozoficzny. Stwierdziwszy, że pojęcie rzeczywistości\njest zbyt rozciągłe, by je można było zamknąć w jakiemkolwiek z dotychczasowych określeń, w czem\nzgadza się z podobnymi wywodami Hegla, Nietzschego, lub Bergsona dochodzi do wniosku że „nie\nmożna myśleć o zbudowaniu jednolitego systemu rzeczywistości, opartego na zasadach logiki formalnej,\nktóryby zadówolnił wszystkie postulaty życia\", i że „dogmatyczna wiara w jedną jedyną rzeczywistość pro-\nwadzi ao paradoksów i nie może być przyjętą przez wszystkich ludzi'*. Nie znaczy to, mówi następnie Chwi-\nstek, by*rzeczywistość była czems absolutnie płynnem i nie poddającem się określeniom, jak tego chcieli\nwzmiankowani filozofowie, ale że istnieją zasadnicze niezależne od siebie rzeczywistości, będące jak-\ngdyby rozmaitemi cechami materji podobnie jak jedna i ta sama linja prosta posiada rozmaite własności\nw rożnych systemach geometrji (Euklidesowskim, Eobaczewskiego it.d.). Ukazawszy, że tą jedynie dro-\ngą, drogą budowy teorji wielu rzeczywistości da się rozwiązać cały szereg nierozwiązalnych problema-\ntów starej filozofji, Chwistek wyznacza 1 rzeczywistość rzeczy, II rzeczywistość fizykalną, 111 rzeczywistość\nwrażeń, wreszcie IV rzeczywistość wyobrażeń. Wiara w każdą z nich jest zakończonym światopoglądem,\ni jedynie w granicach ich możemy się poruszać.\nPo ściśle filozoficznem zademonstrowaniu teorji wielu rzeczywistości autor w dwuch niezmiernie inte-\nresujących, ze wspaniałą tężyzną napisanych rozdziałach, oddaje się pracy zastosowania swej teorji\nw życiu i w sztuce. W pierwszym wypadku, stwierdziwszy, że teorja ta nietylko nie wnosi, jak by się\nto wydawało, zamieszania do etyki, ale naodwrót uniezależnia ją od dowolności których się dopuszczano\nprzy budowie jej systemów za jedyne kryterjum moralności uważa niewykraczanie poza granice\nrzeczywistości, w której dany osobnik się obraca. W rozdziale; „Wielość rzeczywistości w sztuce\"\nautor wyznacza cztery zasadnicze typy malarstwa i rzeźby, ściśle uzależniona od czterech rzeczywistości\n(p. wyżej). Jest to 1 prymitywizm, 2 realizm 3 impresjonizm, 4t. z. sztuka nowa. Po szeregu rozważań,\nw których autor dowodzi, że żadnego z tych typów nie można traktować jako następczego ogniwa\nw szeregu rozwojowym ixże kryterja ewolucjonizmu nie dadzą się do nich zastosować, autor zatrzy-\nmuje się nad sztuką modernistyczną, którą uzależnia od rzeczywistości wyobrażeń i twierdzi że kroczy\nona drogą przezwyciężania treści przez formę."}, {"page_pdf": 33, "page_imprimee": "31", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.33", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 6699, "texte": "Dzieło swe kończy Chwistek słowami;\n„Teorja wielu rzeczywistości pozwala usprawiedliwić wszystkie zasadnicze kierunki sztuki, wyznaczając\nosobliwe miejsce sztuce najmłodszej. Ponieważ nowa sztuka zatacza coraz szersze kręgi, uważałem za\nrzecz ważną wskazać, że nietylko nie przeczy ona pod żadnym względem wynikom badań ścisłych, ale\njest poniekąd ich potwierdzeniem, dostarczając im zarazem interesującego materjału doświadczalnego\".\n„Wielość rzeczywistości\" prędzej, czy później zajmie należne jej miejsce w rzędzie najpoważniejszych\nwspółczesnych dzieł filozoficznych. Jakkoiwiekbądź, winna się ona stać podręczną książką nowocze-\nsnego myśliciela i artysty szczególniej tutaj, w Polsce, gdzie jest bodaj jedną jedyną książką, mogą-\ncą dać czytelnikowi doskonałe uzasadnienie i wyjaśnienie istoty sztuki modernistycznej.\nJeati Epsteins La pośsie d’ayg®urdhyi. lin nouve§ etat de B*intelßi|sence. Lettre\nde Biaise Cesida*as*s» (La Sirenea Fas*is 1921 !•«) Najważniejszą zaletą książki p. Epsteina\njest wielka przejrzystość układu zarówno graficznego, jak ideologicznego. Wyłączając od początku\nz przedmiotu badań, tak zwaną pod-literaturę, oraz literaturę sentymentalną, którą szczęśliwie chrzci\nmianem „parteru literackiego\"; stara się określić te cechy współczesnej poezji, które oparte są na naj-\nważniejszych i najświeższych wynikach badań fizjologicznych. W drugiej części swej książki Epstein\nzaznacza zasadnicze cechy nowe, spostrzeżone u ogółu poetów współczesnych, a mianowicie; przybli-\nżenie w opisie, schematyzację, brak prostoty; pozatem bezpośredniość oraz impulsywność (np. Lalmon,\nApollinaire, Cendrars, Cocteau). Podkreślić należy jeszcze precyzję i operowanie skrótami, które składają\nsię raczej na obraz domyślny niż na istotny opis. „Ktoś przechodzi korytarzem obok niedomkniętych\ndrzwi; idzie prędko i nie może się zatrzymać, lecz przelotnem spojrzeniem odwiedza szereg pokojów o roz-\nwartych drzwiach\" takie daje wrażenie opis modernisty. Ważną rzeczą również jest wpływ kinematografu.\nRozdział z książki Epsteina poświęcony temu zagadnieniu drukował niedawno „Kurjer Polski\" (19.1X21 r.)\nAutor podkreśla w nim, iż zasadnicze cechy Kina, jak blizkość podejścia do przedmiotu, szybkie następ-\nstwo obrazów, dynamianość udzielają się również literaturze pięknej.\nCiekawy rozdział poświęcony jest umysłowemu zmęczeniu, jako czynnikowi cywilizacyjnemu. Podzielam\nzdanie Epsteina, „znalezienie w „chorobie\" zsumowania i w jej słabościach posiewu najpiękniejszych\nżniw ludzkości uważam za zamiar dość heroiczny\". Następny przykład zdaje się świadczyć o racjo-\nnalności założeń Epsteina; „Zmęczony umysł igra przybliżeniami, które po wypoczynku, mogą się mu\nwydawać dziecinnemi, poprostu poetyckiemi, lub nieprawdopodobnemi. I częstokroć z tych miłych zaro-\nśli, w których uczony broni się przed swą własną logiką, wynurza się światło odkrycia. Bez zmęczenia\nnie zostałoby ono dokonane\".\nZdaje mi się że twierdzenia te mają w sobie znacznie mniej paradoksalności niżby się to napozór zda-\nwało. Twierdząc, że „poszukiwanie nowości jest sprężyną całej estetyki\", autor pośpiesznie powiada, iż.\nsam modernizm nie wystarcza. I zaraz dodaje, że jeżeli zechcemy wyłączyć z wszelkiej literatury ten\nklasycyzm, który zawsze się w niej zawiera, ujrzymy natychmiast, iż pomniejszyliśmy ją dotkliwie\"\n©Stsatfiflie pisma natrafiamy w sierpniowym zeszycie belgijskiego\npisma „Signaux\", na ciekawy list Eljasza Ehrenburga z Moskwy, malujący warunki pracy poetów rosyj-\nskich, oraz stosunek ich do rewolucji. Określiwszy cały szereg nader ciężkich warunków jak brak\npapieru, chłód, głód zresztą rzeczy nam wiadome, układa korespondent liczne nazwiska tych, co\nmimo głodu i chłodu złamać pióra nie chcą, w trzy grupy, podług stosunku ich do rewolucji rosyjskiej.\nDo pierwszej—wrogo usposobionej do wewnętrznego życia Rosji współczesnej, zalicza starego roman-\ntyka Balmonta, oraz charakterystyczną i malowniczą postać Maryny Cwietajewej; Książka jej „Walka\nłabędzi\" nie mogła być jeszcze opublikowaną ze względu na jej reakcyjność, krąży natomiast, jak to\ndziś jest w Rosji w zwyczaju, w licznych odpisach.\nZnacznie liczniejsza jest grupa następna, poetów, którzy dalecy od sympatji śledzą ciekawem okiem\nciężki bieg wypadków. Do nich należy mistyk pogańskiej Rosji Wiaczesław Iwanow, Osip Mandelsztam,\nsam Ehrenburg; poetki: finezyjna, niezmiernie subtelna Achmatowa, pokrewna jej Halina Władyczina,\nSzapskaja, lub młoda Radłowa. Autor listu podkreśla znaczenie dla młodej sztuki rosyjskiej najwa-\nżniejszych poetów tej grupy, Wiaczesława Kowalewskiego, oraz Borysa Pasternaku. Lewicę tego odłamu\npoetów rosyjskich, stanowią ci, co w cierpieniach swej ojczyzny widzą piętno mesjanicznego stygmatu\ni przejęci mistycyzmem, starają się przyjąć rewolucję całkowicie, jako krzyż pokuty. Do tych należy\nzgasły niedawno Aleksander Błok, Maksymiljan Wołoszyn, lub Andrzej Biełyj, autor nowej wspaniałej\npono powieści „Epopeja\". Do sympatyków rewolucji można zaliczyć ludowego poetę, Siergieja Jesienina,\nktórego twórczość oparta na starodawnej lekturze chłopa rosyjskiego, Apokryfach i Apokalipsie, wyrosła\nw szereg pieśni stepow3'ch i wiejskich; do zażartych stronników rewolucji zaliczyć należy Walerego\nBriusowa, symbolistę, jednego z najznakomitszych znawców strofy, bodaj w całej Europie, jak również\nt. zw. poetów proletarjatu, na których rząd sowiecki pokładał wielkie nadzieje. Zawiódł się jednak\nwprędce. Poezja pełna czerwonych sztandarów i zdetronizowanych tyranów uwiędła wkrótce, i zdolniejsi\nz poetów proletarjatu, jak Gerasimow lub Kasin, porzucili programową poezję. Najwybitniejsze miejsce\nwśród poetów rewolucji zajmuje twórca wielkiej literatury futurystycznej Rosji, bezsprzecznie najzdol-\nniejszy z rosjan, Władimir Majakowski. Utwory jego, jak „Proste jak myczenie\", „Człowiek\", sztuka\nteatralna „Misterjum buffo\", wreszcie cały szereg liryk o skrajnie futurystycznej formie zyskały sobie\n'niezwykłą popularność. *)\nNareszcie Ehrenburg zaznacza, iż starał się w liście swym ominąć wszelkie tendencje polityczne, a je-\ndynie obnażyć pracę twórców, pracujących w przygnębiających warunkach, które czynią z pracy tej\nheroiczne posłannictwo. „Poeci rosyjscy pracują .o głodzie, zmuszeni do mieszkania w zamarzłych poko-\n\n*) Poeci tej grupy tworzą zastęp o wiele liczniejszy. Mimo zapewnień, że jest daleki od tendencji?politycznych, Ehrenburg\nliczbę ich znacznie uszczuplił, czemu, znając takie jego utwory jak „Sądny dzień\", „Modlitwa za Rosję\" etc. nie .należy się\nzbytnio dziwić. Do poetów „chłopskiej rewolucji\" stawianych rzędem z Jesieninym należy Klujew („Pieśni chat\"). Do\nszkoły Majakowskiego należą futuryści: Ąnatoljusz Marjenhof, Wadim Szerszeniewicz, Piotr Orieszyn i inni."}, {"page_pdf": 34, "page_imprimee": "32", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.34", "debut_caractere": 0, "fin_caractere_exclue": 5303, "texte": "jach, piszący na skrawkach papieru, cudem znalezionych, bez nadziei na wydanie\" kończy swój list\nrosyjski poeta. „Dodajcie do tego atmosferę dyktatur, wojnę domową, nędzę, a zrozumiecie, że nie\nbez przyczyny użyłem dla pracy tej najpoważniejszego określenia „bohaterskiego posłannictwa\". Poezja\nzrodzona w tych okolicznościach żyć będzie pomimo wypadków politycznych, jakiekolwiek będą naj-\nbliższe losy Rosji. Niechże więc poezja europejska nie gardzi swoją trędowatą siostrą. Gdy byłem\nw Moskwie na przedstawieniu „Zwiastowania\" ClaudeFa ’*), który to dramat grają tara ' obecnie na\nolbrzymiej scenie, myślałem o losie dwuch sióstr. 1 wierzę, że Mara będzie lepszą niż Mara daudeka;\nw każdym bądź razie łono trędowatej Wiolany zawiera w sobie pożywne mleko\".\nJule Ci®l3lsS3Es| 1131.1115 w, w końcu übiegłego miesiąca została otwarta wystay/a „Sturmu\".\nNiezwykle obfity zbiór obrazów składa się na barwną i ciekawą ilustrację współczesnych kierunków\nmalarskich. Najliczniej reprezentowani są ekspresjoniści niemieccy: Kandinsky, Chagall, Campendonc,\nKlee, Schwitters i inni. Futurystyczne malarstwa Włoch reprezentowane jest przez Boccionfego, Carra,\nPunFego, SeyerinFego. Rosjanie; Archipenko (rzeźbiarz), Gonczarowa, francuzi Leger i Delaunay do-\npełniają ensemble’u tej bogatej wystawy. Wyczerpującą recenzję wraz z przekładem artykułu Kandi-\nsky’ego i Schwitters’a umieścimy w jednym z najbliższych zeszytów „Nowej Sztuki\".\nW elągia lata h* począł wychodzić W Mngiji nowy miesięcznik „The Tyro\" pod redak-\ncją Wyndhama Levis. Główną rolę w miesięczniku odgrywa dział krytyczny prowadzony przez T. S.\nEliota, autora książki „The sacred Wood\" (Święty Gaj), który nawiązuje do tradycji Drydena, Johnsona,\nColericlge a i Arnolda, usiłując skierować krytykę angielską na drogę filozoficznego uzasadniania twór-\nczości współczesnej. Może się wydać zbyt prostem takie postawienie kwestji: w Anglji zamierza ono do\nobalenia wielkiego błędu, polegającego na przemycaniu pod nazwą krytyki miłej i stałej zdolności do\nżartobliwej gadaniny. Jak ta ostatnia jednak, tak filozofja twórczości nie jest krytyką literacką we wła-\nściwym tego słowa znaczeniu, rozpatrując utwór nie przez pryzmat wartości formalnych, lecz zależnych\nod ideologji krytyka. Sprawie tej „Nowa Sztuka\" poświęci specjalną swą uwagę w jednym z zeszytów\nnajbliższych.\nJa iliSlllsiSUCiß .Obiata | (ignis, Warszawa 1921 r.) Dzieła wiel-\nkiego, jak go mianują coraz częściej młodzi krytycy Francji, ojca współczesnej poezji francuskiej, a może\nnietylko francuskiej, ukazały się w polskim przekładzie pod redakcją Jarosława Iwaszkiewicza i Jułjana\nTuwima. lom pierwszy zawiera pierwsze wiersze, przepiękne i silne, jednak nie stanowiące jeszcze\nowej arki przymierza między staremi i nowemi laty, za jaką należy uważać Iluminacje oraz Sezon\nw Piekle. Te gorejące dzieła genjalnego poety mają stanowić treść następnych tomów, których wydanie\nzapowiada nam młoda a zasłużona firma Ignis. Z niecierpliwością jakkolwiek zapewne niedługo oczeki-\nwać będziemy na owe tomiki, które mają zapełnić ważną lukę w dziedzinie przekładów polskich, a poe-\ntom naszym odkryć mogę nowe Sezamy i Golkondy, zamknięte w czarownym kraju Słowa.\nHeiesia jedna z najwybitniejszych reformatorek na polu sztuki recytacyjnej, twórczyni\nzupełnie nowej dziedziny w recytacji modernistycznej, nazwanej przez nią „słowoplasłyką\" gości obecnie\nw Warszawie. P. Buczyńska powróciła niedawno przez Konstantynopol z Moskwy gdzie do r. 1918\nwystępując na wieczorach poetyckich głośnych futurystów rosyjskich Majakowskiego, Kamieńskiego\ni Burluka cieszyła się niesłychaną w Rosji popularnością. Recytacja p. Buczyńskiej, jak to wskazuje\njuż sama nadana przez nią nazwa polega na dążeniu do stopienia w jedno trzech pierwiastków sztuki;\nsłowa, muzyki i tańca, jako elementów wzajemnie się dopełniających. Docieranie do tych\npłaszczyzn, gdzie granice między poszczególnymi rodzajami sztuki zacierają się i działają jednakowo bez\nróżnicy na wszystkie zmysły. Droga niesłychanie trudna, wymagająca ogromnej intuicji i taktu arty-\nstycznego. Oba te warunki posiada p. Buczyńska w niezwykłej mierze. Tych, którzy widzieli jej\norjentalne symfonje tańca i słów, w których z genjalną rozrzutnością pomieszała wszystkie epoki stwa-\nrzając nieoczekiwanie nową, od wewnętrzną syntezę Wschodu, ucieszy niewątpliwie wiadomość, że w naj-\nbliższym czasie p. Buczyńska ukaże się w swojej dawnej roli na szeregu wieczorów futurystów polskich\nw Warszawie i w Lodzi,\nEBSfKonieczność sceny eksperymentalnej odczuwał teatr nasz już oddawna: wśród wszystkich\nreformatorów i pseudoreformaterów teatralnych, dotychczas nie znalazło się nikogo, ktoby pomyślał\no przygotowaniu aktora, reżysera i publiczności do przyjęcia nowych form w dramacie i twórczości\nscenicznej. To też ciekawe usiłowania w tym kierunku, która przedsięwzięła grupa tytułująca się El-\nsynorem powinny wzbudzić zainteresowanie społeczeństwa: wśród młodych aktorów zaś, których no-\nwa sztuka zastała kompletnie nieprzygotowanych, powinna spotkać najgorętsze uznanie. Z niecierpli-\nwością czekamy na pierwsze przedstawienie „Elsynoru\" zapowiedziane na koniec listopada, a które\nda nam inscenizację dramatu Witkiewicza: „Pragmatyści\".\n\n*) Przekład polski tego dramatu pióra Jarosława Iwaszkiewicza ukazał się nakładem „Zdroju* w jesieni r. b."}]}], "pages_ocr_originales": [{"page_pdf": 1, "page_imprimee": "couv. 1", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.1", "texte": "V . vv\nIV pHH jll^j^\nMMkd| wflH ■■» IBwßpw JBBm Hk ĘBmm j«|Wp Wilii\n-,\nMIESIĘCZNIK ARTYSTYCZNY\nN J| APOLLIMAIRE BUKOWSKI CHWISTEK\n\" 1 COCTEAU CZYŻEWSKI HAUSENSTEIH\n\" I IWANOWSKI JASIEŃSKI MAJAKOWSKIJ\n| STERN TASTE VIN WAT ■ ■ ■ ■\nWARSZAWA, LISTOPAD 1921\ni ROK P,ERWSZY ZESZYT P,ERWSZY"}, {"page_pdf": 2, "page_imprimee": "couv. 2", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.2", "texte": "ZESZYT PIERWSZY „NOWEJ SZTUKI\" ZAWIERA:\nWstęp od Redakcji . . . . . . . . . . . . .3 4\nSkaczące reflektory świata—ANATOLA STERNA . . . . . . 4 7\nSalome. Dym GUILLAUME APOLLINAłRE’A . 7 8\nZapałki. Na rzece BRUNO JASIEŃSKIEGO . . . . . . B—lo8—10\nZagadnienia architektury współczesnej: I. Część teoretyczna. 11. Część praktycz-\nna. 111. Zagadnienie konstrukcji LEONA CHWISTKA. . . .10— 16\nObłok w spodniach WŁADIMIRA MAJAKOWSKIEGO . . . . .16 —2O\nBaterja. Wyspy -—JEANA COCTEAU . . . . . , , . .21 —22\nPodstawy psychlogiczne malarstwa współczesnego HENRYKA TASTEYIN . 23 —23\nGwiazdy spadające. Cyrk BRONISŁAWA IWANOWSKIEGO .... 26\nZegarek. Lalka (telefon) TYTUSA CZYŻEWSKIEGO 26-28\nPłodzenie ALEKSANDRA WATA . . . . . . . . . 29\nLudzie i artyści. Przegląd książek . . . . . . . . .30 —32\n\nKOMITET REDAKCYJNY: JAROSŁAW IWASZKIEWICZ I ANATOL STERN\nPrzedstawicielstwo Kom. Red. na Kraków: D-r LEON CHWISTEK i TADEUSZ PEIPER\nREDAKCJA: Warszawa, Sienna 27 m. 9 we wtorki i czwartki od 4 6 pp. Telef. 253-99\nREDAKCJA W KRAKOWIE; Szujskiego 7, D-r LEON CHWISTEK\nADMINISTRACJA: „Lektor\" Sienkiewicza 3. SKŁADY GŁÓWNE: Lwów: Mikołaja 23\n(dom własny), Batorego 12 (Księgarnia Nauczycielska), Kraków; Rynek Główny 22, Lublin:\nSzopena 5, Poznań: Rycerska 33 (Ratajczaka), Gdańsk: Statsgraben l 3 (Tow. Pol. Żegl. Mors.)\n*\nPrenumeratę przyjmują wszystkie księgarnie na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. Cena\nnumeru pojedyńczego Mk. 240. Adres dla przesyłek: Warszawa, Sienna 27 m. 9 „Nowa\nSztuka\". Rękopisów drobnych redakcja nie zwraca."}, {"page_pdf": 3, "page_imprimee": "1", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.3", "texte": "MIESIĘCZNIK ARTYSTYCZNY\nWARSZAWA, LISTOPAD 1921 ROK\nROK PIERWSZY ZESZYT PIERWSZY"}, {"page_pdf": 5, "page_imprimee": "3", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.5", "texte": "WSTĘP OD REDAKCJI\nGdy z jednej strony do społeczeństwa dochodzą odgłosy podmywającego Polskę\nze strony Zachodu płomiennego Golfstromu uniesienia, który rzuca człowieka\nwspółczesnego w objęcia Nowej Realności, każąc mu przestąpić rozwalony dzie-\njami lat ostatnich mur dawnych tradycji, z drugiej, wciąż jeszcze przyciąga go\ndo siebie olbrzymie, bo na przestrzeni wieków rozlane, bagno symbolizmu i zmo-\ndernizowanego naturalizmu i impresjonizmu, które powstały czasu wojny. I mimo\nżyczliwości z jaką masy czytające odnoszą się zwykle do starych zrozumiałych\ndla nich i przeto bliskich im doktryn, nieuprzedzony widz spostrzega jednak\nw nich nawet tutaj, w Polsce, coraz gwałtowniejszą wolę szerszego oddechu.\nAnaliza psychologiczna i opisowość naturalistyczna Bowiem przestała już wy-\nstarczać. Olbrzymia większość artystów polskich jednak nie rozumie tej tak\nprostej, zdawałoby się rzeczy, że spisując swe uczucia, że starając się skopiować\nświat widzialnej rzeczywistości, i obracając się w granicach uzasadnionych przez\nlogikę i przez „widzialność“ zależności jest mniej twórcza, niżli aawtbftąoy negr;\nDahomey u, któremu wewnętrzny nakaz każe przetwarzać naturę, konstruować\nją w pewien sposób, a nie podporządkowywać się niewolniczej chęci naśladow-\nnictwa. f Niewątpliwie, kopjowanie natury, zaprawione tanim sentymentem, naj-\nmniej przedstawia trudności, lecz jednocześnie demoralizuje masy czytające, nisz-\ncząc w nich wolę idealnego, a raczej „nierealnego\" które posiada jednakże\nwszystkie cechy świata zmysłów i jest źródłem nowych rozkosznych życio-\ntwórczych możliwości. Należy walczyć z przekonaniem, że . wszystko jest dane\nw sposób raz na zawsze ustalony, z dogmatyką każącą wierzyć, że można wszystko\notrzymać, zanurzywszy głowę w bogatym basenie świata.\n„Nowa Sztuka\" nie ma pretensji do głoszenia nowych haseł, lub t najnowszego\nkierunku. Pragnie być jedynie polem nowej syntezy sztuki, która uprawnia artystę\ndo użycia jaknajszerszych środków w celu stworzenia innych sensacji w sztuce,\nniżli te, które były używane dotychczas. Nie zrywa ze sztuką przeszłości o tyle,\nże uważa ją za część martwego materjału, który może jej być potrzebny dla\njej celów. Nie wysuwa programu politycznego, ani hasła pożyteczności lub nie-\npożyteczności sztuki, twierdząc, że problematy owe mogą być roztrząsane w sto-\nsunku do pewnych szkół lecz nie są wprost rzeczowe, gdy chodzi o sztukę\nnową, powszechną, a więc demokratyczną, będącą pokarmem dla wszystkich, i nie\ncofającą się przed użyciem dla swych efektów żadnych środków ekspresji. Oto\nczemu w swym wstępie nie chcemy przedstawiać świata jako wielkiego zagmatwa-\nnego hieroglifu, jak to czynili polscy ekspresjoniści, ani też nie chcemy zająć się\n''wyławianiem symbolów, niby figlarnie trzepocących ryb z powierzchni „dnia\npowszedniego\", jak to czynią ich przeciwnicy. Jedni i drudzy są ponurymi łow-\ncami. O panowie! któż jest ciekaw, czy jesteście objuczeni powszedniością, czy\nteż ona zawrotnie galopuje z wami na grzbiecie? Jest to uczuciowe traktowanie\nświata, mające, być może, wiele wspólnego z etyką, ale mało ze sztuką. Jest rzeczą\nkonieczną, by sztuka była traktowana nie tylko jako jedna z form uspołeczniających,\nw rodzaju filozofji, religji, socjologji etc. Każda z tych form oparta najzwyklej\nna analizie i będąca pasorzytem doświadczenia jest pozbawiona przecież moż-\nności owego szalonego skoku w niewiadome, a cudowne jutro, wyrwania się\nz jwięzów fatalizmu, który nakłada na nas doświadczenie. Pozostawcież cośkol-"}, {"page_pdf": 6, "page_imprimee": "4", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.6", "texte": "wiek człowiekowi dzikiemu, który mieszka w każdym z nas i który krzyczy,\npozostawcie coś intuicji.\nNie znaczy to, by należało się oddać w phallicznym niemal porywie żywiołowi.\nWie wysuwamy tych żądań co niektórzy z pośród ekspresjonistów niemieckich,\nlub futurystów włoskich, że widz lub słuchacz winien być Dorwany przez dzieło\ni stać się jego częścią. Nie propagujemy ~I'art abstrait“ rdaclaistów francuskich\ni niszczenia sztuki dadaistów niemieckich. Ale chodzi nam o taką syntezę sztuki,\nktóra wyzwoliwszy się z pętów metąfizyczności, wyzbywając się balastu senty-\nmentalności i symboliki, stałaby się wreszcie nadbudową, nie trzymającą się\nściśle wzorów rzeczywistości i wystarczającą samej sobie jedynie na podstawie\nswych walorów: nowych, rozumowo niemożliwych do przedstawienia sobiefjprze-\nnośni, i wartości formalnych, bez których istnienie treści empirycznej w dziele\nsztuki nie byłoby usprawiedliwione. Nie zrywamy jednak, jak to czynią wyznaw-\ncy polskiego formizmu, z ideową treścią w sztuce. Światopogląd bowiem, wy-\nznanie wiary artysty jest tem, dzięki czemu staje się dzieło sztuki wszechludz-\nkiem i demokratycznem. Treść owa musi jednak wyzwolić się z szablonu formy\ni znaleźć w niej ścisły odpowiednik, choćby to miało doprowadzić do nieoczeki-\nwanych ekstrawagancji. Chodziłoby jednem słowem o przerwanie tam logiczności\nprzedewszystkiem—zależn&tSiTwyŚających się niezbędnemPsamemu rozsądkowi,—\nale najzupełniej zbytecznych dla nieuprzedzonego intelektu. Musimy w sztuce raz\n,na zawsze skończyć z kwestią żądań, które jej stawia rozsądek, gdyż z natury\nswej nie obejmuje on < się zOgólnychs,ram, koncepcji:\nOto jest najbliższe zadania „Nowej Sztuki“ praca przesunięcia wartości twór-\nczych i kompozycyjnych dzieła sztuki, zmodernizowanie psychiki społeczeństwa,\nzrealizowanie nowych i ekstatycznych perspektyw, które przed nami otwiera sztuka,\nsię w granicach zrozurmałóJci. Czyi niejestoczy wistem, że sztuka\ntaka będzie zawsze narażona na napaści krytyków starego Do\nwalki z nimi, do odparcia ich zarzutów, o ile nie będą zbyt błahe, jesteśmy\nprzygotowani.\nNa zakończenie udzielmy głosu uczonemu, i o ileż bardziej płomiennemu, niż\nniejeden ze współczesnych artystów:\n„...w teorji jest to rodzajem niedorzeczności chcieć poznawać inaczej niższa po-\nmocą umysłu; ale jeżeli śmiało przyjmujemy niebezpieczeństwo, może czyn prze-\ntnie ten Węzeł, który rozumowanie zawiązało i nie “.\n\nSKACZĄCE REFLEKTORY ŚWIATA\nAnatola Sterna\no piękni bracia bogowie\n0 moi śmiali silni towarzysze\nmężczyźni\nniosący aureole na głowach\nnegrzy ciężkie kosze z ciastem bananów\nw portach\ngdzie słońce czerwonym językiem lśniące ciała liże\njak was kocham, ustami tego nie powiem!\nledwo dyszę\nwidziałem jankowskiego jak śnieżnym porankiem\npłonące jak żużle połykał papierosy\n1 wybiegł z krzykiem na ulicę w kalesonach bosy,"}, {"page_pdf": 7, "page_imprimee": "5", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.7", "texte": "było to wilno zima 1920\ngdy w zielonej od słońca skwaru równinie też rankiem\nz nad skrzydeł się wychyliwszy ekranu\nmarinetti błyszczącą śmigę aeroplanu\npieścił rękami jak nagą śmiejącą się z rozkoszy\nszybko kręcącą biodrami kochankę\nchodź chodź do mnie przyjacielu\ni ty cocteau i ty majakowskij\nboccioni cąrra arp tzara\ni wy i oni\nfuturyści dadaiści niema różnic\nwszyscy\ntrzeba dusić obywatela\ndziś!\n100 miljonów chamów\nbez różnicy wyznań i narodowości\ngdziekolwiek są-\nprzez atlantyk podają sobie ręce nasze głoski!\ngalopują szybciej od australijskich koni\nspieszcie ręce mi drżą\nprzyjaciele\njuż dłużej nie mogę sam!\nmelancholijny krwawy\nprzewalający się na miejscu cham\nszarpie mi usta\ngwałci mnie jak Józefa\nrozpusta!\ngruby człowiek ślinę głośno łyka\ni po dymiącym sutym obiedzie\nmyczy akacji bzów\nsłowika\ntępe oczy *\nwbił we mnie jak młotkiem ćwieki\nczemu nie śpiewasz tak samo\njak śpiewano przez wieki?\nja nie chcę śpiewać\nzrozumiano\nJA NIE JESTEiI 00 ŚPIEWANIA\npatrzcie!\nbrzuch jego na mnie, na nas\njak tank się toczy!\ngniecie ach"}, {"page_pdf": 8, "page_imprimee": "6", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.8", "texte": "rozpłaszczony trup chlebnikowa\ndługi o zapadłej piersi trup\ni tylko\nw baobabach wśród kraśnych ptaków\npyszna sama dzwoni wciąż żywa głowa!\nguillaumie pantero z pyskiem rannym\nz obandażowaną lazurami głową\njuż nie krzyczysz do mnie żadną mową\ni już nie pieścisz w okopach swej jeanny\n0 guillaumie apollinaire\nz jakich nadmorskich jeszcze sfer\ndajesz mi płomień ust i ramię brata\nz jakiego morza z jakiego nieba z jakiego świata?\nwięc jesteś jeszcze chociaż cię niema\nach masz rację kobieto pobożna\nkrzyczy i chodzi nogami obiema\n1 mówi tak głośno że głośniej nie można!\njakie szczęście że nie może nikt w świecie\nwypłakać nosa w chustkę na naszym pogrzebie\nkto żył na ziemi ten się zbudzi o świcie\ni będzie z nami mocował się w niebie!\nnie wiei*zę w śmierć\nŚMIERĆ TO BLAGA\n0 ciała płonące i drugie życie\nktórem oddychać będziemy zaraz\nszeleszczące niebo gwiazd złoto błękitne\npchać do kieszeni jak pugilares\nzębami rozdzierać soczyste obłoki\npożerać upajać się obłocznych krwią mięsiw\nrzuca nas na kobiet śmiejących sie boki\nniebo gdy jak fura się toczy i trzęsie\n1 kogóż wreszcie mam prosić gdy tak\nblado prosi przy mnie ten który klęka\nażeby pod niebem płonących płacht\ntwarz moja kiedyś nie spojrzała mi w oczy\njak czarny pusty rękaw?\nach czyż nie ciebie rozskakana krwi\nach czyż nie tak mój słodki reflektorze\narmato która strzelając przez drzwi\nzmieniasz mi świat w czerwone dygocące morze\npozwól mi jeszcze głowę jak spadochron\nwydąć niech się hałasem ma czaszka zbogaci\ni niech oczy me świat ten nawylot jak pogrom\nprzestrzelą! oczy moje i reflektorów mych braci"}, {"page_pdf": 9, "page_imprimee": "7", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.9", "texte": "ach póki jest nas bracia stu czy tylko dziesięciu\nsłodkie chorągwie rozdzieranych serc\nwywieśmy nad dachami! i niechaj wciąż brzęczy\ngalop ludzi wyrwanych z wędzidła i lejc!\n\\\nnas wszystkich ma w sobie wieczny szum\nnami zielony strzela w niebo glob\no słowa wyśnione których nie zna um!\n0 ręce wzniesione związane jak snop!\nten drgający miljardogłowy cham\nten wznoszący policzki w śmiechu tłum\nktóry ze swych płonących czarnych miast\noklaskuje snoba z ufryzowanym ogonem\nkłaniającego się d’annunzia w rjece\nnie może ujrzeć i nie chce módz\nże przed nim rozcięty niebem napoły\nJA\npłonę\n1 świecę\ni krzyczę\nkrwią\nz rozdartej szeroko\nze swej czerwonej głowy\ni płuc!\n\nSALOME\nGuillaume Apollinaire’a\nAby się uśmiechnęła raz jeszcze Jana głowa\nZapląsam wam przepięknie jak Serafiny ninie\nDlaczego powiedz matko nie rzekniesz ani słowa\nStojąc w książęcej sukni tak smutna przy Delfinie\nMe serce gdy słuchałam słów jego drżało drżało\nKiedym słuchając drżąca kmin wonnych traw deptała\nI haftowałam szarfę wpinając lilję białą\nKtóra na końcu laski Jana trzepotać miała\nDla kogóż mam więc dzisiaj haftować o Herodzie\nRozkwita jego lilja ponad Jordanu wybrzeże\nI wszystkie białe lilje uwiędły w mym ogrodzie\nOdkąd mi go zabrali twoi mocni żołnierze\nPójdźcie ze mną wy wszyscy w drzewne cienie słodkie\nNie płacz błaźnie królewski z twarzą gładką\nPląsajźe i weż tę głowę sobie za grzechotkę\nNie tykaj tego czoła już zimne jest moja matko"}, {"page_pdf": 10, "page_imprimee": "8", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.10", "texte": "0 panie najjaśniejszy zbierz swoje trabanty\nWydrążymy gdzieś jamę głowę zakopiemy\n1 zatańczymy później ronda a kuranty\nAż do godziny w której ja zgubię podwiązki\nKrólowa różaniec wązki\nKról tabaki odrobinkę\nKsiądz kanonik pelerynkę\n\nDYM\nGuillaume Apollinaire'a\nI kiedy wojny bieg skory\nTryska krwią przez wsze pory\nJa wchłaniam dymu kędziory\nNie dym! Prawie smak i kolory\n1 ku\nrzę\nty\ntoń\nmar\n“NE\nKwiaty jedwabne poprzez kłębów spoglądają chmury,\nLoki woni rozplecione płyną przez twe ręce drżące,\nLecz znam groty także, groty aromatem dziwnym tchnące\nGdzie w lazury pogrążony, nie znający dna ni góry,\nSłodszy niźli nocy cisza, nad dzień wznosząc się czystością\nPośród smug się w nich wyciągasz, jak bóg co znużył się miłością.\nPłomienie przez cię zaklęte,\nPadają ci do stóp.\nTe nonszalanckie kobiety\nKartki twoich prób.\n\nZAPAŁKI\nBruno Jasieńskiego.\nGłodomory, którzy wałęsacie się głodni i obdarci\nOd rana do wieczora, długo, jak dzień wielki.\nMiętosząc wątłych spodni kieszenie dziurawe,\nBogabyście sprzedali za półmisek żarcia,"}, {"page_pdf": 11, "page_imprimee": "9", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.11", "texte": "A żaden nie wie nawet,\nZe w dolnej kieszeni od kamizelki\nNosi całą Warszawę.\nGdyby się każdy nad tem zastanowił,\nNie byłoby warjatów i szpitali,\nWszyscyby chodzili obłąkani,\nMordowaliby się nawzajem i okradali\nI nosili w złotych futerałach,\nOd których tylko oczy załzawione bolą,\nOprawionych delikatnie w szkiełko,\nSześćdziesiąt Jeden łysych, wysuszonych potworków\nW maleńkim kieszonkowym pudełku\nOklejonym popielatą banderolą.\nJakiś elegancki pan z baczkami blond\nPyta się mnie, obserwując mnie bacznie z ukosa,\nDlaczego blednę strasznie i cofam się w kąt,\nKiedy ktoś poprostu zapala papierosa.\nPłomienie cytrynowe palących się świec!\nPomarańczowe ognie gorejących gmachów!\nPo nocach purpurowych, jak letnie zachody.\nOd których muszę ze snu zrywać się i biec\nI uciekać naoślep precz, zakrywszy głowę!\nZ prawej, i z lewej, i z tyłu, i wprost\nFajerwerkowe łuki strzelających dachów!\nNa czarnych cielskach rzek, płonące mosty!\nPompy wyrzucające z wodą I’Origan!\nGigantyczne, dymiące, oszalałe miasta!\nW zygzakach białych ogni ponsowe rakiety!\n1 domy, wywalające się z uwięzi ścian,\nJak świeże, z formy wykipiałe ciasto!!\n0 malutkie, nieżywe stworzonka\nZ bronzowemi i z żóltemi główkami,\nTe pomalowane i te białe.\nNieraz malcem, parząc sobie palce,\nZapalałem zapałkę po zapałce.\nDzisiaj muszę śpiewać waszą chwałę!\nRaz na łące w gorące południe\nZłowrogimi, długimi rzędami\nSpoczywały usmażone trupy,\nPozbawione zapachu padliny,\nZamiast twarzy mieli czarne skorupy,\nZamiast oczu mieli puste szczeliny.\n1 leżeli poważni i straszni,\nJak figurki wyciosane w drewnie,\nZasłuchani w mijający gwar dni,"}, {"page_pdf": 12, "page_imprimee": "10", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.12", "texte": "Jakby Bóg sam ich strąbił na rewję\nGrenadjerów archanielskiej gwardji.\nA u jednej nerwowej dziewczynki,\nKtórą rano zastali na łóżku\nZ nabrzmiałymi sinymi wargami\nI z oczyma szklistymi, jak u martwych tylko,\nZnaleziono podobno pudełko\nStrasznych, okaleczonych zapałek,\nKtórych łebki były pozdzierane szpilką*\n\nNA RZECE\nBruno Jasieńskiego\nna rzece rzec ce na cerze mrze\npluski na bluzki wizgi\nw dalekie lekkie dale że\nponiosło wiosłobryzgi\no trafy tarów żyrafy raf\nren cerę chore o ręce\nna stawie ta wie na pawie staw\no trące tren terence\nna fale fal len na leny lin\nnieczułem czołem czułem\nod doli dolin do Lido lin\nzaniosło wiosła mułem\n\nZAGADNIENIA WSPÓŁCZESNEJ ARCHI-\nTEKTURY Leona Chwistka\nLeona Chwistka\n\nI. UWAGI TEORETYCZNE.\nCała współczesna sztuka rozwija się pod hasłem formy. Jest to objaw zupełnie\nnaturalny w wieku, który pod względem ścisłości analizy przewyższa o głowę\nwieki übiegłe. Forma była i jest istotą wszelkiej sztuki. Ale dawniejsi twórcy\nposługiwali się formą do realizowania pewnych celów praktycznych, podstawia-\njąc je w miejsce tego, co osiągali naprawdę, i stąd zrodziły się różne teorje,\nktóre kazały sztuce służyć wypowiedzeniu ducha religijnego it. p. Teorje te\noddziałały nawet na niektórych współczesnych reformatorów np. Kandinskiego"}, {"page_pdf": 13, "page_imprimee": "11", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.13", "texte": "(mistyka kolorów), lub Ignacego Witkiewicza, który pojmując wprawdzie formę,\njako jedyną treść istotną dzieła sztuki, zdaje się nie mniej uważać sztukę za\nśrodek na objaktywizację wzruszeń metafizycznych, które mają rozwijać się,\nz poczucia jedności naszego ja w „tle zmięszanem“ innych jakości. Nie wcho-\ndząc w analizę tych teorji, zaznaczyć muszę, że teorja sztuki nie może zależeć od\nuczuć artysty, a temsamem widza, bez względu ną to, czy te uczucia są niez-\nmiernie wzniosłe (metafizyczne), czy też pospolite („życiowe\"). Jeśli godzimy się\nna to, że w sztuce chodzi o formę i tylko o formę, to nie pora nam zastanawiać\nsię nad metafizycznem znaczeniem tego pojęcia, ani też analizować łączące się z niem\nwzruszenia. Pojęcie to nie jest wprawdzie pozbawione wieloznaczności, ale może\nbyć, z zakresu każdej sztuki, sprecyzowane przy pomocy konkretnych przykła-\ndów. Jeśli chodzi o odróżnienie kolumny korynckiej od jońskiej, lub formy obrazu\nIngres a od obrazu Cezanne a, to chyba do tego nie potrzeba odwoływać się do\ntak zawiłych i ciernych zagadnień, jak jedność osobowości.\nOpierając się na tej uwadze, starałem się zawsze z moich rozważań o sztuce\nusuwać to wszystko, co z zagadnieniem formy nie łączy się bezpośrednio. Ró-\nwnocześnie jednak starałem się zawsze podkreślać te momenty, które stanowiąc\nistotną zaporę w poszukiwaniu nowych kształtów, muszą jako takie zaintereso-\nkażdego twórcę. Takim elementem w poezji jest sens zdania, w malarstwie stosu-\nnek kształtów do przedmiotów świata rzeczywistego. Lekceważenie tych ele-\nmentów prowadzić może do tego, że rozgoszczą się w dziele sztuki z tern\nwiększą siłą, spychając formę na plan drugi. Ten stan rzeczy sprawia w wielu\nwypadkach, że na obrazie spotykamy mniej lub więcej naturalistyczne kompo-\nzycje o charakterze egzotycznym, które nie dając wiele nowego pod względem\nformy, frapują jedynie swoją treścią. Podobnie wielu nowatorów poezji zastę-\npuje sądy prawdopodobne paradoksami w tem prżekonaniu, że w ten sposób\npokonują treść, w rezultacie zaś powstają z tego utwory różniące się od natura-\nlistycznych jedynie groteskowością i niezwykłością przedstawionych wydarzeń.\nLiczne przykłady tego zjawiska spotykamy w plastyce i literaturze ekspresjoni-\nstycznej. Przeciwnie, uświadomiona walka z elementami rzeczywistości i sensu\nnadaje zagadnieniu formy właściwe znaczenie, nie pozwalając mu zejść na bez-\ndroża abstrakcyjnej kombinatoryki barw i kształtów i prowadząc równocześnie\n(jako rezultat üboczny) do nowego pojmowania rzeczywistości.\nW architekturze zagadnienie formy przedstawia się w sposób o wiele mniej skom-\nplikowany ze względu na jej zasadniczą niezależność od elementów rzeczywisto-\nści. Ażeby sprawę postawić jasno, zestawmy następujący szereg przedmiotów:\nI. obraz olejny, 2. rzeźba, 3. katedra gotycka, 4. lokomotywa Pullmannowska lub\nautomobil Forda. Zwróćmy naprzód uwagę na elementy graniczne tego szeregu.\nZ jednej strony mamy przedmiot, złożony z płótna napiętego na prostokątnym\nblejtramie, na którem znajduje się nieregularna warstwa zeschłych farb olej-\nnych, oraz z ram wykończonych stosunkowo starannie, ale mniej więcej banal-\nnych, Z drugiej strony mamy przedmiot wykonany z niezmierną starannością , w ka-\nżdym szczególe i tworzący jednolitą, w sobie zamkniętą całość. Jest jasne, że jeśli\nrozpatrywać będziemy oba przedmioty z tego właśnie punktu widzenia, będzie-\nmy musieli uznać pierwszy za zupełnienie nie interesujący (co zgadza się w zupeł-\nności z obojętnością ludzi nie zajmujących się malarstwem), drugi natomiast\noglądać będziemy z zachwytem (zupełnie niezależnie od jego użyteczności) i wbrew\nrozpowszechnionym jeszcze przesądom będziemy musieli w wielu wypadkach\nuznać za dzieło sztuki. Jeśli natomiast poddamy obraz dłuższej kontemplacji\nz odpowiedniej odległości, narzucą nam się pewne zestawienia kształtów i barw,\nnic wspólnego nie mające ani z płótnem ani z olejem, które wywrą na nas wra- -\nżenie specyficzne i jako takie uznane być muszą za produkt dzieła sztuki.\nWidzimy, że w obu wypadkach mamy do czynienia z zasadniczo odmiennem\nodniesieniem się do przedmiotu. Chwila zastanowienia się wykaże, że rzeźby\ni dzieła architektury stanowią pod tym względem elementy przejściowe. .\nWydaje mi się, że powyższy szereg określa lepiej niż wszelkie dyskusje nad\n„istotą sztuki\" właściwy charakter architektury i jej stosunek do świata rzeczy-"}, {"page_pdf": 14, "page_imprimee": "12", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.14", "texte": "wistego. Równocześnie, jeśli zważymy, że powyższy szereg nie jest nieciągły,\nale uzupełniany być może elementami przejściowemi, będziemy mogli zrozumieć,\ndlaczego pogarda dla dzieł przemysłu w przeciwstawieniu do pomników archi-\ntektury nie jest tak uzasadnioną, jakby tego wielu estetyków pragnęło. Przesąd\nten propagowany swojego czasu przez Ruskina nie zdołał wywrzeć zasadniczego\nwpływu na uprzemysłowioną Anglję, natomiast znalazł niezwykle podatny grunt\nw zaniedbanej przemysłowo Polsce, nie pociągając jednak bynajmniej osobliwego\nrozwoju sztuki u nas.\nPraktyczny cel, do jakiego służą dzieła architektury i materjał, z którego mają\nbyć wykonane, stanowią jedyne ograniczenia formy budynku. W ostatnich cza-\nsach wprowadzenie żelazo-betonu zredukowało trudności wykonania kształtu do\nminimum. Kwestja użyteczności pozostała w dalszym ciągu aktualną, ale trzeba\nto odrazu stwierdzić nie może odgrywać roli zasadniczej z tego prostego po-\nwodu, że postulaty praktyczne nigdy nie mogą wyznaczać w zupełności kształtu\nbudynków. Przeciwnie, jest łatwo sprawdzić, że przy tych samych danych pra-\nktycznych, można osiągnąć, kształty zasadniczo odmienne. Stąd to bierze się\npozorna dowolność, którą każda epoka stara się usunąć przez szereg reguł teo-\nretycznych, objętych nazwą stylu.\nReguły te wchodzą z czasem w krew architektów, prowadząc do błędnego\nmniemania jakoby posiadały charakter bezwzględny. W tym punkcie występuje\nuderzająca analogja architektury z muzyką. Jeśli zechcemy reguły te odrzucić,\nstaniemy natychmiast przed teoretyczną pustką, którą wypełnić może jedynie bez-\npośrednie narzucenie się takiego a nie innego kształtu.\nW ten sposób występuje na jaw pozorny paradoks polegający na tem, że utwory\nbudowane dla celów praktycznych nastręczają pod względem formy mniej\nograniczeń niż obrazy lub rzeźby, których cel jest wyłącznie artystyczny.\nW rzeczywistości w obu wypadkach pole twórczości jest nieograniczone, tylko na\nczem innem polega trudność, którą należy pokonać. Malarz lub rzeźbiarz musi\npokonać opór rzeczywistości przez wysiłek równający się rzuceniu podstaw pod\nnową rzeczywistość, architekt musi pokonać bezwład nieokreśloności przez na-\nrzucenie takiego właśnie, a nie innego kształtu. Jest niewątpliwe, że zasadnniczą\ndrogą do tego aktu jest nie co innego, jak właśnie uświadomienie sobie jas-\nno celu, do jakiego budynek ma służyć i dążenie do osiągnięcia go jak naj-\nprostszymi środkami. Stądto trudno się dziwić architektom, że nieraz więcej mó-\nwią o przekrojach poziomych niż o fasadach. W rzeczywistości oba te czyn-\nniki łejczą się w nierozerwalną całość i tylko równomierne ich uwzględnienie\npozwala stworzyć pełny organizm, za jaki można uważać doskonałe dzieło archi-\ntektury.\nZ powyższych uwag wynika, że jeśli mamy mówić o nowej architekturze, mu-\nsimy przedewszystkiem zająć się temi zagadnieniami praktycznemi, które są\naktualne. Sprawie tej poświęcimy paragraf następny.\n11. ZAGADNIENIA PRAKTYCZNE.\nDążenie do zerwania ciężaru gniotącego współczesną architekturę jest widoczne\nw literaturze tego przedmiotu. Dzięki naturalnemu instynktowi zaczyna ono od\nkrytyki pojęcia użyteczności, nie sięga jednak dotychczas do jądra rzeczy. Nie da się\nzaprzeczyć, że krytyka taka jest niezmiernie ważna, gdyż tylko wtedy, jeśli\nsię okaże, że reforma architektury jest wynikiem koniecznej potrzeby, można\nliczyć na jej zrealizowanie. Jest pewne, że warunki życia uległy w ostatnich cza-\nsach zasadniczej zmianie, i że one właśnie, a nie co innego, zadecydują o po-\nwstaniu nowej architektury. Chodzi mi o trzy zasadnicze sprawy: 1° centralizacja\nadministracji domowej, 2° higjena z jej postulatem: maximum świeżego powie-\ntrza i słońca, 3° walka z koszarowością, jako czynnikiem deprymującym,\nad I. Dawna mieszczańska kamienica, zarówno jak domek z ogrodem stają;; się\nprzeżytkami z tego powodu, że administracja ich jest już dziś zbyt kosztowna."}, {"page_pdf": 15, "page_imprimee": "13", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.15", "texte": "Coraz jaśniej występuje potrzeba skupienia wielkich ilości ludzi na stosunkowo\nmałych przestrzeniach celem scentralizowania administracji. Według pojęć panu-\njących jeszcze u nas postulat ten może wydawać się powrotem do barbarzyń-\nstwa. 1 rzeba pomiętać, że mamy tu do czynienia z przesądem. Tęsknota za\nnaturą zrozumiała u ludzi mieszkających w Londynie lub Manchestrze, musi u nas\nuważana być za przesadę. Zwłaszcza, jeśli uciekamy na wieś przed „kulturą\"\nnaszych miast.\nad 2. Postulat higjeny jest ściśle związany z potrzebą budowania olbrzymich gma-\nchów w rodzaju amerykańskich drapaczy nieba. Trudno uważać za higjeniczne np.\nwille zakopiańskie z ich brudem, prymitywnemi urządzeniami i t. d. Urządzenia\nhigjeniczne w całem tego słowa znaczeniu nie są luksusem tylko w wielkich\nhotelach.\nProblemat powyższy jest obecnie w wysokim stopniu aktualny we Francji, gdzie,\njak wiadomo, chodzi o odbudowanie departamentów północnych. Znalazł on ar-\nchitektów tamtejszych nieprzygotywanymi i stąd to powstała tam wielka debata\nnad tern, co należy budować, jak to wynika z artykułów p. La Corbusier-Saugnier\np. t. „Trois rappels a M. M. les architectes\" (L esprit nouveau N° 1, 2, 4).\nW artykułach tych znajdujemy opis projektu p. Augusta Perret, zatytułowanego:\n„Miasta wieże\". Projekt ten rozwiązuje w zasadzie zagadnienie objęte dwoma\nwymienionemi punktami. Reforma polega na usunięciu przeładowania poziomu przez\nwyzyskanie linji pionowej. Miasto składa się z olbrzymich graniastosłupów 60-pię-\ntrowych, z których każdy może pomieścić około 10 tysięcy osób. Pomiędzy\ntymi gmachami znajdują się obszerne place-ogrody z urządzeniami przeznaczo-\nnemi dla sportu it. p. Na dachach umieszczone są kawiarnie, restauracje i t. p.\nŻycie podziemne, które zdawało się zmorą przyszłości (por. Wells: „The Time\nmachinę) staje się w nowem mieście nieaktualne przęz podniesienie właściwego\npoziomu miasta na kilka pięter ponad teren. Piętra znajdujące się pod tym po-\nziomem zawierają rury wodociągowe, kanały, metro i t. d. Nie wchodzę w dal-\nsze szczegóły. Jest jasne, że jeśli chodzi o łatwość administracji i czyste powie-\ntrze, miasta-wieże Perreta dają maximum tego, co obecnie może być osiągnięte,\nad 3. Inaczej się jednak przedstawi się sprawa, jeśli zwrócimy się do 3-go z wy-\nmienionych punktów, a mianowicie do problemu usunięcia koszarowości. Jeśli\nchodzi o higjenę, element ten jest zasadniczym. Każdy kto chodził do szkoły,\nzdaje sobie sprawę, jak bardzo szkodłiwem dla systemu nerwowego jest jedno-\nstajne, aż do bezmyślności otoczenie, jakiego dostarcza dzisiejszy budynek szkolny.\nWstręt wielu uczniów do szkoły da się wytłumaczyć tym właśnie faktem.\nOtóż zadawanie sobie stale przymusu przebywania w nieznośnem otoczeniu jest\nniewątpliwie równoznaczne z osłabianiem systemu nerwowego. Przeciwnie oto-\nczenie pełne niespodzianek, zakamarków, schodków i t. p., jakiego dostarcza\nwiele starych budynków, działa podniecająco i wypełnić może samym faktem\nswego istnienia niejedną beznadziejnie pustą chwilę. Z tego powodu sądzę, że\nbudownictwo przyszłości nie może przeprowadzić konsekwentnie linji wytkniętej\nprzez p. Perret a. Przeciwnie, nie rezygnując ze zdobyczy już uzyskanych przez\nnowożytne budownictwo, musi wyrwać starym gmachom tajemnicę rozmaitości\ni niespodzianki i przystosować ją do nowych rysunków.\nW tym punkcie znajduje się jądro zagadnienia i zarazem jego trudność. Jest\njasne, że zachowując ogólną linję drapacza nieba, nie możemy myśleć poważnie\no średniowiecznych zakamarkach i przybudówkach, ani też o pokrywaniu ścian\nsiatką kamiennych koronek. Cóż więc powstaje do zrobienia?\nPewną wskazówkę znaleźć możemy w przemyśleniu problemu słońca do osta-\ntecznej konsekwencji. Niewątpliwie w mieście Perret’a będzie więcej słońca niż\nw naszych po średniowieczu odziedziczonych miastach, ale czy będzie to pra-\nwdziwe maximum? Oczywiście nie, z tego prostego powodu, że ściany domów\nPerreta są pionowe i dlatego dają mniej słońca niż ściany położone skośnie\npokryte oknami o powierzchni zakrzywionej. Ale dlaczego właściwie okna mają\nbyć pionowe? dlaczego linje werand mają być proste? Czy zachowanie linji pro-\nstej w dzisiejszych budynkach żelazo-betonowych nie jest przypadkiem automa-"}, {"page_pdf": 16, "page_imprimee": "14", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.16", "texte": "tycztiem powtarzaniem kształtów, które podyktowane zostały swojego czasu prostą\nkoniecznością posługiwania się kamieniem lub cegłą? Pytanie to wydaje się de-\ncydujące. Pociąga ono za sobą cały szereg pytań szczegółowych, odnoszących\nsię do kształtu pokoi zwłaszcza salonów, buduarów it. p., do urządzenia we-\nwnętrzngo i t. d. Wszystko to prowadzi po chwili zastanowienia do wniosku, że\njeśli nie chcemy identyfikować wygody z tem, do czego przywykliśmy, a raczej\nżądni jesteśmy odmiany, niespodzianki i rozmaitości, musimy zerwać zasadniczo\nz linją prostą W architekturze.\nWniosek ten jest wszystkiem, co z ogólnych rozważań o użyteczności budynków\nwyprowadzić można. Reszta należy do właściwego zagadnienia konstrukcji.\n111. ZAGADNIENIE KONSTRUKCJI\nNie chcąc poprzestawać na ogólnikach, pragnę przedstawić tutaj konkretny pro-\njekt wielkiego hotelu, jaki możnaby postawić np. w Zakopanem. Chodzi o no-\nwożytny gmach z wielkiemi werandami do słonecznych kąpieli, z salą balową,\nrestauracją, kawiarnią i t. d. jest jasne, że styl zakopiański, który stworzony\nzostał na gruncie prymitywnym i jako taki posiada zakres ograniczony, musi\nchybić celu jeśli chodzi o gmachy monumentalne. Sądzę, że do rozwiązania pro-\nblemu takich gmachów nadaje się osobliwie nowy, krzywolinijny styl, o którym\ntu pragnę mówić. Trzeba tylko zerwać z przesądami takiemi jak: prawo syme-\ntrji, równoległości i t. p. Właśnie w Tatrach, gdzie szczyty gór są żywym przy-\nkładem monumentalności i niezgłębionej powagi kształtów asymetrycznych i roz-\nwichrzonych— nie trudno jest na zdobycie się na taki giest. Dziwić się raczej\nwypada, że ludzie nie zauważyli rażącego dyssonansu, jakim są w stosunku do\ngór prostopadłościany i graniastosłupy dzisiejszej architektury. Z tym stanem rze-\nczy należy zerwać stanowczo. Oczywiście, to, co ma powstać, musi być głęboko\nprzemyślane i przedyskutowane. Nie mam pretensji, ażeby mój projekt uważany\nbył za ostateczne słowo w tej sprawie. Przedstawiam go tylko jako punkt wyj-\nścia dyskusji.\nPunktem wyjścia konstrukcji jest wielka wewnętrzna hala, wysoka na 5 pięter,\notoczona półkolistym płaszczem pokoi z oszklonemi werandami, zwężającym się\nku górze. Zasada ta musi być przeprowadzona na zewnątrz w ten sposób, żeby\nbudynek tworzył zwartą,’jednolitą bryłę oplecioną z linji krzywych, rzuconych\njednym rozmachem od fundamentów w górę, jakgdyby siłą wodotrysku. Linje\nte schodzą się w 3-ch punktach stanowiących 3 cyple zasadnicze. Od południa\ntrzon budynku przedstawia się jako równoboczny trójkąt sferyczny zbudowany\nz łuków żelaznych połączonych szkłem. Ponad zachodnią jego stroną wznosi się\ncypel centralny, przedstawiający równoramienny trójkąt sferyczny zbliżony do\nprzepołowionej ćwiartki pomarańczy, którego część wypukła zwrócona jest ku\nzachodowi. Wszystko razem obejmuje werandy należące do mieszkań prywa-\ntnych. Główna fasada gmachu zwrócona jest ku północy. W połowie wysokości\npodzielona jest na 2 części. W tym punkcie dokoła olbrzymich okien, oświetla-\njących z góry halę wewnętrzną, zbiegają się od góry 3 łuki cyplów zasadniczych,\nod dołu wierzchołki werand frontowych, obejmujących kawiarnie i restauracje.\nOd strony wschodniej zarysowuje się wypukła linja werand i punkt zbiegu łuków,\nstanowiących ich szkielet (cypel wschodni). Od zachodu występuje podwójna\nbaszta, oparta na 2 półkulach zwróconych wybrzuszeniem w dół, cypel zachodni,\nniższy o piętro od wschodniego. Jest to zakończenie dodatkowych werand, two-\nrzących płaszcz o kształcie wygiętego stożka ściętego. Ta strona posiada w sto-\nsunku do reszty cechy minjatury i stanowi element wypoczynku.\nW środku, ponad oknami hali występuje cypel główny, przypominając poniekąd\nszczyt Krywania, widziany z Zawratu. Werandy dolne różnią się wysokością.\nWyższa, cofnięta w tył, obejmuje olbrzymie loggie (3 piętro) i wielką salę ka-\nwiarnianą. Loggie mają kształt parabol o nierównych wysokościach, przecinają-\ncych się niemal na poziomie galerji. Ozdoby w tej części są wykluczone. We-"}, {"page_pdf": 17, "page_imprimee": "15", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.17", "texte": "ILUSTRACJA DO „ZAGADNIEŃ WSPÓŁCZESNEJ ARCHITEKTURY\"\nLEONA CHWISTKA (CZĘŚĆ 111. ZAGADNIENIE KONSTRUKCJI)"}, {"page_pdf": 18, "page_imprimee": "16", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.18", "texte": "randa niższa jest balsą 2-piętrową, pokrytą kopulą szklanną w kształcie sferycz-\nnego trójkąta. Kopula ta stanowi jeden wielki witraż, którego barwy powinny\nbyć bardzo żywe. W głębi werandy znajdują się loggie, znacznie mniejsze i licz-\nniejsze niż na werandzie wyższej. Nad loggiami: cała ściana pokryta trójkątnym\nreliefem, przedstawiającym wspinanie się w górę form ludzkich. W środku ściany\nwejście centralne. Weranda w całości przeznaczona jest na salę restauracyjną.\nW średnich kondygnacjach, gdzie dolne werandy wcinają się w strop gmachu,\njakby krynolina w pas kobiety* widoczna jest przez wymienione wyżej -okna\n(tworzące razem nieregularny trójkąt sferyczny) górna część halsi głównej, która\njest rozwinięciem dzisiejszej klatki schodowej w salę zabawowrą z lożami. Poza\nwschodnią częścią dolnej werandy, w wygięciu utworzonem przez luki werand\nwschodnich, widoczne jest wielkie soczewkowate okno górne centralnego halsu,\nbiur, bibljoteki i t. p.\nZ opisu powyższego wynika, że wnętrze oparte jest na zasadzie prymatu übi-\nkacji wspólnych. Przekrój poziomy przedstawia półkole, którego jądro zajmuje\nhalla główna. Wzdłuż łuku umieszczne są równolegle: werandy, pokoje, kuryta-\nrze komunikacyjne i galerje hals. Do średnicy dołączone są z zewnątrz 2 małe\npółkola, obejmujące werandę wyższą (kawiarnia) i niższą (restauracja).\nPowyższy opis ma oczywiście charakter ogólnikowy. Ostateczna dyskusja będzie\nmogła się toczyć jedynie na gruncie szczegółowych planów, które wkrótce po-\nwinny zostać wykonane. Natomiast już obecnie można stwierdzić, że projekt\npowyższy nie przedstawia się jako fantazja literacka, ale pomyślany jest realnie\nna podstawie rzeczywistych potrzeb dzisiejszego budownictwa. Nadto widzimy,\nże wprowadzenie zasadniczo nowych form budynku okazuje się płodnem nie-\ntylko ze względów artystycznych, ale posiada również wielką praktyczną donio-\nsłość. Wykonanie w żelazo-betonie nie przedstawia zasadniczych trudności. Ko-\nszty nie powinny przekroczyć znacznie ceny 7-piętrowej kamienicy.\nJest jesna, że opisany budynek zbudowany jest w stylu nowym, który można\nuważać za dalszą ewolucję drapaczy nieba. Takie właśnie, a nie inne źródło\nnowego stylu wydaje mi się zupełnie naturalnem. Sięganie do motywów ludo-\nwych nie wystarczy żadną miarą do zaspokojenia potrzeb współczesnych. Sprawę\nstylu narodowego uważam w wieku XX za jeszcze mniej aktualną niż w śred-\nniowieczu, kiedy styl gotycki zrodzony, jak wiadomo, w północnej Francji dzięki\ngenjuszowi Francuzów, stał się odrazu własnością całej Europy i znalazł w sobie\ndość siły do oryginalnego wyrażenia myśli konstrukcyjnej wszystkich narodów.\nŚwiadome dążenie do przeciwstawienia kulturze europejskiej naszej własnej,\noryginalnej kultury,—zamiast o wiele zaszczytniejszego przyłączenia się do ogól-\nnego wysiłku i wybicia się w nim na niepośledni plan,—jest dowodem pewnego\nrodzaju braku ambicji. Zastrzegam się przeciw zarzutowi, jakobym chciał a conto\nniezupełnie może dojrzałych pomysłów prawić komukolwiek morały. Chodzi mi\ntylko o to, żeby nie potępiono mnie a limine w imię nienarodowego modernizmu.\nChodzi mi o to, żeby w Polsce powstał nowy styl.\n\nOBŁOK W SPODNIACH\nWładimira Maja-\nkowskiego\n\nI.\nmyślicie to. bredzi malarja?\nto było\nbyło w Odesie.\nprzyjdę o czwartej powiedziała Marja."}, {"page_pdf": 19, "page_imprimee": "17", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.19", "texte": "ośm.\ndziewięć.\ndziesięć.\noto i wieczór ku nocnym mgłom\nodszedł od okien grudniowy zajadły,\nw zgrzybiałe plecy śmieją się i rżą\nkandelabry.\nwidząc mnie teraz byście się zdziwili:\nżylasty ogrom jęczy i się biesi,\nczego się może chcieć takiej bryle?\na bryle wie lu rzeczy chce się.\nna nic się przecież nie zdało\ni to że bronzowy\ni to że serce jest chłodną żelazną sztabą,\nnocą dzwonienie swe takby się chciało\nschować w kobiece w miękkie słabe.\ni 010 olbrzymi garbię się w oknie\npławię czołem szkło które pęka.\nbędzie miłość tak czy nie?\njaka\nwielka czy maleńka?\nzkądżeby wielka u takiego cielska,\nchyba malutkie\nkochanie dzieweczki,\nwzdryga się słysząc aut pobudkę\ni lubi saneczek dzwoneczki.\nznów i znów z twarzą przy deszczowej\ntwarzy ospą zoranej\nczekam\ngrzmotem kosmicznego przypływu opryskany.\npółnoc szarpnąwszy w nóż zbrojną ręką\nzarżnęła go dogaała.\npadła dwunasta godzina z jękiem\njak głowa skazańca z ciała.\n*\nw szkła kropelki szare tłukąc jak siekiery\nzolbrzymiały w grymas łkań\njakgdyby wyły chimery\nparyskiej Notre-Dame."}, {"page_pdf": 20, "page_imprimee": "18", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.20", "texte": "przeklęta.\nbodaj łbem bić o ścianę.\nzaraz się usta rozedrą tęsknotą.\nsłyszę\ncicho\njak chory z tapczanu\nzeskoczył nerw.\ni oto.\nprzeszedł się wpierw\nledwo ledwo\nbez siły.\npotem zaczął biedź we wsze strony\non\ni doń się jeszcze dwa przyłączyły\nmiota się jak ptak wystraszony.\nosypała się sztukatura\npodemną tuż\nna dolnem piętrze.\nnerwy wielkie maleńkie\nbez przerwy po deskach podłogi\ngalopują oszalałe coraz prędsze\n• • •\ni juz\nuginają się pod nerwami nogi.\na noc po pokoju ściele się i ściele się błotem\nz mułu oka ociężałego nie wyciągnie ręka.\nnagle\ndrzwi zazgrzytały\njakgdyby hotel\nze strachu zębami szczękał.\n/V\nweszłaś ty\nszorstka\nmęcząc rękawiczek zamsz,\nrzekłaś\nwie Pan?\nwychodzę zamąż.\ncóż wychodź,\nnic to\nwytrzymam\nwidzisz słucham bez krzyku."}, {"page_pdf": 21, "page_imprimee": "19", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.21", "texte": "widzisz\njakem spokojny,\njak puls\nnieboszczyka.\nmówiłaś Jack London\nmiłość namiętność złota garść\na jam tylko widział\nżeś ty Giocondą\nktórą trzeba skraść.\ni ukradli.\nznów zakochany rzucę się w igrzyska\nogniem żarząc brwi wstęgi.\ncóż?\ntoć i na pogorzelisku\nmieszkają niekiedy bezdomne włóczęgi,\ndrażnisz?\n„mniej niżli groszy ma żebrak co ostatnie przejadł\nmasz pan szmaragdów szaleństwa\nzgubiłeś skarb naszych snów już“.\npamiętaj!\n9\nzginęła Pompeja\nkiedy rozdrażniono Weziiwjusz.\nej!\npanowie!\namatorzy\nświętokradztw\nzbrodni\nwojny\na najstraszniejszeście widzieli\ntwarz moją\nkiedym\nzupełnie spokojny?\ni czuję\n»ja“\nto dla mnie zbyt mało\ncoś wyrywa się z uporem ze mnie samo\nhallo!\nkto mówi!\nmama?\nmamo!"}, {"page_pdf": 22, "page_imprimee": "20", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.22", "texte": "twój syn chory przepięknie ostro\nmamo!\nchory na pożar serca\nspójrz jak bucha wysoko\npowiedz Ludzie i Oli siostrom\nże niema już podziać się dokąd.\nkażde słowo\nnawet żart najlżejsza nutka\nktórą wyrzygnąć obgorzałe wargi mogą\nwyrzuca się jak naga prostytutka\nz publicznego domu objętego pożogą.\nludzie wąchają\npachnie spalenizną.\nnajechali całą zgrają.\nbłyszczy kasków złoto.\nnie można buciskami. •\npowiedźcie strażakom.\nna gorejące serce gramolą się z pieszczotą,\nja sam.\nbeczkami wytoczę załzawione oczy.\ndajcie się o żebra oprzeć,\nwyskoczę wyskoczę wyskoczę wyskoczę,\nrunęły.\nz serca nie wyskoczysz.\nna twarzy obgorzałej przez popękane warg progi\nzwęglony całusek rwie się do góry\nmamo!\nśpiewać nie mogę.\nw kościółku serca zajęły się chóry.\npoparzonych figurek słów i liczb świta\nz czaszki jak dzieci z domu co płonie\ntak strach kazał się za niebo chwytać\nLuzytanji gorejącym dłoniom.\nku trzęsącym się ludziom rwąc mieszkań ciszę\nstuoka łuna zrywa się z przystani bijer\nkrzyku ostatni\nniech chociaż twój głos usłyszę\no tern że płonę stuleciom wyjęcz.\n\nPrzekład Anatola Sterna"}, {"page_pdf": 23, "page_imprimee": "21", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.23", "texte": "BATERJA\nJeana Cocteau\n\nSłońce, czczę ciebie jako ludzie dzicy\n0 płaskim brzuchu w morskiej okolicy.\nSłońce, malujesz twe jasne kolory\nTwe kosze pełne owoców, potwory,\nBrudnem, chropawem, uczyń moje ciało\nSpraw by nieszczęście ze mnie uleciało.\nMurzyn, któremu rząd kłów świeci zdrowy\nZewnątrz jest czarny a wewnątrz różowy.\nJa jestem wewnątrz czarny na odmianę\nZewnątrz różowy, uczyńże przemianę.\nOdmień mi barwę, woni aromaty\nJako zmieniłeś hyjacyntu kwiaty.\nDrzewo w południe przepojone nocą\nZwiększa ją zmierzchem własną swoją mocą\nSpraw by się wzmogły złych mych snów zasiewy\nSłońce, ty boa Adama i Ewy.\nPrzysposób zasię do tych niespodzianek\nOd których zginął mój przyjaciel Janek.\nLoterjo szykuj i przygotuj losy\nTwe wazy, kule, ostrych noźów ciosy\nCo najlepszego zostaw nam na boku\nByśmy uniknęli smutnego widoku\nBaraku w Goulue, ujeżdżania szczycie\nW lustrach, arpedźjach, w skrach i w aksamicie,\nZduś me nieszczęście i bij z całej mocy\nTy szarlatanie w złocistej karocy.\nJak mi gorąco! to południe przecie\n1 nie wiem dobrze, co mój język plecie.\nJuż się cień przy mnie nie rozściela więcej\nSłońce, ty dziki zwierzyńcu miesięcy.\nSłońce, Buffalo Bill i cyrk Barnumu\nTy oszałamiasz silniej od opiumu.\nTy jesteś klownem i toreadorem\nŚwiecisz łańcuszka złocistym wisiorem."}, {"page_pdf": 24, "page_imprimee": "22", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.24", "texte": "Jesteś murzynem, co boksuje z mocą\nZiemi równiki, zrównania dnia z nocą.\nSłońce, nad wszystko wolę cię na świecie\nTwe silne pięści na mym nagim grzbiecie.\nWszak oto ciebie nad wszechświat przenoszę\nSłońce, co piekieł wyrażasz rozkosze.\n\nPrzekład Kazimierza Bukowskiego\n\nWYSPY\nJeana Cocteau\nPrzekład Kazimierza Bukowskiego\nNa Palma Majorki\nWszyscy są szczęśliwi\nJe się na ulicy\nSorbety z cytryną\nDorożki piękniejsze\nNiźli wiolonczele\nCzekacie w przystani\nBy pójść do hotelu\nO mówcie mi jeszcze\nO Palma cTßaleares\nZnam jedyną wyspę\nW środku rzeki Marny\nMała jest i z blachy\nJak strzelnica z targu\nSerce ma jak jajo\nCo tańczy na wodzie\nPanie fotografie\nPtaszek ulatuje\nA małżeństwo wsiada\nZostaję samotny\nMarkizo Karlino\nTwe imię na karcie\nWyryj moje w drzewie\nW pobliżu huśtawki\nEkspresy parowce\nKołysząca podróż\nSą to wywiadowcy\nZbytkowne pociągi"}, {"page_pdf": 25, "page_imprimee": "23", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.25", "texte": "PODSTAWY PSYCHOLOGICZNE MA-\nLARSTWA WSPÓŁCZESNEGO\nHenryka\nTastevin’a\nEwolucja malarstwa od naturalizmu Courbet’a do dekoracyjności Matisse’a, do Pi-\ncassa i kubistów jest nader pouczająca. Naturaliści chcieli oddać naturę samą w so-\nbie, taką jaką jest naprawdę. Razem z Flaubertem mogliby powiedzieć „Thom-\nme n est rien, l’oeuvre est tout“, ale im bardziej zbliżali się oni do natury, tem\nwyraźniej występował subjektywizm naszego odczuwania, tem bardziej natura odda-\nlała się od riaturalistów. Impresjonizm sprowadzał wyobrażanie przyrody do wra-\nżenia barwy (impression coloree): linje, kształty, cienie wszystko znikało w ara-\nbeskach siedmiokolorowych. Stosownie do swego celu impresjonizm wypracował\ntechnikę analityczną, opartą na rozkładzie tonów. Zdawało się już, że znalazł w tem\nklucz od tajemnicy, ale im pełniej i dokładniej udawało mu się imitować wra-\nżenie, tem bardziej zatracało malarstwo poczucie rzeczywistości i dawało wraże-\nnia złudne lub iluzoryczne. Przedewśzystkiem impresjonizm przekonał się o nie-\nmożności odtworzenia wrażenia światła. Niemożność ta jest natury czysto techni-\ncznej: kolory zmieszane na palecie dają szarzyznę, a nie barwę białą, jaka powsta-\nje przy połączeniu kolorów spektralnych. Kubiści przeciwstawiając się impresjonis-\ntom starają się oddać wrażenie światła za pomocą kształtów linji: chcą zniszczyć\nprzestarzałą sztuczkę światłocienia. Jaknajprostsze formy, mogą nam dać, powia-\ndają oni, wrażenie światła, wrażenie ciemności zaś powstaje dzięki skomplikowa-\nniu konstrukcji. Ale przedewszystkiem, czem jest Kubizm? Sama nazwa kubistów\njest dziełem czystego przypadku i kubiści odżegnują się od niej, obwiniając Ma-\ntisse’a o to, że ją im narzucił. Za poprzednika swego kubiści uważają Cezan-\nne’a, który pierwszy wskazał, iż wyobrażenia wszystkich przedmiotów natury da-\ndzą się sprowadzić do kształtów walca, kuli, lub stożka. Ciekawą jest jednak rze-\nczą, że teorję kubizmu wypowiedział swego czasu, wówczas gdy o kubiźmie w ma-\nlarstwie nie mogło być mowy, sam Rodin. Kamil Mauclair przytacza następu-\njące słowa Rodin’a, w których określa on wszystkie zasady kubizmu, być może\nnawet z większą przejrzystością niż czynią to niektórzy współcześni kubiści.\n„Michał Anioł zrozumiał—powiada Rodin—że z ciała ludzkiego da się stworzyć\narchitektura, aby zaś określić harmonijną objętość grupy lub postaci należy ją\nwpisać w sześcian (kub), ostrosłup lub stożek. Dlaczego zapytuje Rodin—nie\nwzruszają nas malarze współcześni, natomiast zachwycają starzy mistrze holen-\nderscy? i odpowiada: dlatego że niema w nich głębi, pojemności, nauki o odle-\ngłościach. Natomiast gdy weźniemy obraz Pitera de Hoocha, lub Van der-Meera\nmożemy je nazwać malarstwem sześciennem, kubicznem. Daje ono wrażenie pełni,\natmosfery, objętości przedmiotów wśród pojemności powietrza, ogarniającego je.“\nA dalej Rodin dodaje: „A zatem twierdzę, iż zasada sześcienności (kubiczności)\na nie zasada widzialności panuje nad wszystkiemi przedmiotami.\"\nTo znaczy, że Rodin twierdzi, iż nieskończona różnokształtność form natury\nda się sprowadzić do niewielkiej ilości form twórczych. Jeżeli impresjonizm\nkompletnie zatracał formy, rozkładając świat cały na mil jony barwnych plam, to\nkubizm wziął sobie za zadanie wyrazić wszystko za pomocą niewielkiej ilości\napriorystycznych kształtów, podporządkowując barwę formie.\nW tym dążeniu metoda kubizmu zbiega się z metodą krytycyzmu, poszukującego\napriorystycznych elementów poznania.\nZ tego wynika, iż rozwój malarstwa od naturalizmu do kubizmu staje się stopnio-\nwą dematerjalizacją: impresjonizm już zachwiał był poczucie realności świata ma-\n*) Ogłoszenie gdzieindziej artykułu tego, pisanego przed kilku laty, w dniu dzisiejszym byłoby dobi-\njaniem się do otwartych drzwi. Sądzimy jednak, ze u nas poruszane w nim kwestje, stanowiące chleb\npowszedni (i dawno strawiony!) dla Zachodu, mogą dać dużo ciekawego materjału do dyskusji dla pp. arty-\nstów. (przyp. red.)"}, {"page_pdf": 26, "page_imprimee": "24", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.26", "texte": "terjalnego, rozpylając wszystko na miljony barwnych punktów, lecz strzaskał się\n0 dogmatykę barw dopełniających; kubizm przekroczył tę ostatnią przegrodę\nzmysłów i zmienił przyrodę w dziwaczne połączenie apriorystycznych kształtów,\npoddanych zasadom geometrji. Mimo to jednak kubizm uważa siebie za pogłę-\nbienie realizmu, kreśląc sobie to samo hasło, którego się trzymał Courbet: rien\nque le vrai. W poszukiwaniu tej prawdy malarstwo zakreśliło wielki łuk i tracąc\npoczucie realności zmieniło cały nasz świat doświadczalny, napełniony nieskoń-\nczonem mnóstwem barwnych oświetleń, w jakąś ponurą abstrakcyjną algebrę\nkształtów.\nPrzypatrzmy się naprzykład kobiecemu portretowi Picassa, znanemu pod nazwą\n„Pani z wachlarzem\". Wszystkie obrazy Picassa noszą wybitne piętno mocnej\nindywidualności autora. W każdym jego obrazie czujemy olbrzymi talent, który po-\ntrafił z kubizmu stworzyć odbicie swojego „ja\". Ale jasne jest, że chodzi tu\nn\\h o kubizm, ale o osobisty genjusz Picassa. Kubizm jego streszcza się w archi-\ntektonicznej budowie, w zasadzie asymetrji, rozbijającej na części cały obraz\n1 wreszcie w podporządkowaniu barw płaszczyznom, w systematycznem unikaniu\npewnych farb (np. w obrazie „Pani z wachlarzem\" niema innych barw prócz\nszarej i zielonej). Jednak wszystkie te zasady dla Picassa stanowią jedynie\ntworzywo, ułatwiające mu wypowiedzenie się osobiste; metody jego nie stają się\nsamowystarczającemi, nie przykrywają osobowości malarza, jak to się zdarza\nu innych kubistów. Tu też się kryje ów nowy dogmatyzm, o który kubizm roz-\ntrzaska się jak impresjonizm o teorję barw dopełniających. A mianowicie, że\nopierając się tylko na zasadach powyżej wymienionych, można stworzyć obrazy kubi-\nstyczne, nie mając ani wybitnej indywidualności, ani nawet dostatecznej techniki.*)\nTym sposobem, jeżeli w naturalistycznym impresjonizmie malarz stawał się tylko\nokiem odbijającem gotowy świat w przypadkowej jego widzialności, to dla ku-\nbizmu twórczość artysty staje się przetworzeniem świata według apriorystycznych\nschematów rozumu.\nIstotne przezwyciężenie naturalizmu zawiera w sobie inny kierunek. Przedsta-\nwicielami jego są Gauguin i Van-Gogh. Jeszcze Cezanne przekonał się, że światło\nsłoneczne nie da się oddać zapomocą środków rzeczywistych. „Et alors j’ai de-\ncouvert que le soleil est une chose qu’on ne peut pas reproduire, mais qu’on\npeut representer.\"\nGauguin pojął, iż, aczkolwiek słońce nie da się odtworzyć na płótnie w całym\nswoim blasku, to jednak warunkowe oddanie wrażenia światła jest rzeczą możliwą.\nTym sposobem indywidualność poety, przygnieciona doktrynami zarówno kubistów\njak impresjonistów, znowu znalazła ujście, bowiem wrażenie swoje własne artysta\nnosi w sobie i nic nie jest w stanie przeszkodzić przelaniu tego wrażenia\nw dzieło sztuki. Gauguin potrafił znaleść gorący wyraz dla oddania wrażenia\nsłońca, a my czujemy, iż w duszy tego malarza śpiewa jego własne słońce.\nPrawie na wszystkich obrazach Gauguin’a widzimy słoneczny dzień, prawie\nwszystkie stworzył on wśród tropikalnej przyrody, zalanej oślepiającem światłem.\nJakże mocno i wyraziście zdołał odtworzyć artysta ową słoneczność samem ze-\nstawieniem czystych farb!\nTakiź wyraz malarski osiąga również przyjaciel Gauguin a Van-Gogh. Zaczął\non pod wpływem tradycji impresjonistycznych i pod wpływem Zoli, lecz siłą\nswego talentu przełamał naturalizm: malarstwo jego przekroczyło granice czuć.\nListy Van-Gogha do brata Teodora, zawierają w sobie cały szereg wskazówek,\npodkreślających znaczenie wyrazu barw. Przystępując do portretowania pewnego\nmalarza pisze: „Muszę zeń zrobić blondyna. Całą swą miłość, którą dla niego\nczuję, chciałbym włożyć w ten portret. Najprzód namaluję go takiego, jakim\njest w rzeczywistości, namaluję go bardzo dokładnie; ale to dopiero początek.\nNa tym się obrazu nie kończy. Podkreślę jasny kolor włosów: użyję pomarań-\n*) Słowa pisane przed kilku laty łatwo się sprawdziły: na tym właśnie kamieniu utknęło malarstwo\nkubistyczne. Picasso dziś odźegnywa się od kubizmu i rysuje węglem klasyczne dekoracyjne postacie,\nprzypominające Sybille Michała Anioła. Natomiast falanga bezpłciowych naśladowców zasypuje świat\nzachodni kubistycznymi obrazami (przyp. red.)."}, {"page_pdf": 27, "page_imprimee": "25", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.27", "texte": "czowej i cytrynowo-źółtej iarby; poza mm zamiast pospolitej ściany pokoju, na-\nmaluję nieskończoność. Namaluję zwyczajne tło najjaskrawszym sinym kolorem,\njaki tylko mam. Dzięki temu prostemu połączeniu barw, jasno oświetlona głowa\nna niefaieskiem tle, działa tajemniczo, jak gwiazda w ciemnym eterze...\nAch, drogi przyjacielu, w tern podkreśleniu ludzie dopatrzą się li tylko karykatury,\nlecz cóż mię to obchodzi? Mam tylko taki wybór: albo będę dobrym, albo złym\nmalarzem. Wybieram rzecz prosta pierwsze.\"\nGauguin pojął, iż tylko sposobem przezwyciężenia w sobie kulturalnego europej-\nczyka, przezwyciężenia swojej małej kulturalnej indywidualności, możemy wejść\nna drogę odrodzenia. Zrozumiał to, że aby odmienić sposoby twórcze, aby\nstworzyć nową słoneczną sztukę potwierdzenia życiowego, w ostateczności sztuczny\nraj należy przemienić wewnętrzne wartości artysty. Gauguin propaguje nie\npowrót do prymitywizmu, ale zanurzenie się w wiecznie żywych źródłach twórczości;\ndlatego też cala twórczość Gauguin’a jest przetwarzaniem świata podług wzorów\nrzeczywistości, zawartych w duszy artysty. Gauguin jako artysta przetwarzał\nrzeczywistość „przyroda jest materją, zaś umysł nasz organem zapłódnienia\"—\npowiadał częstokroć. Gauguin dał nam istotną syntezę sztuki i obrazy jego\nraczej można nazwać płaskorzeźbami, jak rzeźby jego nazywa Charles Maurice—\nobrazami, Rzeźba jego przedstawiająca Inę, boginię krwi i śmierci, zlewa w sobie\ntyle wyrazu rzeźbiarskiego z wspaniałością barw, że śmiało może być nazwana\nsyntezą Gauguinowskiej szuki. Lecz w walce z całą europejską kulturą i cywi-\nlizacją, z sumieniem naszem słabiuchnem, z całym współczesnym pseudo-indywi*\ndualizmem, w walce, której terenem była nie tylko zewnętrzność, ale i świat\nduszy artysty, Geuguin padł, nie mogąc urzeczywistnieć swych przewodnich\nmarzeń. Lecz ginąc, dał świadectwo, że twórcza synteza sztuki prowadzi nas\nniezmiennie do wielkiej sztuki dekoracyjnej, sztuki ogólno-narodowej.*)\nO takiej sztuce ogólno-narodowej i o artyście, twórcy odmiennej rzeczywistości,\nmarzył również Van-Gogh* Ale Van-Gogh też nie miał sil na zrealizowanie\nwymarzonej sztuki przyszłości. „Przyszłego artystę pisał w listach do brata\nnie wyobrażam sobie w takiem otoczeniu jak moje: nie powinien jadać w małych\nknajpach, nie powinien mieć sztucznych zębów. Czucie mi mówi, że zjawią się\noni dopiero w jednem z przyszłych pokoleń. A myśmy powinni tylko- wszystkie\nwysiłki skierować w ich stronę.\" Artysta ten mówi dalej Van-Gogh będzie\ntakim kolorystą, jakim dotąd nie był żaden malarz.\nW tych wzruszających słowach zawarł Van-Gogh czysto-religijne uczucie wiary\n.w sztukę przyszłości, wiarę, dla której ofiarował życie.\nTym sposobem tylko podkreślenie wyrazu barwy uważać można za rzeczywiste\npogłębienie i rozszerzenie malarstwa; prądy, starające się wyjść poza czucie\nbarwne, tracą zrozumienie istoty malarstwa i dają się sprowadzić na manowce-\nnawpi martwiał rlnarnafvlci.\n*) „Obrazy Gaugumła są wyższe od artystyczno-krytycznych nieporozumień ludzi\npiszący recenzje, nieustannie przeczą sami sobie, a zapominają, że w dziełach tych cała uwaga artysty\nskupiona jest na przemianie anatomicznych funkcji ciała w piękno płaskiego ornamentu. Są tacy, którym\nsię wydaje, iż Y/yrzeczenie się naturalistycznej indywidualizacji funkcji jest rzeczą niemożliwą, jednak\nci sami ludzie prawdopodobnie zachwycają się sztuką grecką lub japońską. Żaden z wielkich stylów\ndekoracyjnych nie uznawał naturalistycznych indywidualnych ruchów mniej lub v.rięcej zbliżających się\ndo stylu rodzajowego. Jest rzeczą naturalną, że artyści tacy jak Gauguin, spotykają się z szyderstwem.\nNowe prawdy wydają się zwykle czernś zabawnem panującej większości. Jest to już prawem przy-\nrody. W każdym bądź razie ciężko jest patrzeć na pogardę, jaką okrywają tłumy takich artystów, jak\nGauguin lub Hodler, którzy przypomnieli malarstwu po kilku wiekach wielkie, wieczne zadania deKoracji\npłaszczyzn. Malar&two bowiem nanowo staje się malarstwem dekoracyjnem. Stara się ono porzucić\nbiologiczną emancypację obrazu, datującą się od czasu upadku gotyku i chce powrocie go dawnego\nmajestatycznego związania z architekturą.“ Uwagi niniejsze wyjęte z „Nagości w sztuce'’ W. Hausen-\nsteina, są niezbędnem uzupełnieniem do podanej wyżej rozprawy, w której element dekoracyjny w sztuce\nwspółczesnej został pominięty milczeniem. (Przyp. red.)"}, {"page_pdf": 28, "page_imprimee": "26", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.28", "texte": "GWIAZDY SPADAJĄCE\nBronisława\nIwanowskiego\nWidziałem gwiazdy z połamanemi skrzydłami, błądzące nad oceanem zatrutych\nłez. Gdy potem znużone spadały do wonnych ogrodów, małe kwitnące zorze\npodawały im ręce.\nO, zorze, płonące kwiatami mojego ogródka, podajcie mi dłonie; jestem jedną\nz owych gwiazd, które upadły pomiędzy was. Niechaj pragnienie polotu w od-\nmęty niebios znów porośnie skrzydłami.\n\nCYRK\nBronisława Iwanowskiego\nP©łożyłem kładkę przez Ocean i dziwiłem się,.. Lądy i morza przybrały pręż*\nność w moich rękach. Świszczące tomahawki chwaliły moją zręczność.\nGdym spojrzał na połykającego szkło Derwisza, na trampolinie zmagały się\nŚmierć i Miłość. Dżokej Hałasu jak ostatnia godzina połyskiwał oczyma\nw splotach zdradziecko naprężonych lin.\nCzy zginie w tej grze moja kochanka?...\nZłoty splot jej włosów był dywanem, po którym chadzało siedem lat mej miłości.\nZniszczyłem miękkie aksamitne kroki... moje piękne, aksamitne kroki i chodzę\nstoma parami ciężkich butów, podbitych żelaznemi gwoździami. Może się natknę\nna jej rzadki naszyjnik z pereł i zdepcę go. A z setek tysięcy drobnych czą-\nsteczek wytrysną wszystkie ognie mej duszy i Cyrk zagrzmi oślepiającą fanfarą.\nNiebo położy dłoń na szaleństwa.\n\nZEGAREK\nTytusa Czyżewskiego\n21 godzinę wskazuje\nzegarek mój\nidę bokami ulicy\nzawadziłem nogą\no drzwi perukarza\nnowa sytuacja się stwarza\ni stąd nowy kierunek w poezji\n22 godzinę wskazuje\nmój zegarek"}, {"page_pdf": 29, "page_imprimee": "27", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.29", "texte": "idąc bokiem bulwaru\nzawadziłem głową\no liście suchej akacji\nz tej nerwo-sytuacji\nw malarstwie nowy kierunek się stwarza\nidąc za wzorem\ninnych wielkich przodków\npraszczurów\npleo lub ichtiozaurów\nwielkich małp jaskiniowych\nł\nich poezji\nmia u\nmi a u\nich poezji\nczi czi\nwesoło plujących\nczerwoną śliną\nślimaków\nli li li li\nszczekającego mego przodka\npśa\nhyrr rrr rrr\njestem jak hapfiarz uliczny\nnieznany\nopluty nieuznawany\nale już na moim zegarku\nGODZINA 23\nna relsach na sprężynowych szynach\nczeka mój orient-express\nPACIFIOUE COMPANY <\ngodzina 24\n(w kieszeni kamizelki)\n(smokingu)\n(sleepingu)\nzegarek\n\nLALKA\n(telefon)\nTytusa Czyżewskiego\nzbijam wnętrze z desek\nza pomocą śrub i gwoździ\nmaluję na szkarłatno i srebrno"}, {"page_pdf": 30, "page_imprimee": "28", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.30", "texte": "umieszczam w środku\ndwa przewody telefonu\naparaty\nna wierzchu budowy\numieszczam głowę lalki\nz ruchomemi oczami\nkall® kalio\nczy pani lalka dziś przyjmuje?\nhallo hallo\njestem rozebrana\nnieuczesana\nhallo hallo\na zatem do widzenia\nhallo hallo\nmam z panią do pomówienia\ndżin dżin dżin dżin\ntrrr\nlalo lalo lalo\nLAL\nDŻIN\n\nPŁODNOŚĆ\nAleksandra Wata\npoematu część czwarta\nNiech umilknie niebo, niech przestanie grać\ngdy się wtoczę jak tank na basztę świata.\nSłońcu przerażonemu ryknę: stać!\n'—w niebo płodnością ziemi plująca armata.\nO głowo ma, bębniąca jak tysiące bębnów\nwielkich armji, pędzonych na zachód i wschód!\nWybębnij marsze płodzenia\n—ogniste jak chorągwie i ostre jak głód!\nZawiele zawiele jest próżni między nami\nnad nami i za nami i dokoła nas!\nWypełnijmy rodzącemi ludzkiemi ciałami\n—religją ziemi wszystkie miejsca przestrzeni i gwiazd!\nNiech ziemia, jak w radosnych czasach swej młodości,\nzakwitnie pękami kwadriljonów dzieci swoich,\naby światy pulsowały mlekiem miłości,\naby wszechświat od ludzi się roił."}, {"page_pdf": 31, "page_imprimee": "29", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.31", "texte": "Głowy życiem dymiące jak kominy\nwyważmy w górę dźwigniami rąk!\nby były jak gwiazdy rzucone w głębiny.—\nWyłaźmy z miast jak z skurczonej łupiny\nz miast gdzie bezpłodność wali już w gong.\nOpanujmy powietrze, czasy, głębie mórz\ngdzie rojąc się jak ryby będziesz miotać ikry\nKobiety!\nbędziecie już tylko pękami róż\nna piersiach noszone czarnych jak kir.\nZalejmy smołą miasta przeszłości.\nZwalmy na ulaną w wieżę bąbel górę.\nNa szczycie posadzimy ciebie, o płodności!\nNiech ręką w przestrzeniach jamy wy krzesze\ngdzie mogłyby wykwitnąć ludzkich ciał chmury.\nTysiączne pokolenia—byki jak moloch\nzapełnią powietrze rykiem i hurrami.\nna drogach kolorowych padną im do kolan\nanioły i bogi w szatach barwionych zmierzchami.\n1 gdy godziny me w pustkach bezpłodnie grzmią\nciężkie pulsujące i wyczerpane jak ołów,\njako dzwon nalany spermą i krwią\nwołam cię płodności porykiem bawołów."}, {"page_pdf": 32, "page_imprimee": "30", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.32", "texte": "LUDZIE I ARTYŚCI. PRZEGLĄD KSIĄŻEK\nipSlSOStfefl**. Powoli ale widocznie punkt ciężkości życia muzycznego Europy przenosi się z Niemiec\ni Rosji do Francji. Ciężki rozlewny impresjonizm Straussa, Maklera, czy Schónberga wreszcie uchyla\nkapelusza przed przejrzystym genjuszem Debussego, Kavela, że nazwę najgenialniejszych muzyków fran-\ncuzów-. Muzyczne dzisiaj Francji reprezentuje słynna „szóstka\"; tylko sześciu kompozytorów tworzy\nwspaniale żywotną, a zarazem umiejętnie reklamującą się grupę. Należą do niej Auric, Durey, Honneg-\nger, Milhaud, Pouieuc oraz Germaine Tailleferre (kobieta-kompozytorka). Grupa ta zrodziła się czasu wojny\nw pewnej sali przy ulicy Huyghens w Paryżu: w owych czasach nie wpuszczano jeszcze wojowniczej\nszóstki do wspaniałych apartamentów, które obecnie stoją dla nich otworem. W skromnym lokalu tym\nrozwieszano pdotna Matisse a czy Picassa, recytowano wiersze Apollinaire a, Mtaxa Jacob, Reverdy*ego,\nCendrarsa oraz Cocteau. Tam też wykonywano pierwsze utwory „szóstki\". Grupę tę w życiu charakte-\nryzuje przyjaźń łącząca jej członków; w twórczości, jako reakcja przeciw impresjonizmowi, powrót do\nfdgi, kontrapunktu, melodji, na nowo przyodzianych i wydobytych z szuflady, dokąd zapchnęli je impre-\nsjoniści. Jeżeli zaś niektórzy z krytyków francuskich obwiniają kompozytorów tych o suchość, pochodzi\nto zapewne ztąd, że biorą oni za miękkość pewne stany sentymentalne, jak za przyjaźń można wziąć\nrozczulanie się pijaka, lub za patryjotyzm podniecenie, nieodłączne od słuchania marszów wojsko-\nwych. „Cyrk, music-hall, skrót, dowcip powiada o szóstce Jean Cocteau które są przedmiotem tak\nciężkich zarzutów stawianych młodej szkole, są tylko reakcją przeciwko wiecznym podniosłościom,\nkatedrom i księżycowym światłom. A zresztą przecie można włożyć tyleż duszy w odtworzenie fajki\nco i madonny, a kto się oburza obecnie na kompozytorów tango i fox-trottów, nie myślał winić nigdy\nSzopena za to, iż komponował walce i dedykował je baronowej Rotszyld. Co do mnie uważam, że\ntylko dzięki takiej dedykacji można nazwać baronowę Rotszyld bogatą\".\nLemi Chwistek. Wielość rzeczywistości. Kraków 1921. Z zasiłkiem ministerstwa\nW. R. 1. O. P. Książki znakomitego logika (i malarza), nie można przyjąć inaczej, jak ze słowami\nnajżywszego uznania. W dziedzinie scisłej myśli filozoficznej jest to bodaj pierwsza poważna próba\nwyjścia poza Bergsonowskk intuicjonizm, nie zadawalniająca się jedynie li krytyką tego kierunku, lecz\nbudująca przy pomocy metody konstrukcyjnej niebywale śmiałą i oryginalną hypotezę wielu nieza-\nleżnych od siebie, równorzędnie istniejących rzeczywistości. W dziedzinie sztuki autor stwarza teorję\nzasadniczych typów sztuki, za pomocą której, jak powiada „będziemy mogli usprawiedliwić wszystkie\nwielkie szkoły od początku świata do chwili obecnej\". Dopiero teorja Chwistka daje podstawę wła-\nściwym badaniom metodologicznym, usuwając w nich ten zamęt, który wnosił bezład pojęć nie zgrupo-\nwanych dokoła jednej płaszczyzny pojęciowej. Mimo pewnych zastrzeżeń, które powstają np. w sto-\nsunku do formułowania przezeń poezji, jako sztuki o walorach ściśle fonetycznych, nie można się oprzeć\nzdumieniu jia widok tej schematyzacji i uproszczenia, które wnosi jego teorja. Dzieło Chwistka stoi,\nbezwątpienia, na równi z najpoważniejszemi podobnemi dziełami na Zachodzie i niewiadomo, jakiej już\nospałości kultury polskiej należy przypisać to, że poruszywszy w sposób niezmiernie rewolucyjny ogro-\nmną ilosc problematów z najprzeróżniejszych dziedzin nie wywołało ożywionej dyskusji ze strony\nfachowców filozofów, logików, psychologów i artystów. Wprowadzenie czytelnika w świat wielu\nrzeczywistości, z których każda rządzona jest autokratycznie własnemi swojemi prawami, filozoficzna\npodróż po tych rzeczywistosciach, przenoszenie się z jednej do drugiej i załamywanie się ich, w inter-\npretacji autora, składa się na ogromnie świeży doskonale przekonywujący światopogląd. Wreszcie\nChwistek wyznacza miejsce sztuce dotychczasowej i buduje szkielet sztuki nowej, jako najpełniejszego\nwyrazu twórczego sztuki uniezależniającej się od wrażeń zmysłowych.\nPrzedewszystkiem autor oddaje się pracy ustalenia pojęcia rzeczywistości, jako jedynej podstawy na\nktórej może być zbudowany jakikolwiek systemat filozoficzny. Stwierdziwszy, że pojęcie rzeczywistości\njest zbyt rozciągłe, by je można było zamknąć w jakiemkolwiek z dotychczasowych określeń, w czem\nzgadza się z podobnymi wywodami Hegla, Nietzschego, lub Bergsona dochodzi do wniosku że „nie\nmożna myśleć o zbudowaniu jednolitego systemu rzeczywistości, opartego na zasadach logiki formalnej,\nktóryby zadówolnił wszystkie postulaty życia\", i że „dogmatyczna wiara w jedną jedyną rzeczywistość pro-\nwadzi ao paradoksów i nie może być przyjętą przez wszystkich ludzi'*. Nie znaczy to, mówi następnie Chwi-\nstek, by*rzeczywistość była czems absolutnie płynnem i nie poddającem się określeniom, jak tego chcieli\nwzmiankowani filozofowie, ale że istnieją zasadnicze niezależne od siebie rzeczywistości, będące jak-\ngdyby rozmaitemi cechami materji podobnie jak jedna i ta sama linja prosta posiada rozmaite własności\nw rożnych systemach geometrji (Euklidesowskim, Eobaczewskiego it.d.). Ukazawszy, że tą jedynie dro-\ngą, drogą budowy teorji wielu rzeczywistości da się rozwiązać cały szereg nierozwiązalnych problema-\ntów starej filozofji, Chwistek wyznacza 1 rzeczywistość rzeczy, II rzeczywistość fizykalną, 111 rzeczywistość\nwrażeń, wreszcie IV rzeczywistość wyobrażeń. Wiara w każdą z nich jest zakończonym światopoglądem,\ni jedynie w granicach ich możemy się poruszać.\nPo ściśle filozoficznem zademonstrowaniu teorji wielu rzeczywistości autor w dwuch niezmiernie inte-\nresujących, ze wspaniałą tężyzną napisanych rozdziałach, oddaje się pracy zastosowania swej teorji\nw życiu i w sztuce. W pierwszym wypadku, stwierdziwszy, że teorja ta nietylko nie wnosi, jak by się\nto wydawało, zamieszania do etyki, ale naodwrót uniezależnia ją od dowolności których się dopuszczano\nprzy budowie jej systemów za jedyne kryterjum moralności uważa niewykraczanie poza granice\nrzeczywistości, w której dany osobnik się obraca. W rozdziale; „Wielość rzeczywistości w sztuce\"\nautor wyznacza cztery zasadnicze typy malarstwa i rzeźby, ściśle uzależniona od czterech rzeczywistości\n(p. wyżej). Jest to 1 prymitywizm, 2 realizm 3 impresjonizm, 4t. z. sztuka nowa. Po szeregu rozważań,\nw których autor dowodzi, że żadnego z tych typów nie można traktować jako następczego ogniwa\nw szeregu rozwojowym ixże kryterja ewolucjonizmu nie dadzą się do nich zastosować, autor zatrzy-\nmuje się nad sztuką modernistyczną, którą uzależnia od rzeczywistości wyobrażeń i twierdzi że kroczy\nona drogą przezwyciężania treści przez formę."}, {"page_pdf": 33, "page_imprimee": "31", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.33", "texte": "Dzieło swe kończy Chwistek słowami;\n„Teorja wielu rzeczywistości pozwala usprawiedliwić wszystkie zasadnicze kierunki sztuki, wyznaczając\nosobliwe miejsce sztuce najmłodszej. Ponieważ nowa sztuka zatacza coraz szersze kręgi, uważałem za\nrzecz ważną wskazać, że nietylko nie przeczy ona pod żadnym względem wynikom badań ścisłych, ale\njest poniekąd ich potwierdzeniem, dostarczając im zarazem interesującego materjału doświadczalnego\".\n„Wielość rzeczywistości\" prędzej, czy później zajmie należne jej miejsce w rzędzie najpoważniejszych\nwspółczesnych dzieł filozoficznych. Jakkoiwiekbądź, winna się ona stać podręczną książką nowocze-\nsnego myśliciela i artysty szczególniej tutaj, w Polsce, gdzie jest bodaj jedną jedyną książką, mogą-\ncą dać czytelnikowi doskonałe uzasadnienie i wyjaśnienie istoty sztuki modernistycznej.\nJeati Epsteins La pośsie d’ayg®urdhyi. lin nouve§ etat de B*intelßi|sence. Lettre\nde Biaise Cesida*as*s» (La Sirenea Fas*is 1921 !•«) Najważniejszą zaletą książki p. Epsteina\njest wielka przejrzystość układu zarówno graficznego, jak ideologicznego. Wyłączając od początku\nz przedmiotu badań, tak zwaną pod-literaturę, oraz literaturę sentymentalną, którą szczęśliwie chrzci\nmianem „parteru literackiego\"; stara się określić te cechy współczesnej poezji, które oparte są na naj-\nważniejszych i najświeższych wynikach badań fizjologicznych. W drugiej części swej książki Epstein\nzaznacza zasadnicze cechy nowe, spostrzeżone u ogółu poetów współczesnych, a mianowicie; przybli-\nżenie w opisie, schematyzację, brak prostoty; pozatem bezpośredniość oraz impulsywność (np. Lalmon,\nApollinaire, Cendrars, Cocteau). Podkreślić należy jeszcze precyzję i operowanie skrótami, które składają\nsię raczej na obraz domyślny niż na istotny opis. „Ktoś przechodzi korytarzem obok niedomkniętych\ndrzwi; idzie prędko i nie może się zatrzymać, lecz przelotnem spojrzeniem odwiedza szereg pokojów o roz-\nwartych drzwiach\" takie daje wrażenie opis modernisty. Ważną rzeczą również jest wpływ kinematografu.\nRozdział z książki Epsteina poświęcony temu zagadnieniu drukował niedawno „Kurjer Polski\" (19.1X21 r.)\nAutor podkreśla w nim, iż zasadnicze cechy Kina, jak blizkość podejścia do przedmiotu, szybkie następ-\nstwo obrazów, dynamianość udzielają się również literaturze pięknej.\nCiekawy rozdział poświęcony jest umysłowemu zmęczeniu, jako czynnikowi cywilizacyjnemu. Podzielam\nzdanie Epsteina, „znalezienie w „chorobie\" zsumowania i w jej słabościach posiewu najpiękniejszych\nżniw ludzkości uważam za zamiar dość heroiczny\". Następny przykład zdaje się świadczyć o racjo-\nnalności założeń Epsteina; „Zmęczony umysł igra przybliżeniami, które po wypoczynku, mogą się mu\nwydawać dziecinnemi, poprostu poetyckiemi, lub nieprawdopodobnemi. I częstokroć z tych miłych zaro-\nśli, w których uczony broni się przed swą własną logiką, wynurza się światło odkrycia. Bez zmęczenia\nnie zostałoby ono dokonane\".\nZdaje mi się że twierdzenia te mają w sobie znacznie mniej paradoksalności niżby się to napozór zda-\nwało. Twierdząc, że „poszukiwanie nowości jest sprężyną całej estetyki\", autor pośpiesznie powiada, iż.\nsam modernizm nie wystarcza. I zaraz dodaje, że jeżeli zechcemy wyłączyć z wszelkiej literatury ten\nklasycyzm, który zawsze się w niej zawiera, ujrzymy natychmiast, iż pomniejszyliśmy ją dotkliwie\"\n©Stsatfiflie pisma natrafiamy w sierpniowym zeszycie belgijskiego\npisma „Signaux\", na ciekawy list Eljasza Ehrenburga z Moskwy, malujący warunki pracy poetów rosyj-\nskich, oraz stosunek ich do rewolucji. Określiwszy cały szereg nader ciężkich warunków jak brak\npapieru, chłód, głód zresztą rzeczy nam wiadome, układa korespondent liczne nazwiska tych, co\nmimo głodu i chłodu złamać pióra nie chcą, w trzy grupy, podług stosunku ich do rewolucji rosyjskiej.\nDo pierwszej—wrogo usposobionej do wewnętrznego życia Rosji współczesnej, zalicza starego roman-\ntyka Balmonta, oraz charakterystyczną i malowniczą postać Maryny Cwietajewej; Książka jej „Walka\nłabędzi\" nie mogła być jeszcze opublikowaną ze względu na jej reakcyjność, krąży natomiast, jak to\ndziś jest w Rosji w zwyczaju, w licznych odpisach.\nZnacznie liczniejsza jest grupa następna, poetów, którzy dalecy od sympatji śledzą ciekawem okiem\nciężki bieg wypadków. Do nich należy mistyk pogańskiej Rosji Wiaczesław Iwanow, Osip Mandelsztam,\nsam Ehrenburg; poetki: finezyjna, niezmiernie subtelna Achmatowa, pokrewna jej Halina Władyczina,\nSzapskaja, lub młoda Radłowa. Autor listu podkreśla znaczenie dla młodej sztuki rosyjskiej najwa-\nżniejszych poetów tej grupy, Wiaczesława Kowalewskiego, oraz Borysa Pasternaku. Lewicę tego odłamu\npoetów rosyjskich, stanowią ci, co w cierpieniach swej ojczyzny widzą piętno mesjanicznego stygmatu\ni przejęci mistycyzmem, starają się przyjąć rewolucję całkowicie, jako krzyż pokuty. Do tych należy\nzgasły niedawno Aleksander Błok, Maksymiljan Wołoszyn, lub Andrzej Biełyj, autor nowej wspaniałej\npono powieści „Epopeja\". Do sympatyków rewolucji można zaliczyć ludowego poetę, Siergieja Jesienina,\nktórego twórczość oparta na starodawnej lekturze chłopa rosyjskiego, Apokryfach i Apokalipsie, wyrosła\nw szereg pieśni stepow3'ch i wiejskich; do zażartych stronników rewolucji zaliczyć należy Walerego\nBriusowa, symbolistę, jednego z najznakomitszych znawców strofy, bodaj w całej Europie, jak również\nt. zw. poetów proletarjatu, na których rząd sowiecki pokładał wielkie nadzieje. Zawiódł się jednak\nwprędce. Poezja pełna czerwonych sztandarów i zdetronizowanych tyranów uwiędła wkrótce, i zdolniejsi\nz poetów proletarjatu, jak Gerasimow lub Kasin, porzucili programową poezję. Najwybitniejsze miejsce\nwśród poetów rewolucji zajmuje twórca wielkiej literatury futurystycznej Rosji, bezsprzecznie najzdol-\nniejszy z rosjan, Władimir Majakowski. Utwory jego, jak „Proste jak myczenie\", „Człowiek\", sztuka\nteatralna „Misterjum buffo\", wreszcie cały szereg liryk o skrajnie futurystycznej formie zyskały sobie\n'niezwykłą popularność. *)\nNareszcie Ehrenburg zaznacza, iż starał się w liście swym ominąć wszelkie tendencje polityczne, a je-\ndynie obnażyć pracę twórców, pracujących w przygnębiających warunkach, które czynią z pracy tej\nheroiczne posłannictwo. „Poeci rosyjscy pracują .o głodzie, zmuszeni do mieszkania w zamarzłych poko-\n\n*) Poeci tej grupy tworzą zastęp o wiele liczniejszy. Mimo zapewnień, że jest daleki od tendencji?politycznych, Ehrenburg\nliczbę ich znacznie uszczuplił, czemu, znając takie jego utwory jak „Sądny dzień\", „Modlitwa za Rosję\" etc. nie .należy się\nzbytnio dziwić. Do poetów „chłopskiej rewolucji\" stawianych rzędem z Jesieninym należy Klujew („Pieśni chat\"). Do\nszkoły Majakowskiego należą futuryści: Ąnatoljusz Marjenhof, Wadim Szerszeniewicz, Piotr Orieszyn i inni."}, {"page_pdf": 34, "page_imprimee": "32", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.34", "texte": "jach, piszący na skrawkach papieru, cudem znalezionych, bez nadziei na wydanie\" kończy swój list\nrosyjski poeta. „Dodajcie do tego atmosferę dyktatur, wojnę domową, nędzę, a zrozumiecie, że nie\nbez przyczyny użyłem dla pracy tej najpoważniejszego określenia „bohaterskiego posłannictwa\". Poezja\nzrodzona w tych okolicznościach żyć będzie pomimo wypadków politycznych, jakiekolwiek będą naj-\nbliższe losy Rosji. Niechże więc poezja europejska nie gardzi swoją trędowatą siostrą. Gdy byłem\nw Moskwie na przedstawieniu „Zwiastowania\" ClaudeFa ’*), który to dramat grają tara ' obecnie na\nolbrzymiej scenie, myślałem o losie dwuch sióstr. 1 wierzę, że Mara będzie lepszą niż Mara daudeka;\nw każdym bądź razie łono trędowatej Wiolany zawiera w sobie pożywne mleko\".\nJule Ci®l3lsS3Es| 1131.1115 w, w końcu übiegłego miesiąca została otwarta wystay/a „Sturmu\".\nNiezwykle obfity zbiór obrazów składa się na barwną i ciekawą ilustrację współczesnych kierunków\nmalarskich. Najliczniej reprezentowani są ekspresjoniści niemieccy: Kandinsky, Chagall, Campendonc,\nKlee, Schwitters i inni. Futurystyczne malarstwa Włoch reprezentowane jest przez Boccionfego, Carra,\nPunFego, SeyerinFego. Rosjanie; Archipenko (rzeźbiarz), Gonczarowa, francuzi Leger i Delaunay do-\npełniają ensemble’u tej bogatej wystawy. Wyczerpującą recenzję wraz z przekładem artykułu Kandi-\nsky’ego i Schwitters’a umieścimy w jednym z najbliższych zeszytów „Nowej Sztuki\".\nW elągia lata h* począł wychodzić W Mngiji nowy miesięcznik „The Tyro\" pod redak-\ncją Wyndhama Levis. Główną rolę w miesięczniku odgrywa dział krytyczny prowadzony przez T. S.\nEliota, autora książki „The sacred Wood\" (Święty Gaj), który nawiązuje do tradycji Drydena, Johnsona,\nColericlge a i Arnolda, usiłując skierować krytykę angielską na drogę filozoficznego uzasadniania twór-\nczości współczesnej. Może się wydać zbyt prostem takie postawienie kwestji: w Anglji zamierza ono do\nobalenia wielkiego błędu, polegającego na przemycaniu pod nazwą krytyki miłej i stałej zdolności do\nżartobliwej gadaniny. Jak ta ostatnia jednak, tak filozofja twórczości nie jest krytyką literacką we wła-\nściwym tego słowa znaczeniu, rozpatrując utwór nie przez pryzmat wartości formalnych, lecz zależnych\nod ideologji krytyka. Sprawie tej „Nowa Sztuka\" poświęci specjalną swą uwagę w jednym z zeszytów\nnajbliższych.\nJa iliSlllsiSUCiß .Obiata | (ignis, Warszawa 1921 r.) Dzieła wiel-\nkiego, jak go mianują coraz częściej młodzi krytycy Francji, ojca współczesnej poezji francuskiej, a może\nnietylko francuskiej, ukazały się w polskim przekładzie pod redakcją Jarosława Iwaszkiewicza i Jułjana\nTuwima. lom pierwszy zawiera pierwsze wiersze, przepiękne i silne, jednak nie stanowiące jeszcze\nowej arki przymierza między staremi i nowemi laty, za jaką należy uważać Iluminacje oraz Sezon\nw Piekle. Te gorejące dzieła genjalnego poety mają stanowić treść następnych tomów, których wydanie\nzapowiada nam młoda a zasłużona firma Ignis. Z niecierpliwością jakkolwiek zapewne niedługo oczeki-\nwać będziemy na owe tomiki, które mają zapełnić ważną lukę w dziedzinie przekładów polskich, a poe-\ntom naszym odkryć mogę nowe Sezamy i Golkondy, zamknięte w czarownym kraju Słowa.\nHeiesia jedna z najwybitniejszych reformatorek na polu sztuki recytacyjnej, twórczyni\nzupełnie nowej dziedziny w recytacji modernistycznej, nazwanej przez nią „słowoplasłyką\" gości obecnie\nw Warszawie. P. Buczyńska powróciła niedawno przez Konstantynopol z Moskwy gdzie do r. 1918\nwystępując na wieczorach poetyckich głośnych futurystów rosyjskich Majakowskiego, Kamieńskiego\ni Burluka cieszyła się niesłychaną w Rosji popularnością. Recytacja p. Buczyńskiej, jak to wskazuje\njuż sama nadana przez nią nazwa polega na dążeniu do stopienia w jedno trzech pierwiastków sztuki;\nsłowa, muzyki i tańca, jako elementów wzajemnie się dopełniających. Docieranie do tych\npłaszczyzn, gdzie granice między poszczególnymi rodzajami sztuki zacierają się i działają jednakowo bez\nróżnicy na wszystkie zmysły. Droga niesłychanie trudna, wymagająca ogromnej intuicji i taktu arty-\nstycznego. Oba te warunki posiada p. Buczyńska w niezwykłej mierze. Tych, którzy widzieli jej\norjentalne symfonje tańca i słów, w których z genjalną rozrzutnością pomieszała wszystkie epoki stwa-\nrzając nieoczekiwanie nową, od wewnętrzną syntezę Wschodu, ucieszy niewątpliwie wiadomość, że w naj-\nbliższym czasie p. Buczyńska ukaże się w swojej dawnej roli na szeregu wieczorów futurystów polskich\nw Warszawie i w Lodzi,\nEBSfKonieczność sceny eksperymentalnej odczuwał teatr nasz już oddawna: wśród wszystkich\nreformatorów i pseudoreformaterów teatralnych, dotychczas nie znalazło się nikogo, ktoby pomyślał\no przygotowaniu aktora, reżysera i publiczności do przyjęcia nowych form w dramacie i twórczości\nscenicznej. To też ciekawe usiłowania w tym kierunku, która przedsięwzięła grupa tytułująca się El-\nsynorem powinny wzbudzić zainteresowanie społeczeństwa: wśród młodych aktorów zaś, których no-\nwa sztuka zastała kompletnie nieprzygotowanych, powinna spotkać najgorętsze uznanie. Z niecierpli-\nwością czekamy na pierwsze przedstawienie „Elsynoru\" zapowiedziane na koniec listopada, a które\nda nam inscenizację dramatu Witkiewicza: „Pragmatyści\".\n\n*) Przekład polski tego dramatu pióra Jarosława Iwaszkiewicza ukazał się nakładem „Zdroju* w jesieni r. b.\n\nREDAKTOR ODPOWIEDZIALNY I WYDAWCA: KAROL ŻUKOWSKI.\nWSZELKIE PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE. COPYRIGHT BY KAROL ŻUKOWSKI.\nODBITO w DRUKARNI „ROLA\" JANA BURIANA, WARSZAWA, UL. MAZOWIECKA Nr. 11."}, {"page_pdf": 36, "page_imprimee": "34", "url_page": "https://bluemountain.princeton.edu/bluemtn/?a=d&d=bmtnabm192111-01.1.36", "texte": "Odbito w drukarni\n99R01a“ Jana Buriana\nMazowiecka Nr. II\nw Warszawie\n■ ■"}]}